Nowa twierdza króla

To był mój piąty wyjazd do Chin, jubileuszowy. Piąty jubileusz, nazywany „drewnianym”, symbolicznie oznacza, że związek jest już solidnie ugruntowany (jak drzewo z korzeniami), ale wciąż rośnie i rozwija się. To może trochę naciągana interpretacja, bo przecież w tej liczbie moich rajz mieszczą się też wyjazdy czysto jedzeniowo-turystyczne. Niemniej jednak miło mi jest tak myśleć. … Dowiedz się więcej

Drugie życie gumy z gaci

Warsztaty z mistrzem trwają, lekko nie jest. Ponad pięć godzin nauki dziennie. Na razie generuje to multum notatek, masę nagrań i mętlik w głowie. Trzeba zapamiętać masę rzeczy, bo mistrz Zhai opowiada i pokazuje, co jest ważne. A ja nie umiem zapamiętać wszystkiego, co jest kluczowe, tyle jest tego. Jak to napisał nasz wieszcz narodowy: … Dowiedz się więcej

Plan 9 z kosmosu

Cztery lata temu mieliśmy pojechać do Chin, do mistrza Zhai’a. Były już bilety, terminy już prawie rezerwowaliśmy hotele. Stało się to co się stało. Świat stanął na głowie i nadal tak stoi, ale my wracamy na starą ścieżkę. Jedziemy ćwiczyć, jeść i zwiedzać. Będzie inaczej? Czas pokaże…

Pata-Taj gong

W zeszłym tygodniu rzuciło mnie w Bieszczady. Zaprosił mnie Tomek – pan tutejszych trawników (zwanych połoninami) i zaklinacz koni. Jakiś czas temu napisał do mnie maila z pytaniem, czy nie wpadłbym na tydzień pouczyć Tai Chi w ramach obozu jeździeckiego organizowanego w jego stadninie koni. Miejsce docelowe – Ośrodek Górskiej Turystyki Jeździeckiej „POŁONINY” w Żubraczem. … Dowiedz się więcej

Seta na odwagę

Wiele osób nie lubi FB. Również za nim nie przepadam, ale staram się go udomowić. Trochę pracy mnie to kosztuje, bo regularnie blokuję wszystkich, którzy piszą o g…. oraz tych, których posty obliczone są na zadymę i politykę. Polecam serdecznie tę metodę. FB, chyba z nudów, zaczyna wtedy publikować rzeczy ciekawe i czasami nawet merytoryczne. … Dowiedz się więcej

Tylko piach…

To fragment byłego przeboju, byłej gwiazdki piosenki. Tak mi się teraz ta fraza kręci po głowie. Już tłumaczę dlaczego. Jestem wyjechany na morze. Urlopuję, ale nie tak jak każdy normalny człowiek. Jestem na obozie u Andrzeja Kalisza. W zasadzie, jeśli chodzi o materiał, to nie ma jakichś fajerwerków. To impreza dla początkujących. Czyli uczymy się … Dowiedz się więcej

Pika to czy lanca?

Właśnie skończyło się letnie szkolenie z Tai Chi stylu Hao, prowadzone z Andrzeja Kalisza. Jak było? Jak zwykle. Pięć godzin dziennie, krótkie przerwy, dużo materiału, dużo samodzielnej pracy, ale i możliwość podglądania jak Andrzej uczy początkujących. Przydatne. Tak więc znów kilka odkryć w formie. Jakiś ruch, który robiłem pod złym kątem i trzeba to zmienić. … Dowiedz się więcej

Po festiwalowe kadry

Festiwal się odbył. Wybrzmiały ostatnie akordy, opadły dekoracje zdejmowane pod czujnym okiem Marzenki i Kahuny. Przyszedł czas na sprzątanie. Ja sprawnie spakowałem swoje zabawki, wymieniłem misiaczki ze starymi i nowymi znajomymi. Na koniec, jeszcze przez chwilę poudawałem, że pomagam organizatorom zwinąć dekoracje, a potem zabrałem swoją walizkę i podreptałem na Poniatowszczaka, w drogę powrotną do … Dowiedz się więcej

(Ł)obóz wędrowny

Czyli jak za starych lat, namiot, ognisko, gitara i te rzeczy. Miało być fajnie… I co? No też wyszło fajnie, ale inaczej. To była trzecia impreza treningowa w te wakacje, a może czwarta, jeśli liczyć moje występy w Muzeum Narodowym (nadal zapraszam – w każdą środę o 10:30), już się pogubiłem. Ta była niezwykle udana, … Dowiedz się więcej

Podróż na wyjątkowo bliski wschód

Ech, wakacje, czas własnej praktyki i obozów. Tak, właśnie obozów. Cream de la cream praktyki z ludźmi. Wiadomo wszak, że kiedy spotykamy się z innymi i poświęcamy cały nasz czas na praktykę wśród ludzi, którzy są do nas podobni, rozwijamy się szybciej. Oczywiście nic nie zastąpi samodzielnej praktyki, ale obozy to jest to coś. Pozwalają … Dowiedz się więcej

WibRACJE – nieznośny ciężar ciuchów

Festiwal „Wibracje”. To taka trochę hipi, łamana przez wegę, impreza odbywająca się cyklicznie – ostatnio na mazurskim zadupiu (jakże ja uwielbiam zadupia! Kocham je!). No może z tego hipi robi się bardziej boho (nauczyłem się nowego słowa, muszę sprawdzić, jak to się pisze — qrdę był błąd), bo jakiego hipisa byłoby stać na śniadanie (trzy jajka … Dowiedz się więcej

Sobota z Tai Chi i nożem w plecach

Ja właściwie już nie wiem, jakie tytuły nadawać wpisom o pracowitym weekendzie. Bo w zasadzie wszystko już było. Prawda jest natomiast taka, że w tygodniu to jest tak zwana „orka”, czyli praca ważna i dająca dużo satysfakcji, ale… No właśnie, ciężko o niej pisać. Owszem, w moich „świętych” treningowych notesach jakieś zapiski się znajdują, ale … Dowiedz się więcej

Wyjazd

Nie dane mi jest ostatnio ćwiczyć w grupach. Taki los mnie obecnie spotkał. Tym bardziej z niecierpliwością czekałem na wyjazdowe warsztaty Tao Move. Jestem jednym z członków tej grupy. Wszystko to pomimo tego, że w zasadzie to ja bardziej introwertyczny jestem, czyli robienie czegoś bez obecności zbyt dużej grupy ludzi wcale nie jest wielkim problemem. … Dowiedz się więcej

Pomiędzy Opolem, a Kołobrzegiem

I tak… Pierwszy „Qifit festival” już za nami. Choć może powinienem to ująć inaczej: już poza mną i innymi uczestnikami, bo widzowie nadal będą mieli do tego dostęp w różnych formach (na razie nawet u mnie na stronie). Jakieś wnioski? Dla mnie fajne było to, że mogłem zapoznać się z ofertą ludzi, o których słyszałem, … Dowiedz się więcej

Wizja lokalna

Tego dnia wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Los dawał mi znać, żeby nie wyłazić spod kołdry i nie jechać do Białegostoku. Ledwo kilka godzin wcześniej wróciłem z delegacji, oczywiście objazdami, bo jak to zwykle w piątek autostrady są zakorkowane w wyniku stłuczek innych wracających z podobnego jak moje wygnania. Oczywiście nie udało mi się położyć … Dowiedz się więcej

Odmrażanie Rafała

Wyjazdowy cykl pracy związany z obecnością Korony K. powoduje, że zorganizowane życie treningowe przepływa mi ostatnio między palcami. Tym bardziej z radością przyjąłem informację o weekendowym seminarium Rafała Szulkowskiego w Białymstoku. Poniekąd była to historyczna impreza, bowiem w epoce panowania Korony K. nikt w YMAA jeszcze nie zdecydował się na organizację takiego spędu. To właśnie … Dowiedz się więcej

Żwirek ćwiczy wraże Aikido

Aikido. Nie muszę chyba pisać, czym jest? Tak naprawdę wiem o nim tyle, co o przeczytałem w kilku książkach. W zasadzie wielkie nic. Może najwięcej przez pryzmat Seagala i jego filmów. Oczyma wyobraźni widziałem składanie w kostkę gaci na koniec treningu i ciągłe kłanianie się sobie. A jednak trochę im zazdrościłem. Przede wszystkim tego luzu … Dowiedz się więcej

Azja Trawel – Na walizkach

To niedługo. Nawet się czuję, jakbym już na tych walizkach siedział (właściwie to na jednej, więcej nie potrzebujemy). To mój trzeci wyjazd do Chin. Za pierwszym razem Jiuzhizy niemalże siłą zaciągnął mnie do Hongkongu i Kantonu, dzięki temu, rok później,  odważyłem się na samotny trip po Tajwanie. Tamte dwa wyjazdy były czysto turystyczne. Choć oczywiście … Dowiedz się więcej

Kto piwo pije, tego głowa boli…

Lubię Arkadiusza (pana na Białym Stoku), ale muszę się go strzec. Nigdy nie wiadomo kiedy najdzie go ochota, by coś mi zrobić, nawet nieświadomie. Animozje pomiędzy Warszawą i Białymstokiem są bardzo głębokie. 😉 Nic tego nie zapowiadało, kiedy w piątek, zaraz po pracy, rozpocząłem moją podróż na wschód (to tak, żeby odróżnić od Małpiego Króla, … Dowiedz się więcej

Tai Chi GO i koszerne fotki

Pomimo, że nie pochwalam wakacji treningowych, to muszę przyznać, że mój czas treningu jest jakoś podzielony na sezony. Sezon treningowy i część wakacyjna. Różnica jest taka, że w wakacje więcej treningów zależy od mojej własnej inwencji, bo w pozostałym czasie terminarz mam zapełniony regularnymi zajęciami. W poniedziałek, pomimo tego, że są jeszcze wakacje już powoli … Dowiedz się więcej

Francuski pocał… tj. boks

I znów fejs się do czegoś przydał. Wyświetliło mi info, że w sobotę odbędzie się egzamin na stopnie w Savate. Impreza zorganizowana przez klub L’EXTRÊME EST kilku chłopaków (i dziewczyn oczywiście), którzy próbują zaszczepić ten francuski wynalazek na polskim gruncie. Jak im idzie? Jak wszystkim, którzy próbują zrobić coś dobrego – szału nie ma. Zupełnie tak jak … Dowiedz się więcej