Podróż życia – Treningi na Borneo

Nauczyciel Yap odebrał nas z lotniska i zawiózł na kolację. Dzięki Bogu, bo było już dość późno, my w obcym mieście, a jedyny sklep blisko hotelu nie oferował niczego ciekawego. Lody przełamaliśmy bardziej niż szybko. Dobre żarcie w prostej knajpie (tak, jak lubię), z lekkim miejscowym piwem (Tiger – jest dostępny na Bakalao), wszystko to … Dowiedz się więcej

Nowa twierdza króla

To był mój piąty wyjazd do Chin, jubileuszowy. Piąty jubileusz, nazywany „drewnianym”, symbolicznie oznacza, że związek jest już solidnie ugruntowany (jak drzewo z korzeniami), ale wciąż rośnie i rozwija się. To może trochę naciągana interpretacja, bo przecież w tej liczbie moich rajz mieszczą się też wyjazdy czysto jedzeniowo-turystyczne. Niemniej jednak miło mi jest tak myśleć. … Dowiedz się więcej

Internetowi napinacze

Andrzej Kalisz umieścił kiedyś na YT film. To fragment wykładu mistrza Zhaia Weichuana na temat wymogów, których spełnienie jest potrzebne po to, by móc doświadczyć wewnętrznego treningu Tai Chi, a nie tylko machać łapkami. Dobry kawałeczek filmu, na dokładkę z polskimi napisami. Naprawdę bardzo fajnie, że takie materiały się pojawiają, a Andrzejowi chce się dorabiać … Dowiedz się więcej

Zatapianie czyli bydgoskie reminiscencje

Bydgoszcz. Ponoć sam mistrz Twardowski wraz ze swoimi sługami (diablicami Smołką i Węgliszką) umościli się w karczmie mieszczącej się na Starym Rynku w Bydgoszczy. Siedzieli tam i dokazywali cztery miesiące. Dla pokrycia kosztów załatwiali miejscowym różne drobnostki. A to jednemu bogactwo, drugiemu zdrowie lub telewizor większy niż ma somsiad. Jeden z nich chciał odmłodnieć, bo … Dowiedz się więcej

Sztukmistrz z …

_ Nauczysz mnie kilku sztuczek do centrowania? – spytał kolega…– Sztuczek? Może lepiej jak będziemy ćwiczyli zasadę?– Jak się nauczę jakichś sztuczek, to może łatwiej zrozumiem zasady?… No i coś w tym jest. Początkowo trochę się zżymłem. Wiem, nie ma takiego słowa. Polski to trudny język. Ale qrdę, jak odmienić słowo zżymać? Ale wróćmy jednak … Dowiedz się więcej

Bartek w Białymstoku

Ciężko jest tytuły wymyślać… bo to wszystko już było. Taka jest praktyka Tai Chi. W zasadzie robisz rzeczy, które już kiedyś robiłeś, tylko że za każdym razem inaczej, nieco lepiej (mam nadzieję). Tym razem wróciłem do Białegostoku. To z tego miasta na wschodzie pochodzi drużyna Jagi i Arkadiusza, szefa tamtejszego oddziału YMAA. I w tę … Dowiedz się więcej

W cieniu migdałowca

Migdałowiec to ulubione drzewko Danusi, no może nie najbardziej, ale mam wrażenie, że jest w TopTen. Tego dnia byłem ustawiony z kumplem na trening. Ale o tym później… Na miejsce spotkania wybrałem dolinkę za budynkiem GUS-u. Znałem to miejsce, bo kiedyś zajęcia Yiquanu prowadził tam Andrzej Kalisz. Załapałem się na kilka mniejszych warsztatów. Raz nawet … Dowiedz się więcej

Deja vu

Na wstępie, nie chciałbym żeby poniższy tekst był traktowany jak krytyka metody treningowej używanej w innej szkole. Trochę to porównanie może tak wyglądać, ale tak naprawdę nie jest. Historyczne tło dzisiejszych wydarzeń jest takie. Kiedy rozpocząłem swoją przygodę z Tai Chi trafiłem na „wyrób szkołopodobny”, gdzie wmawiano mi, że ćwiczę dla uwolnienia strumienia energii pomiędzy … Dowiedz się więcej

W drodze do Tipperary

Tyle już było wpisów o aktywnych weekendach, że trudno mi wymyślić nowy tytuł. Podiwaniłem więc tytuł starej irlandzkiej piosenki. Ułożył ją pewien rudowłosy handlarz rybami, który koniecznie chciał uzewnętrznić swoją tęsknotę za domem. Ogólnie w słowach jest coś o tym, że droga jest długa, a na końcu czeka go rudowłosa nagroda. Piosenka się przyjęła i … Dowiedz się więcej

Magiczna siódemka

Wpis zawiera zaproszenie do udziału w treningach Będę się znów przyznawał. Bywały bowiem czasy, kiedy dość mocno napiętnowałem jakąkolwiek ingerencję w materiał prezentowany na treningach. Jeśli ktoś zmienił, chociażby przecinek w przekazie mistrza, bardzo mnie to bulwersowało. Uważałem, że, jak Oleńka Kmicicowi, nie jesteśmy godni… No, oczywiście z tymi ranami to nie przesadzajmy, ale zmiany, … Dowiedz się więcej

Olśnienie sobotniej nocy

Właściwie, to nie tyle nocy ile całego dnia, ale ten tytuł lepiej brzmi i pewnie przyciągnie więcej czytelników. No wiecie, że niby coś tam, coś tam… a tu nie! A było to tak. Na horyzoncie pojawiła się oferta warsztatów z Robertem Wąsem. Żal nie skorzystać z okazji. Wybrałem Białystok. Jak jeszcze pojawiła się szansa na … Dowiedz się więcej

Podróż na wyjątkowo bliski wschód

Ech, wakacje, czas własnej praktyki i obozów. Tak, właśnie obozów. Cream de la cream praktyki z ludźmi. Wiadomo wszak, że kiedy spotykamy się z innymi i poświęcamy cały nasz czas na praktykę wśród ludzi, którzy są do nas podobni, rozwijamy się szybciej. Oczywiście nic nie zastąpi samodzielnej praktyki, ale obozy to jest to coś. Pozwalają … Dowiedz się więcej

Na mientkich nogach

Ostatni czas był średni, co zresztą daje się zauważyć w nieplanowanej przerwie w procesie produkcyjnym na niniejszym blogu. Nie ma wpisów, bo niewiele się działo. Przeszedłem najmodniejsze schorzenie nowoczesnej Europy, co wyeliminowało mnie na czas jakiś z treningów. Ale czas wracać. Na Tai Chi Hao już chodzę, na poranne treningi też, a na Chuo Jiao … Dowiedz się więcej

Mętlik

– Jak się nazywa te ćwiczenie?, Te, które teraz robiliście? – spytał Nowy. Niedawno pojawił się na sali w Akademii, miał prawo nie wiedzieć. – „Pchające dłonie” — odpowiedziałem, bo właśnie to uskutecznialiśmy z Agnieszką przez większość treningu stojąc w kąciku sali — „pushing hands”. — jako że Nowy z pochodzenia jest Hiszpanem, chciałem błysnąć … Dowiedz się więcej

Młynek

Jakiś czas temu napisałem o „młynku”. Czyli o takim sposobie ćwiczenia, którego nazwa pochodzi od charakterystycznej zmiany partnerów. Wspomniałem o tej metodzie ćwiczeń przy okazji relacji z II Zlotu Grup Sparingowych. Na tejże imprezie „młynek” był często wykorzystywanym elementem na treningu obrony przed nożem. War (prowadzący trening) wycisnął z tej formuły pracy z partnerem wszytko, … Dowiedz się więcej

Siłom i godnościom osobistom…

Czasami chce mi się krzyczeć – niczym rysunkowemu Hi-manowi stojącemu na szczycie góry: „Na moc posępnego czerepu!!! Mocy przybywaj!”, czy jakoś tak. Durny to był film, teraz to widzę. W porównaniu z takim Samurajem Jack’iem – wręcz prostacki. Z tym, że nie o to mi chodzi, żeby rozkminiać teraz różnice w rysunkowych klasykach gatunku. Miałem … Dowiedz się więcej

Mistrz Yang Jwing Ming o nauczaniu online

Kiedy niespełna rok temu podejmowałem temat nauczania online, nie myślałem, że to będzie jakiś trwały trend. I nawet w chwili, kiedy zaczynałem w tym działać, miałem przeświadczenie, że jak tylko wrócimy do „normalności” (hłe hłe hłe – kto by kiedykolwiek pomyślał, że tamten świat był normalny? a jednak), to wszyscy i nauczyciele, i uczniowie odwrócą … Dowiedz się więcej

Małe co nieco…

Wszystko się jakoś splata. Czasami się jakoś mąci, coś się psuje, a czasami wprost przeciwnie, pojawiają się jakieś szanse. Tak też się dzieje u mnie, ale po kolei… Jakiś czas temu znalazłem ofertę kupienia pewnej płyty DVD. Płyta zawierała materiał nazywany małym San Shou i przedstawiała francuskiego nauczyciela, który ćwiczył nieznaną mi wcześniej podwójną formę … Dowiedz się więcej

Grunt to podstawa

Kiedy ostatnio widziałem się z Rafałem Szulkowskim (seminarium w Białymstoku), ten wspomniał platformy, które widział na moich zdjęciach z Guangfu. Platformy są używane przez mistrza Zhaia do treningu pchających dłoni. Były jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy pierwszego dnia pobytu. Tak szczerze, to początkowo nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia. Niskie … Dowiedz się więcej

Pchające dłonie – takie, jakich kiedyś szukałem

Były takie czasy, kiedy byłem bardzo zasadniczym w sprawach praktykowania Tai Chi. Czyli wtedy, kiedy jeśli coś nie nazywało się stylem Yang i nie pochodziło z przekazu doktora Yang Jwing Minga, to nie warte było mojej uwagi. Oczywiście dopuszczałem do myśli istnienie innych przekazów, ale starałem się nawet w ich stronę nie spoglądać. W tamtych … Dowiedz się więcej

Odmrażanie Rafała

Wyjazdowy cykl pracy związany z obecnością Korony K. powoduje, że zorganizowane życie treningowe przepływa mi ostatnio między palcami. Tym bardziej z radością przyjąłem informację o weekendowym seminarium Rafała Szulkowskiego w Białymstoku. Poniekąd była to historyczna impreza, bowiem w epoce panowania Korony K. nikt w YMAA jeszcze nie zdecydował się na organizację takiego spędu. To właśnie … Dowiedz się więcej