Warsztaty z mistrzem trwają, lekko nie jest. Ponad pięć godzin nauki dziennie. Na razie generuje to multum notatek, masę nagrań i Mętlik w głowie. Trzeba zapamiętać masę rzeczy, bo mistrz Zhai opowiada i pokazuje, co jest ważne. A ja nie umiem zapamiętać wszystkiego, co jest kluczowe, tyle jest tego. Jak to napisał nasz wieszcz narodowy: „i choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to nie spamięta…”. Za każdym razem, kiedy usłyszę coś, co wydaje mi się kluczowe, staram się zapamiętać. Za chwilę jednak pojawia się coś równie ważnego. Ja to już czasami mam takie odczucie, że jak on nie przestanie mówić, to mi się rejestr przeleje… A to jeszcze druga połowa zabawy przed nami.

Robimy korektę formy Wu Bu Ba Fa. To forma, której uczyliśmy się w Chinach. Niby uczyliśmy się uczciwie, ale dopiero teraz widzę masę szczegółów, których wtedy nie dostrzegałem. Pewnie mnie zaćmiły te ichnie napoje. Żart, bo tak naprawdę to zaczynam mieć wrażenie, że oni tam, w Guangfu, mają ułożone kilka poziomów nauczania form. Najpierw pokazują zgrubnie, potem bardziej szczegółowo, potem jeszcze bardziej. I dobrze… Bo za jednym zamachem, to by człek tego nie łyknął. Pewnie by się od nadmiaru szczegółów zakrztusił i zerzygał jak jaka świnia. Ja miałem farta, uczyłem się w Chinach, potem pracowicie odtwarzałem sam. Niestety, jako osobnik wyjątkowo niezdolny, z nauk mistrza nie wyniosłem nawet poprawnej kolejności ruchów. Potem, kiedy Andrzej Kalisz zdecydował się na weekendowe warsztaty tej formy, okazywało się, że to, co odtworzyłem z filmu, to nie to samo co na nim było.
Część technik sobie dopowiedziałem, trochę przearanżowałem. Musiałem potem prostować. Nie, żebym się specjalnie chwalił, ale w rezultacie teraz mogę „dostrzegać” rzeczy mniejsze i głębsze niż tylko ogólny zarys pod tytułem: „A gdzie ja te ręce mam trzymać?”. Przestało mi nawet przeszkadzać, kiedy źle ustawiłem kamerę i nagrywałem mistrza i Andrzeja od tyłu. Mam nagrane komentarze i ruch pleców, chwatit.
szabla
Drugim tematem jest korekta formy z szablą (oraz Forma podwójna z szablą, ale o tym kiedy indziej). I tu mógłbym przekopiować powyższy tekst. Z tą tylko różnicą, że ja się tej formy uczyłem tu, na miejscu. W Chinach, po jednym głębszym, pokazałem ją dwóm nowo poznanym tubylcom, którzy próbowali sobie przypomnieć kolejność ruchów. Mistrz Zhai przyłapał mnie wtedy na gorącym uczynku – tylko pokiwał głową i powiedział: „a tera pacz!” i pokazał ją taką samą, ale inną. Teraz uczy nas tego co w Guangfu widziałem. Forma z szablą trudniejsza… tu są zmiany tempa, ale zasady są takie same jak w formie ręcznej, a mistrz Zhai ciągle podkreśla: „zobaczcie, tu jest tak samo jak w formie ręcznej”. Drugim jego ulubionym słowem jest: „Màn diǎn” co znaczy wolniej… i mówi to nawet w chwilach, kiedy wydaje mi się, że zastygam w powietrzu… ale pewnie za szybko zastygam.
Przy okazji okazało się, że ja nie umiem robić formy z szablą w większej grupie. Nie i koniec. Chyba nigdy tej formy w żadnej grupie nie próbowałem ćwiczyć… ciekawe doświadczenie.
aaaa i jeszcze w formie z szablą są przeskoki i zmiany tempa. Mistrz powiedział: zrób pięćdziesiąt form dziennie, to schudniesz :). Dietetyk się w nim odezwał… w szablę szarpany.

I żeby podsumować warsztaty. Dooobre som. Niby mały zakres materiału, ale szczegółów pod korek i dużo powtórek. Nawet sesja zdjęciowa, która nieodmiennie mnie drażni, była tylko jedna. Korekty są bardzo głębokie, mistrz jest zakręcony na temat poprawności (i to nie tej politycznej) więc ciągle słyszymy jego charakterystyczne „Noooo” i wtedy wiemy, że dostaniemy następną szansę na poprawne wykonanie. Dostajemy też masę teorii i to bardzo sensownej. Jeśli ktoś się zastanawia jak to do nas dociera, to Andrzej Kalisz daje radę. Co prawda mój zakres chińskiego się znacznie zwiększył (o dwa nowe wyrazy), ale nadal nie rozumiem o co biega. Ciągle powtarzamy uczony materiał.
5Bu8Fa
Dobrze że formy są krótkie powoduje, że jest czas i miejsce żeby poprawić to co się spieprzyło. Mistrz też często ćwiczy razem z nami. Ma to też swoją złą stronę (tak z żartobliwie, oczywiście). To, że robimy krótkie formy w kółko powoduje, że chwilami gubię się gdzie to ja teraz jestem i co ma być zaraz?

To tak na szybko, bo pewnie mógłbym o tym warsztacie pisać dużo, np. o sześcioosobowym egzaminie, który powoduje, że na dużej sali i liczebnej grupie wygląda to tak, jakby mistrz pracował właśnie z mną.
Napiszę coś o tytułowej gumie z gaci. Więc…. w pewnej chwili mistrz wyciąga gumę… no nie z gaci oczywiście. Wiadomo, że nie byłbym sobą jakbym nie zadrwił choć odrobinę. Gumę wyciąga z plecaka. Ale taką cienką, rozciągniętą jak to drzewiej w bokserkach bywało. Takich szkolnych, gimnastycznych, nieodmiennie fioletowych. Zawija sobie tę gumę za rękę i za szyję, i pokazuje na czym polega elastyczna siła w Tai Chi. A przy okazji mówi, że od kiedy zaczął te gumy stosować, to dużo zrozumiał. Mówi też, że to oczywiście nie jedyne gumy, bo są jeszcze gumy wirtualne. Kumam, nie da się tych wszystkich gum założyć jednocześnie. Nie da się też poprowadzić na tym całego ruchu, ale jego fragmenty tak!
Mistrz Zhai pokazuje jak guma ma nam uzmysłowić rozkładanie się siły. Obiecuje, że jak ktoś to poczuje, to będzie wiedział jak stosować w innych miejscach. Tak, guma to fajny pomysł. Taki prosty, choć żeby go zaimplementować, trzeba trochę wiedzy, jak to ma działać. Mam nadzieję, że choć trochę mam (wiedzy i gumy oczywiście).

Co mi się jeszcze podobało? Przestrzeń pod pachami, żeby o nią dbać. Ja nie dbałem. I o amerykańskim orle, ale to taki mój slang – długo by tłumaczyć. O kroku kulawego w formie z szablą, bo ja go tam widzę. I jeszcze o tym, że JA NIE UMIEM ROBIĆ FORMY Z SZABLĄ W GRUPIE!!! No nie umiem i koniec, że chyba po raz pierwszy robię tę formę w grupie. I jeszcze sporo innych rzeczy… ale już zmęczony jestem.

1









Gumy dobrze. Mistrz Zhai jest Taryfiarzem tai chi 😉
a żebyś wiedział…