Kilka słów o mnie

O mnie, czyli jak zostałem „KO”

Upłynęło już trzynaście lat, odkąd prowadzę tego bloga. Pomyślałem, że to najwyższy czas, aby uaktualnić informacje o sobie. Przez ten czas brałem udział w niezliczonych treningach, seminariów, obozów i szkoleń. Poznałem masę ludzi – z jednymi ćwiczyłem, z drugimi tylko rozmawiałem, a z kilkoma nie rozmawiam już od lat.

oto ja – autor tego bloga, Tai Chi dla mnie to przygoda życia – kontakty z ludźmi, podróże i otwarcie na życie

Nie jestem już tym samym człowiekiem, który po raz pierwszy uruchamiał tę stronę. Wtedy robiłem to nieco na próbę, chciałem zobaczyć jak, od strony technicznej budować bloga. Gdy już po kilku godzinach dostałem maila od przyjaciela, który myślał że to na serio: „Fajnie, że piszesz. Rób tak dalej”. Pomyślałem że to palec losu: „No dobra, może jednak warto”.

Warszawski trawnik i chińskie sztuki walki

Mam na imię Krzysztof, ale w środowisku moich treningowych braci często nazywają mnie KO. To miłe, choć z żalem przyznam, że mój pseudonim nie ma nic wspólnego z bokserskim nokautem. Urodziłem się, mieszkam i utożsamiam się z Warszawą. Dlatego na blogu większość informacji związana jest z tym miastem. To tutaj można mnie spotkać na różnych trawnikach, w parkach i salach treningowych (a także na trybunach stadionu Legii, której jestem wiernym kibicem).

Chińskie sztuki walki uprawiam od ponad 25 lat. Zacząłem zupełnie przypadkowo, ale to już odrębna historia. Początkowo planowałem pisać wyłącznie o Tai Chi, ponieważ czułem potrzebę uporządkowania własnej wiedzy. W trakcie tego procesu okazało się jednak, że integralną częścią mojej praktyki jest też cała reszta mojej działalności treningowej. Prawdę mówiąc, dziś wszystko to tak mocno się wymieszało, że nie potrafię wskazać jednego, głównego narzędzia mojego rozwoju.

Skąd nazwa „Tai Chi po polsku”?

Kadr z filmu karate po polsku - 
o mnie
jedna z lepszych scen z filmu, poza tą, w której
rozbierała się Dorota Kamińska

Inspiracją dla nazwy był stary film „Karate po polsku”. Jego specyficzna estetyka zachwyca mnie do dziś, mimo że opowiedziana tam historia jest raczej banalna, a z samym karate film ma niewiele wspólnego. Pomyślałem, że to trochę jak z Tai Chi w wielu znanych mi szkołach. Bardzo często tylko nazwa nawiązuje do tej pięknej sztuki. Mój blog to po prostu Tai Chi widziane przez pryzmat polskich realiów, bez zbędnej mistyfikacji.

Moja droga (i błądzenie) w poszukiwaniu siebie

Jak wyglądała moja ścieżka? Sam się czasem nad tym zastanawiam. Zaczynałem w Stowarzyszeniu Taoistycznego Tai Chi, ale szybko poczułem, że to zupełnie nie moja bajka. Po roku odkryłem organizację YMAA (Yang Martial Arts Association) według mistrza Yang Jwing-Minga. Zostałem tam na długo i ćwicząc z uporem zdałem egzaminy instruktorskie. Choć już wtedy był to tylko tytuł – wtedy wciąż czułem, że umiem zbyt mało, by uczyć innych.

forma z długim mieczem w trakcie pokazów na wybrzeżu

Po drodze zaliczyłem masę treningowych przygód (niektórych z nich żałuje, innych nie):

  • Krótkie przygody z Tai Chi stylu Chen i stylu Wu odmiany szanghajskiej.
  • Różne wersję stylu Yang z których najbardziej cenie Lao Jia Yang prowadzony przez Janka Glińskiego.
  • Fascynację Yi Quan oraz rosyjską Sistemą.
  • Czysto fizyczną radość z Karate Shotokan (gdzie ćwicząc razem z synem dodałem do moich osiągnięć zielony pas) oraz boksu, do którego wracam zawsze, gdy czas pozwala.
  • Amatorskie strzelanie z łuku, władanie biczem i rzucanie nożem choć wiem że to nie pasuje do obrazu praktyka Tai Chi.
pierwsze instruktorskie szlify

Gdzie jestem dzisiaj?

Staram się korzystać z najlepszych wzorców i nauczycieli. Przez wiele lat intensywnie ćwiczyłem tradycyjne Kung Fu – Chuo Jiao Fanzi (CJF) według przekazu mistrza Hong Zhi Tiana (w Polsce pod okiem Marka Klajdy). To wymagający styl, który daje mi realną wiedzę o walce. I choć jestem już za stary i za gruby na bycie mistrzem ringu, sztuka walki zajmuje w moim treningu dużą rolę. To właśnie przez doświadczenia z CJF moje spojrzenie na Tai Chi jest mocno „skażone” aspektem bojowym i praktycznym – i zupełnie mi to nie przeszkadza. I tak szczerze więcej z tego jest sztuki niż walki.

Nadal mam ogromny sentyment do przekazu YMAA, nadal konsekwentnie praktykuje niektóre aspekty z treningu Chuo Jiao Fanzi. Doba niestety nie jest z gumy i Obecnie najwięcej uwagi poświęcam praktyce stylu Wu/Hao, którego uczę się w Warszawie od Andrzeja Kalisza, oraz stylu Yang, którego uczę się od Anthony’ego Yapa. Kiedy trafia się na nauczycieli z tak dobrym backgroundem, po prostu trzeba z tego korzystać.

Prosto u źródeł

Od 2018 roku regularnie wyjeżdżam na treningi do Chin – do Guangfu, kolebki stylów Wu/Hao oraz Yang. Tam rozwijam swoje umiejętności pod okiem mistrza Zhai Wei Chuana, jego syna oraz zaawansowanych uczniów.

Zwieńczeniem tej drogi był rok 2026, w którym dostąpiłem niezwykłego zaszczytu – podczas oficjalnej ceremonii Baishi w Quzhou zostałem przyjęty na wewnętrznego ucznia mistrza Zhai Wei Chuana.

2018 – Guangfu (Chiny) – korekta formy z mistrzem Zhai Shi Zongiem
2025 – Warszawa zajęcia z mistrzem Zhai Shi Zongiem
2026 -Quzhou (Chiny) – ceremonia Baishi u mistrza Zhai Wei Chuana

Także w roku 2026 nawiązałem kontakt z nauczycielem Anthonym Yapem będącym wspaniałym źródłem indonezyjskiej odmiany stylu Yang według mistrza Huang Sheng Shyan twórcy metody pięciu ćwiczeń rozluźniających (Song Shen Wu Fa). W czasie pobytu w jego szkole otrzymałem zgodę na prowadzenie w Polsce zajęć obejmujących ten system.

pięć ćwiczeń rozluźniających może nie jest specjalnie widowiskowe, ale to wspaniała praktyka
dyplom

Nauczanie

Od kilku lat, zachęcony przez przyjaciół, prowadzę własne zajęcia. Staram się uczyć tak, jak sam chciałbym być uczony — czerpiąc z doświadczeń zdobytych u swoich nauczycieli.

Wolę niewielkie grupy, które pozwalają mi pracować indywidualnie z każdym uczestnikiem i spokojnie poznawać materiał od podstaw. Nie staram się zmieniać uczniów według własnego wzorca. Wolę towarzyszyć im w praktyce i wspólnie z nimi rozwijać umiejętności.

Jeśli jesteś zainteresowany uczestnictwem w moich zajęciach zapraszam do kontaktu (oferta treningów w Warszawie)


UWAGA: Ta strona reprezentuje wyłącznie mój prywatny punkt widzenia. Treści tu zawarte nie są oficjalnym stanowiskiem żadnej ze szkół, w których ćwiczę lub współpracuję (ani YMAA, ani Akademii Yi Quan, ani Fundacji Dantian). To po prostu zapiski człowieka, który poświęcił kawał życia na trening i dzieli się swoim doświadczeniem. Liczę na Wasz zdrowy rozsądek!

27 komentarzy do “Kilka słów o mnie”

  1. Kul, obawiam się jednak, że po latach pisania bloga dojdziesz do wniosku, że wszystko co robisz i robiłes jest CHENEM :). Sorki, nie mogłem sobie darować tej uwagi, bo chodzi mi po głowie ile razy czytam cos o sztukach/sportach walki – odkąd rozbawił mnie post z forum „sam wiesz którego”

    Odpowiedz
    • Publicznie obiecuje że jeśli dojdę do takiego wniosku, to klęknę przed „tym którego imienia się nie wymienia” i poproszę o wybaczenie. Mam pewną teorię na ten temat i postaram się ją opisać kiedy tylko opanuje pisanie bez błędów – okazuje się że prowadzenie zeszytów jest dużo prostsze,

      Odpowiedz
      • To taki truizm – O stylu nie można powiedzieć czy jest zły czy jest dobry a o ludziach to już co innego. Są rzeczy w Chenie które dla mnie są nie do przyjęcia. Choć ideii rozwijania jedwabnej nici uczyłem się od nauczycieli chenowskich i muszę przyznać że jest ona tam jasna i przejrzysta i że w ogóle jest.

        Odpowiedz
        • To też truizm.. 😉 Oczywiście, że styl też można ocenić.. Ludzi też.. Tyle że jeśli ocena pozytywną nie jest, to można kogoś urazić – i wtedy się powstrzymujemy, bo tak nakazuje kultura, albo dlatego, że komuś możemy się narazić i też się powstrzymujemy, bo tak nakazuje rozum. 😉

          Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie. A tak -jak wiemy wszyscy- nie jest, bo tym ultra stylem jest chuojiao. 😉

          Odpowiedz
          • Ja wiem że politycznie byłoby o wszystkich mówić że są cacy i wtedy nikomu nie podpaść. Ja do Chenu jako Chenu nic nie mam. Np. Silberstof na pewno jest lepszy odemnie więc styl który go ukształtował jest dobry. Ale w Polsce uczyć się go nie mam zamiaru ze względów kilku. Nazwijmy to tak – nie pasuje on do mojej osobowości.

            Odpowiedz
          • Po tylu latach znajomosci i wielu rozmowach w końcu Ge Ande otarł się o prawdę: „Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie” :P. Tak, własnie o to mi chodzi 🙂 , ale i tu mozna z zaciekłoscią intelektualną prof. Hartmana dowiesć, że jednak tak własnie jest :), a wówczas teza, że ultra stylem jest chuojiao będzie nie do obrony, a szkoda 😉

            Odpowiedz
      • Kurczę, 4 czy 5 razy o tym wspomnialem i już obsesja :P. Zaraz mi wypomnisz kolano w gong bu ;). Chen nie może być zły – skoro ćwiczę go ja i ćwiczysz go Ty 😉

        Odpowiedz
      • O Hulei też się otarłem jak był tu Liu Wankun (o ile nie pomuliłem nazwiska), co prawda z drugiej ręki, ale niemalże „na gorąco” ;). Się mnie podobało :P. Zresztą nie mam nic do Chenu, wręcz przeciwnie, i to pomimo tego że m.in. jako yangowiec jestem zwykłym bękartem PRAWDZIWEGO taiji 😉

        Odpowiedz
  2. Witam. Zgłaszam obecność, podpisuję listę 🙂 będę śledził i czytał…oczywiście życzę powodzenia i wytrwałości początek fajny trzymam kciuki…a przy okazji wszystkiego dobrego na Nowy Rok 2014 :-)…pozdro. PS: chętnie przeczytam o tym dlaczego styl Yang.

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz