Kilka słów o mnie

Upłynęło już dwanaście lat, odkąd prowadzę tego bloga. Pomyślałem zatem, że należy uaktualnić informację „O sobie…”. Wszak przez ten czas brałem udział w kilku setkach treningów, seminariów, obozów i szkoleń. Poznałem też masę ludzi. Z jednymi ćwiczyłem, z drugimi tylko gadałem (z innymi nie gadam już od lat).

Już nie jestem taki sam jak wtedy, gdy po raz pierwszy uruchomiłem ten blog. Wtedy uczyniłem to nieco na próbę i już po kilku godzinach dostałem maila od przyjaciela: „Fajnie, że piszesz. Rób tak dalej”. Wtedy pomyślałem, że może jednak.

nazywają mnie KO

Mam na imię Krzysztof, nazywają mnie KO. To miłe, choć nie ma nic wspólnego z boksem. Urodziłem się, mieszkam i utożsamiam się z Warszawą. Dlatego na blogu większość informacji związana jest z tym miastem. Tu można mnie spotkać na różnych trawnikach, w parkach i salach treningowych (a także na trybunach stadionu Legii, której jestem kibicem).

Chińskie sztuki walki uprawiam od ponad 25 lat i znów zacząłem w sposób zupełnie przypadkowy, ale to już odrębna historia. Początkowo chciałem pisać tylko o Tai Chi, ponieważ czułem potrzebę uporządkowania tego, co wiem i co myślę. W trakcie tego porządkowania okazało się, że integralną częścią tego, co ćwiczę, jest też pozostała część mojej działalności treningowej. Prawdę mówiąc, nie jestem w stanie powiedzieć, co jest głównym narzędziem mojej praktyki. Tak to się jakoś wymieszało.

Karate-Po-Polsku_1 o mnie
jedna z lepszych scen z filmu, poza tą, w której
rozbierała się Dorota Kamińska

Skąd tytuł bloga „Tai Chi po polsku”? Otóż był kiedyś taki film „Karate po polsku”. Jego specyfika zachwyca mnie do dziś, mimo że historia w nim opowiedziana jest raczej banalna. Z samym karate film też nie ma zbyt dużo wspólnego. Więc to trochę jak Tai Chi w wielu znanych mi szkołach — tylko nazwa jakoś się odwołuje.

o mnie

Jakby ktoś się zastanawiał, skąd się wzięło moje Tai Chi (sam się zastanawiam)?

Uczyć zacząłem się jeszcze w Stowarzyszeniu Taoistycznego Tai Chi. To jednak totalnie nie było to. Po roku zabawy w trening odkryłem organizację YMAA (Yang Martial Arts Association) według mistrza Yang Jwing-Minga i długo tam zostałem. Zaparłem się i zrobiłem tam uprawnienia instruktorskie. Ale nie czułem w sobie żadnych podstaw, żeby uczyć — czułem, że umiem za mało.

Po drodze były różne przygody. Krótka i nieudana z Tai Chi stylu Chen (jakoś nie żałuję). Nieco dłuższa z Tai Chi stylu Wu (tego szanghajskiego, więc tu akurat żałuję, że nie wyszło). Była też krótka fascynacja Yi Quan (to akurat sobie cenię — nadal, jeśli mam okazję i czas, pojawiam się na treningach). Inspiracją była też rosyjska Sistema; na szczęście po latach znalazłem ciekawą jej odmianę w Warszawie. Było jeszcze karate Shotokan, które dawało mi radość z fizyczności sztuki walki (zielony pas to szczyt mojego zaangażowania). I oczywiście jeszcze boks, do którego wracam, jeśli tylko czas pozwala — czyli zdecydowanie za rzadko. Ostatnio uczę się też prostej odmiany Bagua.

Do kompletu amatorsko strzelam z łuku, ćwiczę posługiwanie się biczem i rzacanie nożem

ćwiczę Tai Chi

Nadal ćwiczę sobie pewne elementy przekazu YMAA, do którego czuję duży sentyment, ale mocniej zająłem się stylem Wu/Hao — którego uczy w Warszawie Andrzej Kalisz. Cóż, jak się trafia dobry nauczyciel z dobrym backgroundem, to należy korzystać. Dodatkowo praktykuję jeszcze odmianę Lao Jia stylu Yang z Janem Glińskim i jego uczniami (w ramach Fundacji Dantian) oraz próbuję swoich sił z przekazem pochodzącym od mistrza Cheng Man Chinga.

Od dłuższego czasu Tai Chi nie jest moją jedyną praktyką Kung Fu. Ćwiczę Chuo Jiao Fanzi według mistrza Hong Zhi Tiana (tu w Polsce uczone przez Marka Klajdę). To styl, który daje mi możliwość kontaktu z dobrą wiedzą o sztuce walki i wiele radości z praktyki ukierunkowanej na walkę. Wszystko to dzięki nauczycielom, z którymi mam stały kontakt. Nawet dla mnie — który jestem za stary i za gruby, żeby zostać wielkim wojownikiem ringu — znajduje się miejsce. Stąd moje spojrzenie na Tai Chi i jakikolwiek inny ćwiczony przeze mnie styl jest mocno „skażone” poprzez CJF. Tym się akurat zupełnie nie przejmuję.

Od 2018 roku mam okazję brać udział w wyjazdach treningowych do Chin, do kolebki Tai Chi stylów Wu/Hao oraz Yang. Tam uczę się pod okiem mistrza Zhai Wei Chuna (oraz jego syna i zaawansowanych praktyków) Tai Chi stylu Wu/Hao.

W 2026 roku dostąpiłem zaszczytu przyjęcia mnie na wewnętrznego ucznia mistrza Zhai Wei Chuana.

2018 – Guangfu (Chiny) – korekta formy z mistrzem Zhai Shi Zongiem
2025 – Warszawa zajęcia z mistrzem Zhai Shi Zongiem
2026 -Quzhou (Chiny) – ceremonia Baishy u mistrza Zai Wei Chuana

UWAGA

Jest to moja strona i reprezentuje tylko i wyłącznie mój punkt widzenia. Zawarte na tej stronie treści nie są w żadnym wypadku oficjalnym stanowiskiem żadnej ze szkół, z którymi mam kontakt (ani YMAA, ani Akademii Yi Quan, ani Fundacji Dantian), a jedynie stanowiskiem człowieka, który pewien czas poświęcił już na trening i z tej racji często będzie odwoływał się do własnych doświadczeń. Będę także umieszczał tłumaczenia pewnych tekstów lub filmy, które uznam za ciekawe — i również nie powinno się ich traktować jako stanowiska żadnej z wymienionych wcześniej szkół. Polegam na Waszym zdrowym rozsądku..

27 komentarzy do “Kilka słów o mnie”

  1. Kul, obawiam się jednak, że po latach pisania bloga dojdziesz do wniosku, że wszystko co robisz i robiłes jest CHENEM :). Sorki, nie mogłem sobie darować tej uwagi, bo chodzi mi po głowie ile razy czytam cos o sztukach/sportach walki – odkąd rozbawił mnie post z forum „sam wiesz którego”

    Odpowiedz
    • Publicznie obiecuje że jeśli dojdę do takiego wniosku, to klęknę przed „tym którego imienia się nie wymienia” i poproszę o wybaczenie. Mam pewną teorię na ten temat i postaram się ją opisać kiedy tylko opanuje pisanie bez błędów – okazuje się że prowadzenie zeszytów jest dużo prostsze,

      Odpowiedz
      • To taki truizm – O stylu nie można powiedzieć czy jest zły czy jest dobry a o ludziach to już co innego. Są rzeczy w Chenie które dla mnie są nie do przyjęcia. Choć ideii rozwijania jedwabnej nici uczyłem się od nauczycieli chenowskich i muszę przyznać że jest ona tam jasna i przejrzysta i że w ogóle jest.

        Odpowiedz
        • To też truizm.. 😉 Oczywiście, że styl też można ocenić.. Ludzi też.. Tyle że jeśli ocena pozytywną nie jest, to można kogoś urazić – i wtedy się powstrzymujemy, bo tak nakazuje kultura, albo dlatego, że komuś możemy się narazić i też się powstrzymujemy, bo tak nakazuje rozum. 😉

          Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie. A tak -jak wiemy wszyscy- nie jest, bo tym ultra stylem jest chuojiao. 😉

          Odpowiedz
          • Ja wiem że politycznie byłoby o wszystkich mówić że są cacy i wtedy nikomu nie podpaść. Ja do Chenu jako Chenu nic nie mam. Np. Silberstof na pewno jest lepszy odemnie więc styl który go ukształtował jest dobry. Ale w Polsce uczyć się go nie mam zamiaru ze względów kilku. Nazwijmy to tak – nie pasuje on do mojej osobowości.

            Odpowiedz
          • Po tylu latach znajomosci i wielu rozmowach w końcu Ge Ande otarł się o prawdę: „Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie” :P. Tak, własnie o to mi chodzi 🙂 , ale i tu mozna z zaciekłoscią intelektualną prof. Hartmana dowiesć, że jednak tak własnie jest :), a wówczas teza, że ultra stylem jest chuojiao będzie nie do obrony, a szkoda 😉

            Odpowiedz
      • Kurczę, 4 czy 5 razy o tym wspomnialem i już obsesja :P. Zaraz mi wypomnisz kolano w gong bu ;). Chen nie może być zły – skoro ćwiczę go ja i ćwiczysz go Ty 😉

        Odpowiedz
      • O Hulei też się otarłem jak był tu Liu Wankun (o ile nie pomuliłem nazwiska), co prawda z drugiej ręki, ale niemalże „na gorąco” ;). Się mnie podobało :P. Zresztą nie mam nic do Chenu, wręcz przeciwnie, i to pomimo tego że m.in. jako yangowiec jestem zwykłym bękartem PRAWDZIWEGO taiji 😉

        Odpowiedz
  2. Witam. Zgłaszam obecność, podpisuję listę 🙂 będę śledził i czytał…oczywiście życzę powodzenia i wytrwałości początek fajny trzymam kciuki…a przy okazji wszystkiego dobrego na Nowy Rok 2014 :-)…pozdro. PS: chętnie przeczytam o tym dlaczego styl Yang.

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz