To nie błąd, nie będzie o Masajach i ich długich włóczniach. Choć może przez moment, później. Będzie o czymś co odkryłem jakiś czas temu, a niedawno sobie przypomniałem. Ale po kolei, choć kolej to nie najlepsze słowo bo ani na czas ani z senesem toto nie jeździ. A ja tu chciałem poukładać jakąś historię. Otóż … Dowiedz się więcej
Jianghu – (jak to się czyta???) (江湖; czyli opowieści „rzek i jezior”) to termin w literaturze odnosi się do opowieści ze społeczności sztuk walk. Takim chyba najbardziej znanym obecnie przykładem będzie film pod tytułem „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Obecnie pod terminem „jianghu” rozumie się każdą grupę stanowiącą jakiś krąg zainteresowań. Ja, jako (tfu) informatyk, mam … Dowiedz się więcej
Miało być czasami o muzyce i dziś mam na to ochotę. A ochota przyszła mi ostatnio, kiedy siedziałem w pracy sam, bo koledzy moi w rozjazdach. A kiedy kotów nie ma – myszy harcują. Myszy, czyli ja. Mogę wtedy spokojnie puścić sobie muzykę. To nie tak, że słucham muzyki zamiast pracować. Stukam w klawisze z … Dowiedz się więcej
Była okazja, więc wpadłem. Gdzie? A do wietnamskich delikatesów na Bakalarskiej. Mają tam multum różnych rzeczy, ale mnie najbardziej interesują te, które właściciele tego sklepu przygotowują do zjedzenia tak na bieżąco. I z tej oto okazji będzie następny odcinek z kategorii „Wiem co jem… ?”
Tym razem wybór był olbrzymi. Zaordynowałem sobie bułkę na parze z nadzieniem, czyli Baozi – to już znałem, tylko tym razem poradzono mi, żeby zjeść ją z sosem sojowym wymieszanym z octem ryżowym. Ale znów nie wyszło. Zapomniałem zabrać owych ingrediencji z domu, ale z ketchupem też było dobre. Mała rada przed odgrzaniem buły w mikrofalówce – podlejcie ją nieco wodą, nie będzie wtedy taka sucha.
Warszawski Jazdów – aż wstyd, że ja Warsiawiak, nie znałem tego miejsca do tej pory. Krótki rys historyczny. Jazdów, to osiedle domków fińskich, na skarpie wiślanej, blisko cyrku na Wiejskiej (na terenie dawnego Szpitala Ujazdowskiego), zbudowane w 1945 roku jako tymczasowe lokum dla pracowników Biura Odbudowy Stolicy. Drewniane domy pochodziły z reparacji wojennych, jakie Finlandia … Dowiedz się więcej
Za jasny gwint nie wiedziałem, jak w języku polskim zapisać akcent. Tytuł należy czytać ze wschodnim zaśpiewem. Kolega Arek wiedziałby jak to ładnie powiedzieć – ale chłopak cieszy się zbyt dużym powodzeniem u adeptek Taiji, więc nie mogę zbyt często umieszczać wzmianek o nim. Do brzegu… więc wczoraj miałem wyjazd z pracy, na szczęście nie … Dowiedz się więcej
To już będzie ostatni zapis inspirowany wyjazdem do Nagawek. Tym razem będzie to zapis rozmowy z Anastazją Kurdiną – pochodzącą z Ukrainy nauczycielką jogi. Anastazje poznałem niejako przy okazji. Przyjechała na obóz razem z Tomkiem (już o nim wspomniałem). Nauczycielka Jogi, z pochodzenia Ukrainka, która ma do tej sztuki nieco inne podejście niż te popularnie … Dowiedz się więcej
Tak więc, jak obiecywałem, napiszę jak wyglądało świętowanie Środka Jesieni po Polsku. W niedzielę późnym popołudniem, razem z Danusią, stawiliśmy się w Parku Skaryszewskim. Tego dnia mieliśmy się spotkać z przyjaciółmi na małe świętowanie. Organizatorem całego zamieszania był Ge Ande, znany też z komentarzy pod tym blogiem jako Jiuzhizi. On też namówił mnie i Rodora … Dowiedz się więcej
Na To było tak. Dziś byłem na Yelonkach w mieszkaniu mojej mamy, gdzie nadal jeszcze kupę moich rzeczy leży. Trochę broni, jakaś kusza, dmuchawka i inne rzeczy, które mi się mogą przydać na wypadek ataku zombi. Szukałem pewnej książki, którą miałem zamiar sobie odświeżyć. Nie znalazłem. Ale za to znalazłem coś innego. To kserokopia innej … Dowiedz się więcej
Jedno z ważniejszych i przyjemniejszych chińskich świąt. W zasadzie jestem przeciwnikiem przeflancowywania różnych świąt na nasz grunt, ale tu nie miałbym nic przeciwko. Tylko czy handel zarobiłby na tym tyle co na dniu murarza (wale tynki) lub helouWin(-dows). Poniższy tekst nie jest mojego autorstwa, znalazłem go na stronie e-chiny.pl. Mam nadzieję, że autor nie ma … Dowiedz się więcej
Poniżej przedstawiam krótki wyciąg z dłuższej rozmowy z Tomkiem Nowakowskim, nauczycielem Taiji i Qi Gong mieszkającym na stałe w USA i tam prowadzącym swoją szkołę. Rozmawialiśmy głównie o jego nauczycielach, o jego doświadczeniach, o tym po co ćwiczymy i ogólnie o wielu rzeczach. KO : Jak to jest z Twoją praktyką – oddech dla Taiji … Dowiedz się więcej
Trochę rzeczy z wyjazdu, wartych wspomnienia, które się nigdzie nie mieszczą…
Fajnie było, wypocząłem od pracy – bo fizycznie praca nie była ciężka – ostatecznie czasami coś musiałem pokazać, trochę z ludźmi poćwiczyć, ale przecież poza podstawy rzadko wychodziłem. Jednak psychicznie trochę w kość dostałem, bo to dwa, trzy razy dziennie człowiek musi kombinować. Jak to powiedzieć, żeby zrozumieli? Jak trening ułożyć, żeby się nie wyłączyli. I potem patrzeć czy coś mącę, czy jest ok, czy jest jakiś progres, czy nie ma. Pewnie jak ktoś ma większe doświadczenie i większy arsenał środków, za przeproszeniem, dydaktycznych to dla niego nie jest to problemem – dla mnie jest.
A jeszcze jedna grupa była taka roześmiana. Pozytywna, pracować pracowali uczciwie, ale czasami potrafili mi mój misternie ułożony plan w drobiazgi rozwalić. Oczywiście była w tym i moja wina, po co opowiadałem o studolarówkach trzymanych pomiędzy pośladkami, czy też dzikich bestiach, które należy poczuć pomiędzy udami. Ale to przecież wakacje – a całkiem na poważnie – po 7 h dziennie ćwiczyć jest ciężko. Więc nie narzekam – swoją szkołę dostałem. Ludzie pozytywni, więc nawet jak pomyliłem ŁKS z Widzewem, to tylko niektórzy zmarszczyli brew i mi odpuścili. Ale, soooorki moi drodzy, Was jest ciężko odróżnić, jakieś opaski powinniście nosić albo co. I tagi Legii na kucyku też jakoś znieśli. I ponadgodzinny trening kopnięć też. Pooooozdrawiam więc WAS serdecznie znad klawiatury i ściskam oczywiście.
Ale do brzegu – będzie kilka fotek, które się nie pomieściły w poprzednich relacjach.
do deski deska czyli nie oddam moich stu dolarów… a nie wszyscy byli odpowiednio ubrani do treningu