Miało być czasami o muzyce i dziś mam na to ochotę. A ochota przyszła mi ostatnio, kiedy siedziałem w pracy sam, bo koledzy moi w rozjazdach. A kiedy kotów nie ma – myszy harcują. Myszy, czyli ja. Mogę wtedy spokojnie puścić sobie muzykę. To nie tak, że słucham muzyki zamiast pracować. Stukam w klawisze z … Dowiedz się więcej
Była okazja, więc wpadłem. Gdzie? A do wietnamskich delikatesów na Bakalarskiej. Mają tam multum różnych rzeczy, ale mnie najbardziej interesują te, które właściciele tego sklepu przygotowują do zjedzenia tak na bieżąco. I z tej oto okazji będzie następny odcinek z kategorii „Wiem co jem… ?”
Tym razem wybór był olbrzymi. Zaordynowałem sobie bułkę na parze z nadzieniem, czyli Baozi – to już znałem, tylko tym razem poradzono mi, żeby zjeść ją z sosem sojowym wymieszanym z octem ryżowym. Ale znów nie wyszło. Zapomniałem zabrać owych ingrediencji z domu, ale z ketchupem też było dobre. Mała rada przed odgrzaniem buły w mikrofalówce – podlejcie ją nieco wodą, nie będzie wtedy taka sucha.
Warszawski Jazdów – aż wstyd, że ja Warsiawiak, nie znałem tego miejsca do tej pory. Krótki rys historyczny. Jazdów, to osiedle domków fińskich, na skarpie wiślanej, blisko cyrku na Wiejskiej (na terenie dawnego Szpitala Ujazdowskiego), zbudowane w 1945 roku jako tymczasowe lokum dla pracowników Biura Odbudowy Stolicy. Drewniane domy pochodziły z reparacji wojennych, jakie Finlandia … Dowiedz się więcej
Za jasny gwint nie wiedziałem, jak w języku polskim zapisać akcent. Tytuł należy czytać ze wschodnim zaśpiewem. Kolega Arek wiedziałby jak to ładnie powiedzieć – ale chłopak cieszy się zbyt dużym powodzeniem u adeptek Taiji, więc nie mogę zbyt często umieszczać wzmianek o nim. Do brzegu… więc wczoraj miałem wyjazd z pracy, na szczęście nie … Dowiedz się więcej
To już będzie ostatni zapis inspirowany wyjazdem do Nagawek. Tym razem będzie to zapis rozmowy z Anastazją Kurdiną – pochodzącą z Ukrainy nauczycielką jogi. Anastazje poznałem niejako przy okazji. Przyjechała na obóz razem z Tomkiem (już o nim wspomniałem). Nauczycielka Jogi, z pochodzenia Ukrainka, która ma do tej sztuki nieco inne podejście niż te popularnie … Dowiedz się więcej
Tak więc, jak obiecywałem, napiszę jak wyglądało świętowanie Środka Jesieni po Polsku. W niedzielę późnym popołudniem, razem z Danusią, stawiliśmy się w Parku Skaryszewskim. Tego dnia mieliśmy się spotkać z przyjaciółmi na małe świętowanie. Organizatorem całego zamieszania był Ge Ande, znany też z komentarzy pod tym blogiem jako Jiuzhizi. On też namówił mnie i Rodora … Dowiedz się więcej
Na To było tak. Dziś byłem na Yelonkach w mieszkaniu mojej mamy, gdzie nadal jeszcze kupę moich rzeczy leży. Trochę broni, jakaś kusza, dmuchawka i inne rzeczy, które mi się mogą przydać na wypadek ataku zombi. Szukałem pewnej książki, którą miałem zamiar sobie odświeżyć. Nie znalazłem. Ale za to znalazłem coś innego. To kserokopia innej … Dowiedz się więcej
Jedno z ważniejszych i przyjemniejszych chińskich świąt. W zasadzie jestem przeciwnikiem przeflancowywania różnych świąt na nasz grunt, ale tu nie miałbym nic przeciwko. Tylko czy handel zarobiłby na tym tyle co na dniu murarza (wale tynki) lub helouWin(-dows). Poniższy tekst nie jest mojego autorstwa, znalazłem go na stronie e-chiny.pl. Mam nadzieję, że autor nie ma … Dowiedz się więcej
Poniżej przedstawiam krótki wyciąg z dłuższej rozmowy z Tomkiem Nowakowskim, nauczycielem Taiji i Qi Gong mieszkającym na stałe w USA i tam prowadzącym swoją szkołę. Rozmawialiśmy głównie o jego nauczycielach, o jego doświadczeniach, o tym po co ćwiczymy i ogólnie o wielu rzeczach. KO : Jak to jest z Twoją praktyką – oddech dla Taiji … Dowiedz się więcej
Trochę rzeczy z wyjazdu, wartych wspomnienia, które się nigdzie nie mieszczą…
Fajnie było, wypocząłem od pracy – bo fizycznie praca nie była ciężka – ostatecznie czasami coś musiałem pokazać, trochę z ludźmi poćwiczyć, ale przecież poza podstawy rzadko wychodziłem. Jednak psychicznie trochę w kość dostałem, bo to dwa, trzy razy dziennie człowiek musi kombinować. Jak to powiedzieć, żeby zrozumieli? Jak trening ułożyć, żeby się nie wyłączyli. I potem patrzeć czy coś mącę, czy jest ok, czy jest jakiś progres, czy nie ma. Pewnie jak ktoś ma większe doświadczenie i większy arsenał środków, za przeproszeniem, dydaktycznych to dla niego nie jest to problemem – dla mnie jest.
A jeszcze jedna grupa była taka roześmiana. Pozytywna, pracować pracowali uczciwie, ale czasami potrafili mi mój misternie ułożony plan w drobiazgi rozwalić. Oczywiście była w tym i moja wina, po co opowiadałem o studolarówkach trzymanych pomiędzy pośladkami, czy też dzikich bestiach, które należy poczuć pomiędzy udami. Ale to przecież wakacje – a całkiem na poważnie – po 7 h dziennie ćwiczyć jest ciężko. Więc nie narzekam – swoją szkołę dostałem. Ludzie pozytywni, więc nawet jak pomyliłem ŁKS z Widzewem, to tylko niektórzy zmarszczyli brew i mi odpuścili. Ale, soooorki moi drodzy, Was jest ciężko odróżnić, jakieś opaski powinniście nosić albo co. I tagi Legii na kucyku też jakoś znieśli. I ponadgodzinny trening kopnięć też. Pooooozdrawiam więc WAS serdecznie znad klawiatury i ściskam oczywiście.
Ale do brzegu – będzie kilka fotek, które się nie pomieściły w poprzednich relacjach.
do deski deska czyli nie oddam moich stu dolarów… a nie wszyscy byli odpowiednio ubrani do treningu
No nie do końca… a głupio się pytać. Na bazarku na Bakalarskiej będącym miniaturką stadionu znajdują się wietnamskie delikatesy. Teraz mam możliwość i okazję tam wpadać, tak więc troszeczkę myszkuję po półkach. Za pierwszym razem kupiłem takie coś…
papier krewetkowy
No nie wiedziałem co to, bo to w żadnym ludzkim języku nie jest – niemiecki to też nie jest język. Dopiero w domu się okazało, że to takie płatki z kawałkami krewetek. Do koszyczka wrzuciłem też jakiś sos sojowy i za namową, czarny sezam.. Qrcze nadal nie wiem do czego to wykorzystać, tj sos sojowy nie ma problemu, czarny sezam chyba też, ale te placki? Nic to zobaczymy, poleży może na coś wpadnę. Ale wtedy to co mnie zainteresowało, to takie coś co przypominało kajzerkę. Ostatnia sztuka była. Wszelkie próby dopytania się co jest w środku, spełzły na niczym. Pani powiedziała tylko, żeby to do mikrofali. A że niedrogie to spróbuję.
mniej więcej takie, później się dowiedziałem, że to się nazywa baozi
Stare fotografie… i znów Chiny, przełom lat 50-tych, 60-tych. Tym razem wspólnym lajt motywem będzie powszechne uprawianie sportu czyli, jak to nazywają Rosjanie, fizkultura. BTW – zauważyliście, że Rosjanie mają fioła na punkcie tworzenia nowych słów będących zlepkiem skrótów? Podobnie jak u Niemców, tylko że oni zlepiają całe wyrazy i wymawiają je tak, że od razu wszyscy w promieniu 100 metrów formują szyk klina i przeładowują broń.
Ale wróćmy do zdjęć. Propagowanie kultury fizycznej i masowego uprawiania sportu jest typowe dla wczesnych krajów komunistycznych. Tak robili Rosjanie, Chińczycy, Czesi, Kubańczycy, a i Polska miała swój okres prosperujących LZS, AZS i klubów przyzakładowych. Z opowiadań Ojca pamiętam, że jak kiedyś zachciało im się założyć w pracy (jakaś filia FSO) zespół piłkarski, to kwestia sprzętu (podstawowego oczywiście – koszulki, spodenki, getry, buty i kilka piłek) została załatwiona w tydzień. I nikomu nie przeszkadzało to, że drużyna kilka lat z rzędu nie kończyła rozgrywek najniższej z możliwych lig. Sport niestety był jednym z narzędzi indoktrynacji społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży. Miało to oczywiście także pozytywne efekty. Chociażby sukcesy sportowe w lekkiej atletyce, zapasach czy w piłce nożnej. Sukcesy w sporcie były potrzebne, bo miały niebagatelny wpływ na wizerunek państwa totalitarnego w oczach zwykłego Hansa, Johna czy Jeana.
Przed wyjazdem na obóz postanowiliśmy z Danusią spędzić kilka dni na działce. Kilka dni totalnie poza pracą. To miejsce działa jak prysznic, zmywa wszystkie życiowe brudy, pracę, brak kasy, zdrowie, brak kasy i inne. Były wszelkie atrakcje: 35-o stopniowy upał i poniedziałkowe oberwanie chmury, ale oboje żyjemy. A na koniec Qi Gong w czasie pełni … Dowiedz się więcej
autor „Wspomnienia z mojej Atlantydy” Edwarda Kajdańskiego (e-book). Przeczytajcie… To jest książka o Polakach w Chinach o świecie który znikną i jeśli nie będziemy o nim pamiętać, to nigdy więcej nie powróci. A tak będzie żył chociażby w naszej pamięci. Polecam
Ma Taiji swój „Manuskrypt znaleziony w składzie solnym” mam i ja swój. Z tą tylko różnicą, że składów solnych w Polsce nie uświadczysz, więc po swój musiałem się udać do sklepu wędkarskiego. Krótkie przypomnienie. Niejaki Li Helin posiadał skład solny. Skład ów, wspominany przez praktyków stylu Yang, jako miejsce znalezienia manuskryptu Wanga Zongyue. W tym … Dowiedz się więcej
Dziś z kategorii – ciekawy film. Lubię oglądać filmy o Sistiemie. Pod tą nazwą, dla uproszczenia, upycham wszystko, co jest ćwiczone za wschodnią granicą. A mam wrażenie że namnożyło się tego w ostatnich lata. I wszystkie z nich są tradycyjne, rosyjskie i narodowe. Co drugi ma coś wspólnego ze Specnazem, GRU, NSU, KGB i USB. … Dowiedz się więcej
…wiem, prawie robi różnicę. Dziś siedzimy Tamtam i robimy z młodym drzwi do stodoły (stodoła to duże słowo, to raczej większa skrzynia jest). Ma 130 cm wysokości i prawie 2 metry szerokości. Drzwi do czegoś takiego, to dla mnie szczyt umiejętności stolarskich. Wyszły, jak wyszły – strzelać z tego nikt nie będzie. Początkowo skrzynia miała … Dowiedz się więcej
Było pewien czas temu o mistrzostwach europy w Sumo, które odbyły w podwarszawskiej Falenicy. Na fali przeglądania internetu znalazłem kilka ciekawych fotek sumotori czyli zawodników Sumo. Są to takie japońskie wersje amerykańskich kart bejsbolistów (czy jak to się pisze). W Polsce chyba nie było takich kart z np. piłkarzami. sumo to były czasy kiedy jeszcze … Dowiedz się więcej
Od czego by tu zacząć… może od Skaryszaka. Dokładnie Park Skryszewski, to chyba największy praski kompleks zieleni. Park z własnym systemem jeziorek i kanałków, nad którymi przerzucono niewielkie mostki. Jest też niewielkie rozarium i kilka fajnych rzeźb. Większość rzeźb datowanych jest na 20-lecie międzywojenne (no, może poza pomnikiem wdzięczności armii radzieckiej – podobno mają go … Dowiedz się więcej
Jeden z ulubionych filmów mojego ojca, z jego ulubionym aktorem czyli Patrickiem Swayze. Był akurat wczoraj w telewizji. Nie jest to jakieś wielkie dzieło (2834-ta pozycja w światowym rankingu), ale darzę je sentymentem – pewnie przez wzgląd na ojca. Miał ten film nagrany na VHS i katował go dość często. Pokrótce zacytuję opis filmu za … Dowiedz się więcej
Li Jian Yu Taikiken to nie jest Taiji. Uprzedzam, żeby nie było. Taikiken, to japońska wersja Yi Quen. Na filmie widzimy mistrza Li Jian Yu. Urodzony w 1924 w Pekinie początkowo ćwiczył Xing Yi Quan, a od 16 roku życia – Yiquan. Poniższy film pokazuje kilka ćwiczeń, które Li Jian Yu prezentował pod koniec XX … Dowiedz się więcej