Łódzkie amfiteatry

Widać, że mam już jakiś problem tytułologiczny, bo wymyślenie tytułu tego wpisu okazało się problemem większym, niż napisanie całego tekstu. Więc do brzegu. Sobotni poranek, budzik, dwadzieścia sekund, żeby wrócić do rzeczywistości. Nie było to proste, sen miałem głęboki, a kołderka cieplutka nie pomagała. Byłem umówiony, więc nie ma przebacz. Jechałem tego dnia do Łodzi. … Dowiedz się więcej

Kroki w błocie

Początek lutego to niczym w przedwiośnie. Nawet Rodor alarmował nas zdjęciami wschodzących tulipanów lub innych pieścichłopów. Temperatury takie, że hamerykanie ze swoimi -50 mogą tylko marzyć o takiej pogodzie. Zima pewnie wróci, ale nie dziś (wróciła skubana następnego dnia, ale kiedy pisałem te słowa…). Odwilż ma swoje zalety w postaci lżejszych kurtek ma grzbiecie, ale … Dowiedz się więcej

zza Buga

Za jasny gwint nie wiedziałem, jak w języku polskim zapisać akcent. Tytuł należy czytać ze wschodnim zaśpiewem. Kolega Arek wiedziałby jak to ładnie powiedzieć – ale chłopak cieszy się zbyt dużym powodzeniem u adeptek Taiji, więc nie mogę zbyt często umieszczać wzmianek o nim. Do brzegu… więc wczoraj miałem wyjazd z pracy, na szczęście nie … Dowiedz się więcej