22 lutego (niedziela) o godzinie 10:00 Szkolenie: Kettlebell w sportach walki
Rozmyślania o Tai Chi, Qi Gong i aktywnym stylu życia.
Wszystko inne, o czym mam ochotę napisać a Wy może macie ochotę poczytać…
Z dawno już nieobecnej serii „Stare fotografie”- dziś łucznictwo. Osobiście nie strzelam obecnie, choć łuk mam, to kwestia niedoboru czasu – nie da się robić wszystkiego na co się ma ochotę. Kiedy trochę strzelałem nie byłem jakimś specjalnym ortodoksem. Nie miałem refleksyjnego łuku, a prosty – polskiej produkcji. Ale radości wystarczyło. Szkoda tylko, że pod … Dowiedz się więcej
I nie chodzi tu o las nagrobnych pagód… Bo gdyby tak było, to miałbym na myśli cmentarze: Północny lub Bródzieński, należące swoją drogą do największych nekropolii w Europie. Mam na myśli Pola Mokotowskie, zarówno ich część „starą” tą od ul. Żwirki i Korotyńskiego i tę „nową” od strony ul. Wawelskiej. Już kiedyś o tym pisałem. … Dowiedz się więcej
wzmiankowany piecyk – samoróba W ramach remanentów… sala z piecykiem. Cuś mnie pewien czas temu połamało. No wiem, że to SKS czyli Starość K… Starość, ale z zatokami wojować nie chciałem. Z tego powodu na jakiś czas zrobiłem sobie rozbrat z treningiem na zewnątrz (uwaga dla Warszawiaków na dworze, uwaga dla Poznaniaków na polu). Ale … Dowiedz się więcej
Rzadko ostatnio mam okazję być na sali i ćwiczyć w grupie. Całe szczęście, że trochę nauczyłem się ćwiczyć sam. Może ten trening nie jest tak wartościowy jak ten pod opieką ticzera, ale ja go sobie wysoko cenię. Wszak cóż jest warta taka praktyka, w której jesteśmy uzależnieni od nauczyciela? wiedza Przecież wtedy wiedza, którą niby … Dowiedz się więcej
Powałkuję dziś temat, o którym już kiedyś pisałem. Emocje. Wcześniej pisałem, że nad emocjami należy panować, ale żeby uściślić moją wypowiedź – to nie jest tak, że należy je tłumić czy też się ich pozbawiać. Ostatecznie to właśnie emocje stanowią o naszym człowieczeństwie i odróżniają nas od zwierząt. Emocje są także przydatne w leczeniu. We … Dowiedz się więcej
Rzecz będzie o tym, co nam się chce ćwiczyć. Będzie o tym, że im dłużej ćwiczę, tym bardziej mam ochotę ćwiczyć to co leży u podstaw, a mniej zdobywać nowe poziomy, skile, levele. Nie żebym nie chciał mieć na spodniach następnego paska – jasne że chcę, może nie tyle żeby doszyć sobie nową tasiemkę, bo … Dowiedz się więcej
22 lutego (niedziela) o godzinie 10:00 Szkolenie: Kettlebell w sportach walki
Zamiast wstępu – historyjka. Jedna z tych co to mi się uzbierały przez lata. Kiedyś, a było to jeszcze w zeszłym wieku, byłem na treningu prowadzonym przez jednego z GIP (Głównych Instruktorów w Polsce) – nieważne przez którego. Już wtedy szanowałem tego instruktora, a i obecnie bardzo cenię jego nauki i wiedzę. Ale dość wazeliniarstwa. … Dowiedz się więcej
Kettle raz jeszcze, czyli z rosyjskiego – Giria – okrągłe odważniki z uchem służące do treningu siły i dynamiki. Kolega podesłał mi coś takiego. Zgodnie z opisem trzeba co nieco już umieć, więc jeśli ktoś ma już jakieś podstawy, to serdecznie polecam. Oto treść ogłoszenia: Techniki Kettlebell w sportach walki Szkolenie nie jest kolejnym z … Dowiedz się więcej
… czyli tak zupełnie nietreningowo. W miejscowości, w której obecnie przebywam, nie ma sklepu ani nawet kiosku, ani kościoła – nie ma tu prawie nic. No właśnie, prawie czyni różnicę. Tą różnicą jest bar. Bar – może ze 40 metrów kwadratowych, piwo z kija – śnieżąca telewizja (naziemna – nie żaden satelyta) oraz obdrapany stół … Dowiedz się więcej
Dziś będzie znów o książkach. Historia jest bardzo długa. Zaczynając od początku. Pod koniec lat siedemdziesiątych dostałem od mojego ojca książkę. Nosiła właśnie tytuł „ABC młodego siłacza”. Dobrze tę książkę zapamiętałem. Ojciec mi mówił, że gość na okładce, to jego stary znajomy. Dziś byśmy powiedzieli, że książka jest o kulturystyce, ale ci mężczyźni których zdjęcia … Dowiedz się więcej
Przeglądając archiwa NAC (Narodowe Archiwum Cyfrowe) trafiłem na kilka fotografii pochodzących z lat 1927-1930 przedstawiających dwie polskie wyprawy badawcze. Pierwsza do Mongolii (1927), druga do Chin (1930). Ta druga to po prawdzie wyprawa do Mandżurii, która już wtedy miała mocno separatystyczne zapędy (od 1932 była już oddzielnym, choć tylko marionetkowym państwem).
Ośrodkiem, który sprzyjał takim wyprawom był Harbin, miasto, które już wtedy, w takiej samej mierze było rosyjskie jak i chińskie, ale i w pewnym stopniu polskie też. Polaków było tam bowiem ok. 10% ludności.
Skąd się tam wzięli Polacy? Wedle mojej wiedzy, to z dwóch źródeł. Jedni, to kadra techniczna (inżynierowie, budowniczy) zatrudniani przez władze carskie na kontrakty. Kontrakty były dobrze płatne to i Polacy jechali, a że Polski jako takiej nie było, to wielu z nich zostawało już na stałe. Byli też handlowcy, biznesmeni i inwestorzy stawiający tam nawet niewielkie fabryczki. Pamiętacie może książkę pod tytułem „Szaleństwa Panny Ewy” Kornela Makuszyńskiego? Tam właśnie ojciec głównej bohaterki wyjeżdża do Chin na kontrakt (były to lata trzydzieste), jest co prawda lekarzem, a nie inżynierem i carska Rosja już dawno gniła na dnie jekaterynburskiej studni, ale przykład ten pokazuje, że kierunek ten był tak lubiany jak obecnie Londek (Tam nad Izą).
Drugim źródłem byli uciekinierzy z zesłania, bądź też tacy, którym się to zesłanie kończyło. Harbin, to było pierwsze miejsce, gdzie uciekinierów nie mogła ścigać władza caratu, a warunki życia były niemal europejskie (nawet biała wódka była dostępna, a nie coś, co przypomina landrynki rozpuszczone w acetonie). Natomiast Ci, którym kara się kończyła, często nie mieli już gdzie wracać (konfiskowane majątki), bądź też chcieli rozpocząć nowe życie w miejscu, gdzie łatwiej o taki start. Przykładem uciekiniera z Syberii może być nasz superhiroł Beniowski, który to z Kamczatki na Madagaskar aż popłynął, z krótką wizytą w Mandżurii.
1
