Tai Chi w Quzhou: ostatni dzień, pusta sala i tyczka przywracająca pamięć

Mniej poważny wpis o wizycie w Chinach. To był ostatni dzień pobytu w Quzhou. Wszystkie treningi za nami, pożegnania i toasty — to już minęło. Walizki spakowane, a ostatnia doba hotelowa zbliża się nieubłaganie ku końcowi. To chwila, której nie lubię, bo to niby jeszcze nie koniec, ale tu już nic więcej się nie może … Dowiedz się więcej

Baishi (拜师) w Tai Chi – ceremonia ucznia i moje doświadczenie z Chin

Baishi (拜师), to tradycyjna ceremonia w środowisku kung fu i w Chinach przyszło mi się z nią zmierzyć. Kiedy w lipcu 2025 gościł w Polsce mistrz Zhai Shi Zong, oprócz treningów szabli zdarzyło się jeszcze coś. Pod koniec warsztatów Andrzej Kalisz wziął mnie na bok i mówi tak: „Zaproponowano mi, żebym przystąpił do Baishy wobec … Dowiedz się więcej

Nowa twierdza króla

To był mój piąty wyjazd do Chin, jubileuszowy. Piąty jubileusz, nazywany „drewnianym”, symbolicznie oznacza, że związek jest już solidnie ugruntowany (jak drzewo z korzeniami), ale wciąż rośnie i rozwija się. To może trochę naciągana interpretacja, bo przecież w tej liczbie moich rajz mieszczą się też wyjazdy czysto jedzeniowo-turystyczne. Niemniej jednak miło mi jest tak myśleć. … Dowiedz się więcej

Mądrze jest słuchać, gdy kto mądrze gada

Marek do tej pory stronił od prowadzenia większych warsztatów. Ot każdy mieszkaniec Czarnobyla mógłby na palcach jednej ręki policzyć takie wydarzenia. Dlatego kiedy Łukasz zwany Buddą*, mój treningowy brat, wrzucił ogłoszenie o warsztacie, którego tematem miał być Yi Jin Jing, to drgnęła mi lekko prawa brew. Ale wiedziałem, że powinienem się tam pojawić. Dużo bowiem … Dowiedz się więcej

Dzień otwarty

No i tak… Odważyłem się i postanowiłem spróbować swoich sił na rynku prowadzenia zajęć. Broniłem się dość długo przed praktyką instruktorską, bo praca nie dawała mi pewności regularnego pojawiania się na sali – teraz się to troszkę zmieniło. Ruszamy. Specjalnie piszę, że ruszamy, bo nie robię tego sam. Można by rzec – w dobrym towarzystwie. … Dowiedz się więcej

Wizytacja…

Nasze popołudniowe treningi najczęściej odbywały się w mieście, za murami Guangfu. Mistrz postanowił połączyć trenowanie ze zwiedzaniem, więc mieliśmy codziennie inną, fajną treningową miejscówkę. Taki historyczny background. Kiedy wracaliśmy, zawsze mijaliśmy rozkrzyczaną grupę młodych chłopców, ganiających się w bocznej uliczce. Wszyscy w takich samych koszulkach, ot zabawy młodych dzieciaków wypuszczonych na przerwę. Niektórzy z nich … Dowiedz się więcej

Ominęło mnie…

Jak jedna z wielu rzeczy, które przeszły mi gdzieś bokiem. Od wielu lat, zawsze mnie coś omija. Jak każdego z nas zresztą. Nawet życie treningowe pełne jest treningów, na które nie poszliśmy. Np. teraz, jak piszę te słowa, w Białymstoku. Pod okiem Rafała chłopaki (a, co najważniejsze dla prowadzącego, również dziewczyny) dzielnie ćwiczą. A moje … Dowiedz się więcej