Trochę potu nie zaszkodzi

Znajomy podesłał. Napisał mi tak, piszesz ostatnio o treningu dla kobiet i innych Qi Gongach, a może by tak coś o wylewaniu potu. I podesłał mi filmik.

film o pchających dłoniach
Adam Mizner

A na filmie, pewien nauczyciel uczy Taiji. Więc pokrótce, o dziwo, ów nauczyciel nie jest chińczykiem. To oczywiście lekka drwina. Nie wymagam, żeby nauczyciel był Chińczykiem bez domieszki obcej krwi.

Zdjęcie z jego strony nie wyglądało zachęcająco – kajdan na szyi, całe szczęście że w dresie, a nie w piżamce. Ale obejrzałem zaproponowane mi filmy i wróciłem do studiowania dossier ich autora.

Adam Minzer – Taiji uczył się według przekazu mistrzów Huang Sheng Shyan i Yang Shou Hou (a więc mixer 🙂 ). Jeśli chodzi o tego drugiego, to niemal mityczny przekaz wedle syna samego Yang Lu Chana (tu byłbym ostrożny). A ten drugi, to przekaz na który ostatnio coraz częściej trafiam w moich poszukiwaniach po internecie. Pisałem o nim w artykule o pięciu ćwiczeniach rozluźniających oraz wolnych pchających dłoniach. Suma sumarum, można by powiedzieć, że zacne przekazy praktykuje. W obu tych stylów opanował formy ręczne, broń oraz metody treningowe.

A teraz pierwszy film

film o pchających dłoniach

Na filmie Adam Mizner demonstruje sposób wykonania techniki znanej pod nazwą – pojedynczy prosty bat. Nie ważne jak to robi. Inaczej niż ja umiem. Ciekawe jednak zaczyna się w 1:40”. Od tego momentu możemy poobserwować tłumaczenie ruchu na przykładzie aplikacji. Qrcze – podoba mi się.

Przede wszystkim dobre jest to, jakie są proporcje w demonstracji. Na jedną minutę techniki – cztery minuty zastosowań. To są dobre proporcje. Jeśli ktoś zrozumie aplikacje, zrozumie formę. W przeciwnym wypadku, ruch z pewnością będzie tylko powierzchownie wyuczoną choreografią.

Podoba mi się też jak prowadzący pokazuje. To nie są ustawione akcje, tylko techniki wykonywane z ruchu, a to przecież nieczęste zjawisko. Zastosowania bezsprzecznie pokazywane są z dużą swobodą. Od zewnątrz, od wewnątrz lub od środka. Naprawdę widać, że facet ma to przepracowane.

Na jutubie jest sporo filmów tego autora. Kamera lubi tego gościa. Zarekomenduje jeszcze jeden film. Tym razem jego fajność polega na tym, że autor pokazuje umiejętność nie wynikającą z formy. Często podejście do treningu jest takie: ucz się formy cezeluj każdy ruch – a umiejętności walki przyjdą same. Nic bardziej mylnego. Tu widać, że oprócz godzin spędzonych na powolnych ruchów – gość coś jeszcze robi. To metoda treningowa, coś takiego jak to klaskanie amerykańskiego szczura.

film o zastosowaniach

Nawet realnie to wygląda i nawet sparing partner specjalnie nie podskakuje ;).

Krzysztof Operacz

Krzysztof

Autor niniejszego bloga

0 myśli na temat “Trochę potu nie zaszkodzi

  • 26/05/2015 o 09:49
    Permalink

    Wygląda na tej fotce jak… :] ale jest spoko. Fajnie uczy i widać, że ma pojęcie. Takich u nas nauczycieli potrzeba. W pierwszych 30 sekundach klipu, przy tłumaczeniu idei ruchu, zrobił aluzję do klepania dziewczyn po tyłku i nakładania cięciwy na łuk. Lubię go 🙂

    KO, Mizner będzie w październiku robił seminarium w Amsterdamie. http://www.discovertaiji.com/workshops/ Jedziesz? To niezbyt daleko 🙂

    Po drugie. Jakbyś został jego uczniem, mógłbyś jeździć do jego kwatery głównej w Phuket, w Tajlandii. W TAJLANDII. Miałbyś bliżej do stadionu Lumpinii, gdzie Twoje przeznaczenie, a ja bym mógł z Tobą jeździć jako tłumacz, na te chcwile, gdy się będziesz zapuszczał w chińską dzielnicę (i tak pewnie gadają tylko w chaozhouhua, ale po znajmości mnie najmiesz, nie?) :>

    Odpowiedz
  • 26/05/2015 o 09:50
    Permalink

    A, bo zapomniałem. To wszystko jest w chuojiaofanzi. Wszystko. Nawet ładnie mówi i zmianie (bianhua, fan). No, ale ta Tajlandia..

    Odpowiedz
  • 26/05/2015 o 15:55
    Permalink

    Nazwijcie mnie malkontentem, ale jednak ci uczniowie strasznie wywrotni jacyś :>
    Jak również – mówię o drugim filmiku – popełniający grzech główny tego typu ćwiczeń, czyli pracujący w dystansie wymagającym dojścia bez skracania dystansu – czyli uderzający w punkt znajduje się w połowie dystansu pomiędzy nim i twarzą mastera. Że potem zastyga z wyciągniętą łapką, to już litościwie pomijam 😉

    Odpowiedz
    • 26/05/2015 o 16:10
      Permalink

      True. Zakładam, że uczniowie, to uczniowie seminaryjni, nauczeni skakania u Chińczyków, a on ich przyjmuje jakimi ich zastał 😉 Co do dystansu, to również prawda, ale tę skazę bym był skłonny pominąć, bo w sparingu/walce ludzie wykonują przecież różne ruchy próbne, nie do końca rozwinięte, itp itd a nadto dystans się zmienia obustronnie, więc, jab-nie-jab, takie wejście na rękę może być useful. Tak, jesteś malkontentem 🙂

      Odpowiedz
      • 26/05/2015 o 16:26
        Permalink

        Ad 1 – wiem, wątpliwości na korzyść oskarżonego.
        Ad 2 – może być useful. Ale umówmy się, że w momencie, jak ćwiczy się reakcję na atak, to niech to będzie sensowny atak, a nie przed nos 😉 Bo niestety z obserwacji tych ataków wychodzi mi, że oni tylko takie ćwiczą – zobacz, ani razu prezentujący nie zwrócił na to uczniowi uwagi, tylko – zgodnie z najlepszymi patologicznymi wzorcami :> – wchodził z pełną szybkością na atak zadany w tempie 3/4. A tam się nawet odsuwać nie trzeba było, mógł sobie po prostu stać w miejscu.
        No i wreszcie to, co tam pokazywał (zbicie, sklejenie, wejście po poplątaniu) znacznie łatwiej wykonać w momencie, jak się ma dodatkowe 20-30cm, których zabraknie, jak uderzenie będzie zadane na realnym dystansie dostania w paszczę. Dlatego tę pracę na nieudanych/nierozwiniętych do końca atakach wolałbym sobie przećwiczyć w jakieś bardziej swobodnej formie (gdzie taki nieudany atak może być dodatkowo fintą).

        Odpowiedz
        • 26/05/2015 o 16:30
          Permalink

          Masz rację. Ja bym kazał uderzać na twarz, na mostek żeby nosa nie rozbić od razu, a miejsce bym sobie starał zrobić bufą swoją własną. To jest duże utrudnienie i na pewno nie wychodziło by raz za razem. Point goes to you. Umówmy się, że nie jest tak dobry, ale na bezrybiu i rak ryba 😉

          Odpowiedz
            • 26/05/2015 o 18:04
              Permalink

              Wyobraziłem sobie jak uderzasz pogrzebaczem niedającego znaku życia KrzysiaT mechanicznie powtarzając “on-ma-u-miejętności.. on-ma-u-miejętności..” Szkoda, że nie umiem rysować 😉

              Odpowiedz
        • Krzysztof Operacz
          26/05/2015 o 21:43
          Permalink

          Jeśli chodzi o pierwszy film to nie zgodzę się z teorią o samowywracających się uczniach. To trochę specyfika takiego treningu w takich sytuacjach faktycznie pcha się tak że jeśli ta druga strona naprawdę się rozluźni to się wpada. Oczywiście możesz to zanegować, jako metodę ale nie wszystko musi kończyć się ciężkim nokautem.
          Drugi film – punkt dla Ciebie faktycznie dystans do uderzenia jest zły. Czy gość potrafi to skleić w krótszym dystansie – trzeba byłoby sprawdzić, a raczej nie będę miał ku temu sposobności. Na jego usprawiedliwienie: Ciężko jest ćwiczyć jakąś technikę z partnerem uderzającym tak aby trafić. żeby się czegoś nauczyć potrzebujesz jednak komfortu (bezpieczeństwa) – oczywiście to moja teoria dlaczego pokazywał tak a nie inaczej.
          Ni mniej tacy ludzie jak on potwierdzają moją teorię że żeby nauczyć się sensownego taiji nie trzeba ćwiczyć form, a potem zapisać się na boks – tylko jest to sztuka która posiada swoje metody treningowe.

          W CJF często “chodzimy” na przeciwko siebie w “nibysparingu” i założeniem tego ćwiczenia jest niedotykanie się i jest to dobre ćwiczenie.

          Well. Mam nadzieję że z bardziej zaawansowanymi, za “zamkniętymi dźwiami”, dystans jest mniejszy a tempo większe.

          Odpowiedz
          • 26/05/2015 o 23:00
            Permalink

            Cały czas uważam, że gość nie jest zły. A co do ‘W CJF często „chodzimy” na przeciwko siebie w „nibysparingu” i założeniem tego ćwiczenia jest niedotykanie się i jest to dobre ćwiczenie’ to w tym chodzi o wyczuwanie intencji i odpowiednie ustawianie się względem przeciwnika, a nie o kończenie technik daleko za wcześnie. Poza tym uważam, że powinniście już zacząć się częściej i mocniej dotykać :p

            Odpowiedz
          • 27/05/2015 o 14:07
            Permalink

            Ejno, proszę nie wkładać mi w klawiaturę czegoś, czego nie napisałem. A nic nie napisałem o tym, że akcja ma się kończyć – nomen omen – KO.
            Napisałem o wywrotnych, a nie samowywracających uczniach, a to jest, zauważ, różnica.
            Konwencję znam, praktykowałem ją przecież przez dłuższy czas, sam się wywracałem po udanych akcjach kolegów, często ułatwiając im przećwiczenie jakiegoś elementu, rozumiem wymogi prezentacji – ale uważam, że podkładają się po prostu przesadnie. BTW oni się – zauważ – wcale nie rozluźniają, przeciwnie, usztywniają górę, żeby było mu wygodniej (i to jest ok, jeśli chodzi o zaprezentowanie zasady). Niestety dodatkowo akcentują odskakiwanie/reakcję po odrzuceniu – i to mnie razi. Jakby to była minimalna utrata równowagi, wystarczająca do przeprowadzenia kolejnej akcji (ta mogłaby być już bardziej zdecydowana) to przecież też byłoby to przekonujące i pokazywałoby, że technika działa bez stwarzania fałszywego wrażenia o jakiejś dodanej skuteczności.

            Jeśli chodzi o drugi film, to przecież nie chodzi o to, żeby partner “uderzał, żeby trafić” czyli np. stosując zwody i uderzając na pełnej sile i szybkości (choć takie ćwiczenie też ma swoje miejsce, jak zwiększamy jego trudność), tylko o to, że jeśli już eliminujemy zwody, szybkość i siłę – bo przecież ci kolesie po prostu wyciągają rękę, trudno to nazwać uderzeniem – to niech chociaż dystans będzie sensowny. Inaczej ćwiczymy reakcję na niezagrażający nam atak, co jest moim zdaniem bez sensu. I jeśli ktoś będzie próbował przestawić się potem na atak zadany w normalnym dystansie, to mu tego miejsca i czasu zwyczajnie zabraknie.

            A w zamknięte drzwi jakoś nie chce mi się wierzyć, jeżeli na tak bazowym etapie uczniowie reagują jak pies Pawłowa. No nic nie poradzę.

            Najzabawniejsze, że w sumie to, co człowiek pokazuje wygląda całkiem sensownie. Ale nie będę ściemniał, że dowierzam 😉

            Odpowiedz
      • Krzysztof Operacz
        27/05/2015 o 17:02
        Permalink

        OK

        Macie racje. Muszę to przyznać, bo brakuje mi argumentów, na obronę.

        Mam tylko nadzieję, że to kwestia tego, że usiłujemy wyciągnąć wnioski z dwóch krótkich filmów. A po dwóch łykach to nawet czasem bimber jest trudno ocenić.

        I tak twierdzę, że facet jest dużo dalej niż zdecydowana większość tego co widziałem i wielka szkoda, że nie da się do niego pójść – nie koniecznie po to by spróbować mu zmienić kształt nosa, ale żeby zainwestować 3-4 tygodnie i przekonać się jak to naprawdę jest.

        Ale chylę głowę przed Waszą wnikliwością – ja tego dystansu od razu nie wyłapałem. A pierwszy filmik i tak mi się podoba.

        Odpowiedz
        • 27/05/2015 o 17:10
          Permalink

          Wnikliwy, to jest KrzysT. Ja zareagowałem spontanicznie, jak KO. I zgadzam się, że gość dalej wypada całkiem nieźle na tle całej masy instruktorów taiji. Poza tym przy uderzeniach mu tak fajnie grzechoczą koraliki :>

          Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: