Cała sala klaszcze…

Jak w piosence… co prawda w tej niecenzuralnej wersji, więc nie będę jej cytował. Dziś filmik z netu.

Ćwiczenia rutynowe
szczurze Taiji, a może Bagua … szczur jeden wie

Na początek klika słów o człowieku, który jest autorem tego filmu. W Stanach Zjednoczonych jest to znana postać. Nosi ksywę Szczur – oczywiście po ichniemu – czyli Rat i ma swoją szkołę, która nazywa się Rat’s Dojo. On sam ćwiczy różne rzeczy: Taiji, Bagua, Hsingi i masę innych. To w sumie dość pozytywna postać, choć na temat mistrza Yanga wypowiadał się swojego czasu niezbyt pochlebnie.

W internecie można znaleźć masę jego filmików. Na tym, który chcę zaprezentować Rat pokazuje fragment treningu Qin Na.

Nie chcę oceniać jakości wykonywanych technik, z Qin Na za cienki jestem, żeby oceniać. Niby znam te wszystkie techniki, ale nie na tyle dobrze, żeby się podejmować oceniania. Chcę tylko zwrócić uwagę na to w jaki sposób to ćwiczy. Podoba mi się to „klaskanie” poprzedzające technikę. To troszeczkę urealnia ćwiczenie, bo nie tak łatwo jest złapać czyjąś rękę albo wejść tak, aby technika się udała. Dodatkowo poruszanie się pozwala na większą dynamikę ćwiczenia. Przypomina niektóre „koci łapci”, które mają prowadzić do wyprowadzania akcji przy nadarzającej się okazji. Lubię takie metody.

Ćwiczenia rutynowe

My Qin Na ćwiczymy z rutynowych pchających dłoni (choć ostatnimi czasy pojawia się idea ćwiczenia z „akcji”). Pchające dłonie same w sobie są trudne technicznie i wyprowadzenie z nich akcji jest skomplikowane. W rezultacie ani pchające dłonie, ani Qin Na nie są poprawne. Klepankę dość łatwo jest opanować, a potem hulaj dusza… stopni nie ma ;).

PS. Dopiero na drugi dzień zauważyłem, że pan Rat wykorzystuje te „klaskanie” jako typowy blok bokserski i wyprowadza z niego zastosowania. Jeszcze bardziej polubiłem taki sposób ćwiczenia.

0 Replies to “Cała sala klaszcze…”

  1. Mi się podoba. A z tymi dźwigniami, to stoję na stanowisku Honga, że w ruchu tak ciężko to zrobić, że jak nie wyjdzie idealnie, to i tak dobrze, że w ogóle i i tak powinno się to jakoś spożytkować. Masz załapać ideę i intuicyjnie ją rozwijać, a nie rozkminiać w nieskończoność.

    1. Z ruchu to prawie niemożliwe, jeszcze jak jesteś mentalnie przygotowany to może. Tzn. jeśli zakładasz sobie że zrobisz coś tam np. pchanie łódki pod prąd rzeki (moją ulubioną). Jeśli robisz to z pchających rąk to świadomie czekasz na ten moment kiedy. To problem jest. A jeśli ten czas na podjęcie decyzji jest krótki to wychodzi z tego bałagan.

  2. Jak na ćwiczenie w „zamkniętej” formie – bardzo sympatyczne. Trochę przypomina „flow drills” z filipińskich MA, prawda?

    1. podobne widziałem też na boksie, trzeba tylko bardzo szybko „biec” w miejscu unosząc wysoko kolana, najlepiej jeszcze na palcach. Nie dla mnie… 🙁

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz