Zastosowania – part III (być jak Seagal)

Tak, to nie przypadek. Była część pierwsza, w której napisałem, dlaczego zastosowania nie działają, a pomimo to należy je ćwiczyć. Nie było części drugiej, a jest od razu część trzecia. To taki specjalny zabieg, myślę bowiem, że jeśli kogoś ten temat zainteresował, to druga część mogłaby go zmylić. A tak zamienię kolejność, a dlaczego tak zrobiłem — podsumuję na końcu.

Historia wygląda więc następująco. Ćwiczymy sztuki walki i chcielibyśmy, żeby ten trening miał sens. Jak już pisałem wielokrotnie, jeśli w naszym treningu nie ma pierwiastka sztuki walki, to zdrowotnie też będzie to miało ograniczony zakres. Tylko jak do tego podejść? Wielu osobom wydaje się, że właśnie ćwiczenie zastosowań jest tym czymś, od czego należy zacząć. Że po jakimś czasie będziemy jak Steven łamać ręce oraz robić inne widowiskowe krzywdy złym ludziom. Nic bardziej mylnego.

…oczywiście nie ten…

Należy zacząć od fizyki. Jest to tak banalne, a jednocześnie trudne, więc mało kto mi pewnie w to uwierzy. Sam nie bardzo chciałem w to wierzyć.

Dawno temu ówczesny szef polskiego YMAA Jarosław Koza, wysłał do mistrza Yang Jwing Minga pytanie o trening sparingu. Kserówki odpowiedzi krążyły potem przez lata wśród ćwiczących. Mam jeden z tych egzemplarzy do dziś. Było tam napisane, że nie ma różnicy pomiędzy nauką sparingu Tai Chi i Shaolin. Bardzo żałuje, że wtedy, na początku mojej drogi treningowej, nie znalazł się nikt, kto zaszczepiłby we mnie miłość do takiego treningu .Choć pewnie nie uwierzyłbym w to, że to tak działa.

Co mi się wtedy nie podobało? Przede wszystkim z listu wynikało, iż ten trening jest uniwersalny. Sugerowano w nim, że człowiek walczący metodą Tai Chi robi to tak samo jak ten ćwiczący Białego Żurawia? Tak, przyznam się, tak myślałem. Ba byłem w zasadzie pewien, że istnieją różne,
odmienne zasady walki. Chyba nic w tym dziwnego, nadal spotykam ludzi mających podobne podejście do treningu. Że w każdej metodzie jest coś szczególnego i wyjątkowego. I tylko czysty styl się sprawdza. Ponieważ nie rozumiałem, to nie ćwiczyłem.

mięśnie są niezbędne do życia

Dopiero potem okazało się, że trening Chuo Jiao Fanzi ma dobry wpływ na fizyczną stronę mojego Tai Chi (chciałbym móc powiedzieć, że w drugą stronę też powstaje jakaś pozytywna synergia). Że dużo dobrego dał mi boks i karate (choć ten pierwszy trochę też namieszał) i zdrowotny Yi Quan, który wszak jest uproszczoną wersją tego bojowego. Podobne nadzieje obecnie wiążę z treningiem elementów Bagua, które pojawiają się w Akademii Yi Quan.

wyskoki – od tego typu ćwiczeń nie uciekniemy

Ale do brzegu” co ćwiczyć, jeśli nie mamy ochoty albo czasu na inne systemy?

  • Skakanka — już o niej pisałem. Schudnąć się na niej nie schudnie, ale poruszanie się wyrobi (taką lekkość w nogach). Podobny efekt daje gra w Zośkę.
  • Bieganie/truchtanie — też pewnie pisałem. Poza tym, że poprawia oddech, to jeszcze przyzwyczaja organizm do długiego (niekoniecznie dużego) wysiłku. Przyda się jeszcze, kiedy dojdzie co do czego.
  • Pompki — i o tym też wspominałem. Najlepiej na pięściach, poza umiejętnością całościowego napinania mięśni i używania siły w rozluźnieniu, pomaga nauczyć się napinać pięści. Trening kuli Tai Chi też tu pasuje.
  • Skoki — o tym jeszcze nie pisałem. Zasada jest prosta, rysujemy sobie dwie linie oddalone od siebie o np. metr i skaczemy z jednej na drugą. W tył i w przód, z nogi na nogę (trzymając ręce w gardzie) – dowolność jest duża. Można na tym płuca wypluć. Potem dodajemy skoki w bok (i już mamy okazję do sparingów, jak tylko się nasza kobieta o tym dowie).
  • Siłka — wszelkiego typu gumy, sprężyny, ciężarki. Tu dobrze jest mieć jakiegoś fachowca, który pomoże nam wybrać ćwiczenia na siłę i dynamikę, a nie tylko na rzeźbę. Fajne są ketle i bułgarski worek (jakby co Rafał z Gdańska wam powie).
  • Refleks — mała piłeczka odbijana o ścianę. Rzucana nachwytem, łapana uchwytem i tak na zmianę. Można potem zastosować piłkę trochę jajowatą, która odbija się w sposób zupełnie niekontrolowany (albo zabawa w łapki z wnukiem)
  • Worek — lub jakaś inna tarczka. Bez tej umiejętności zadania ciosu/uderzenia/kopnięcia czegoś fizycznego techniki w powietrze zawsze są „zupełnie bezjajeczne”.
  • Poruszanie się — czyli umiejętność „tańca”. Zmiany kierunków, swobodne operowanie zmianą kroków (czyli sposobem przestawiania stóp), umiejętność zachowania dystansu oraz koordynacja i płynność.

w zdrowym ciele zdrowe shen

Czy tylko i wyłącznie w tej formie? Otóż niekoniecznie, w zasadzie każdy pełen system zawiera w sobie metody, które pozwalają nad tymi aspektami pracować. Czy Tai Chi je zawiera? Pewnie tak, tylko który nauczyciel zdecyduje się je wprowadzać? Na treningi Tai Chi przychodzą często ludzie, którym wydaje się, że dokładnie wiedzą, jak trening ma wyglądać. Tu spocenie się nie wchodzi w grę. Wszak miał to być wielotysiącletni system bezwysiłkowego osiągnięcia nieśmiertelności (tia… chyba w warcabach). Jest kula Tai Chi (choć z Tai Chi Chuan ma ona niewiele wspólnego) i są jeszcze te mityczne tablice do poruszania się. Ktoś nawet obiecał mi, że mi pokaże, jak to ćwiczyć, ale jakoś się nam nie schodzi. Sama rozgrzewka nie zastąpi takiego treningu.

Nie tylko mistrz Yang proponował taki trening. Mam w swoich zbiorach książkę pod tytułem „32 metody treningu Shaolin”. Kupiłem ją ze względu na mnogość obrazków zawartych w środku (reszta jest opisana robaczkami). W tej książce oprócz „magicznych” metod rozbijania dzbanków dwoma palcami lub zabijania okrzykiem, są tak przyziemne, jak pływanie, bieganie, podnoszenie ciężarów czy skakanie z obciążnikami na nogach.

Teraz pytanie, czy ja tak ćwiczę, bo mędrkuję tu mocno. Otóż ze wstydem przyznam, że nie do końca tak jak bym chciał. Truchtam nieregularnie, skoki w zasadzie zarzuciłem już dawno itd. Ze skakanką pożegnałem się, kiedy nie starczyło mi już czasu na boks. Regularnie ćwiczę kulę, poruszanie się (Chuo Jiao Fanzi, zdrowotny Yi Quan i Bagua). Jestem już w wieku, gdzie taki trening powinienem mieć dawno za sobą i zajmować się teraz stroną wewnętrzną. Ale wyszło jak wyszło. Kiedy był czas na taką pracę, to mnie trening nie interesował w ogóle.

chlapanie wodą – jedno z „magicznych” ćwiczeń z Shaolin

sama forma nie zadziała

Pewnie niektórzy zapytają się: Jak to ma pomóc w moim treningu Tai Chi? Otóż przełożenie jest proste. Po pierwsze więcej siły w nogach i formę robimy niżej, a co za tym idzie łatwiej nam jest zrobić formę. Nie męczymy się tak szybko, możemy ją częściej powtórzyć, co za tym idzie pracować nad wykonaniem. Silniejsze ciało pozwoli bardziej skupić się na korektach zamiast na walce z drżącymi nogami. Łatwość wykonywania technik pozwoli dłużej utrzymać jasność umysłu (zmęczenie powoduje otępienie).

Jednak nie to jest najważniejsze. Clou programu to większa wyobraźnia pozwalająca zauważyć w formie nowe elementy. To zdolność do zauważania aspektów ruchu, które wcześniej pomijaliśmy lub znalezienie innego zastosowanie do wydawałoby się opanowanej już techniki. To zmiana sposobu myślenia o poszczególnych technikach (o tym właśnie miała być część druga). Lepsze rozumienie formy otwiera przed ćwiczącym szeroką drogę możliwość rozwoju.

Czy każdy może zacząć tak ćwiczyć? No nie oszukujmy się, zegara nie da się oszwabić. Oczywiście można się tak bawić, kiedy się ma na karku dużą kolekcję krzyżyków oraz ciężki zwis zamiast brzucha. Można też, kiedy jesteśmy w wieku, w którym znamy już nazwy zbyt wielu specjalności medycznych i to czasami na własnej skórze. Trzeba jednak mieć świadomość, że im później, tym łatwiej przeszarżować. Wyrządzić więcej szkody sobie, niż przeciwnikowi i to jeszcze zanim zaczniemy się bić. Szczególnie, że człek w pewnym wieku nabiera potrzeby udowadniania, że on to jeszcze tych młodych ot tak by łyknął (jakoś tak najczęściej w obecności kobiet). Do wszystkiego potrzebny jest umiar.

Następny odcinek będzie o psychice.

2 myśli na temat “Zastosowania – part III (być jak Seagal)

  • 04/08/2019 o 20:21
    Permalink

    Bardzo dobry tekst….czekam na kolejne części tzn II, IV a nawet i V…..a najlepszy tekst 🙂 ….”Na treningi Tai Chi przychodzą często ludzie, którym wydaje się, że dokładnie wiedzą, jak trening ma wyglądać. Tu spocenie się nie wchodzi w grę. Wszak miał to być wielotysiącletni system bezwysiłkowego osiągnięcia nieśmiertelności (tia… chyba w warcabach”….nikt nie wie dlaczego tak jest, ale tak JEST trafione w sedno tarczy :-)….czekam na kolejne części Zastosowań….pozdro.

    Odpowiedz
    • 04/08/2019 o 21:35
      Permalink

      Dzięki… w ramach ciekawostki to jeden z kilku tekstów które Facebook zbanował.

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: