Deja vu

Na wstępie, nie chciałbym żeby poniższy tekst był traktowany jak krytyka metody treningowej używanej w innej szkole. Trochę to porównanie może tak wyglądać, ale tak naprawdę nie jest.

Historyczne tło dzisiejszych wydarzeń jest takie. Kiedy rozpocząłem swoją przygodę z Tai Chi trafiłem na „wyrób szkołopodobny”, gdzie wmawiano mi, że ćwiczę dla uwolnienia strumienia energii pomiędzy mną a siłami wszechświata. Potem, kiedy zobaczyłem, że bardziej chodzi o uwolnienie strumienia kasy do kanadyjskiej centrali, uciekłem. Znalazłem sobie szkołę YMAA. W tamtych czasach dużego wyboru nie było. Nie piszę, że żałuję, wprost przeciwnie. To właśnie tam zaszczepiono mi fascynacje treningiem Tai Chi.

W YMAA jest taka praktyka, która nazywa się centrowaniem. Nie będę dokładnie tłumaczył, o co w nim chodzi. To coś w rodzaju delikatnego przepychania, takiej spokojnej „gry”, mającej na celu naukę kontrolowania przeciwnika. Tak w skrócie, bo moje rozważania o centrowaniu można znaleźć w serii „Centrowanie„.

I tu dochodzimy do clou wydarzeń. A było to tak. Andrzej Kalisz postanowił wznowić formułę „spotkań sparingowych” – pod inną nazwą, ale na razie nie będę się w to wgłębiał. W tę sobotę odbyło się pierwsze spotkanie, na którym mieliśmy zapoznać się z ideą i poćwiczyć.

Przychodzę i co? Ano na początek było nas baaaardzo niewiele. Aż szok. Andrzej twierdził, że punktualnie to tylko on przyjechał i też był zdziwiony, że nikogo nie ma. Było to na tyle dziwne, że bardzo dużo osób się zapowiadało. Okazało się, że problemem był internet :). Sumarycznie zebrała się nas spora grupa. Oczywiście wszyscy ćwiczymy w tej lub innej formie w Akademi Yiquan. Ale to oznacza, że reprezentowaliśmy różne nurty. Yi Quan, Taiji i Bagua. Wysłuchaliśmy krótkiego wykładu o koncepcji Wushu Tui Shou, o różnicach z Tai Chi Toi Shou, o celach, trochę o niebezpieczeństwach i o programie.

nie zawsze było do pary

A potem… Potem zaczęliśmy się centrować. I tu właśnie miałem to tytułowe deja vu. Przecież ja to już robiłem i co tu dużo mówić, trochę znienawidziłem. Czułem, że to mnie do niczego nie prowadzi, że nie da się tego stosować do niczego innego niż zdawanie egzaminów. Brakowało mi w tym ścieżki. Tego co dalej.

Początkowo, kiedy zobaczyłem co będziemy robić, miałem lekko kwaśną minę. Ale… po pierwsze – to co robiliśmy dzisiaj, to pierwszy krok, tylko wstęp do dalszej praktyki. Po drugie – rozbrat z poprzednią praktyką dobrze mi zrobił. Po trzecie – tym razem grupa była wyborowa – chętna do ćwiczeń, w dużej części doświadczona. Co mi się szczególnie podobało?

  • Celem jest wygrana – choć za chwilę okaże się, że nie :). Kiedy chcesz wygrać stosujesz techniki, które mają zadziałać. Uczysz się eliminować błędy, które Ci przeszkadzają. Uczysz się też wykorzystywać błędy partnera.
  • Wygrana nie jest celem – mówiłem że będzie fizlologicznie? A może filologicznie? No jakoś tak. Tak naprawdę, to celem jest uczenie się. Jeśli wygrywasz, to zapamiętaj jak. Przeanalizuj jak to się stało i jakie błędy popełnił twój partner.
  • Wolność, to świadomość ograniczeń – bo ograniczenia były. Nie wolno było łapać – bo to upraszcza, nie wolno było przestawić nogi – bo to ułatwia. Przez część ćwiczenia nie wolno było atakować, by mieć czas na zrozumienie przeciwnika i dać mu możliwość na ponowienie próby.
  • Siła nie jest ósmym grzechem głównym – mój partner musi mieć z czym pracować. Grzechem jest stosowanie siły więcej niż potrzeba.
  • W końcu widać, że ćwiczenia podstawowe (czyli pchające ręce) przekładają się na techniki bardziej swobodne – czyli więcej potu na poligonie oznacza mniej krwi w boju.
  • Zrozumiałem, że „Inwestuj w przegraną” nie oznacza, że w wyniku poddawania się spłynie na mnie jakaś niebiańska wiedza. Przegrana jest możliwością do analizy swojego błędu. Jeśli przegrywam, to nie muszę za wszelką cenę wyjść z sytuacji, a wystarczy, że się temu poddam i może mi się uda zrozumieć dlaczego dałem się zamknąć.
  • Zmiany są dobre – chodzi o zmiany partnerów, którzy, jak już pisałem, ćwiczą różne rzeczy. Nie chodziło tylko o zmiany siły i rozmiaru, ale przede wszystkim o zmiany koncepcji. Zupełnie inaczej zachowywali się Ci, którzy ćwiczą Tai Chi, a zupełnie inaczej koledzy ćwiczący Yi Quan. W YMAA, niestety, przez większość czasu kręciliśmy się we własnym sosie. To u niektórych powodowało uwstecznianie się, bo po co rozpatrywać nowe sytuacje, jeśli stare sztuczki działają?
  • Rozluźnienie nie oznacza braku siły – Coś czego długo nie rozumiałem. Dobra, będę się chwalił, teoretycznie wiedziałem… w praktyce zastosować nie umiałem. Obstawiam, że te pięć ćwiczeń podstawowych stylu Wu – zrobiło robotę.
przy okazji, była to okazja spotkania dawno nie widzianych znajomych

To dwa ostatnie to chyba największa wygrana tego treningu. Przecież nie zrozumiem dlaczego robię błędy, jeśli nie będę ich robił. Muszę dać sobie szansę. Wystarczy wyzbyć się chęci wygrywania za wszelką cenę. Przecież to nie jest konkurs o złote kalesony. Bardziej chodzi o to, by się nauczyć. Nauczyć się czegoś, co przyda się przy następnym kroku, który nastąpi.

I to właśnie ta przyszłość raduje. Bo centrowanie kiedyś było dla mnie zamkniętą praktyką. Bardzo często ćwiczoną w zakresie egzaminacyjnym. Tyle potrzeba, żeby zdać i tyle ćwiczymy. Niewiele osób wychodziło poza tę wygodną formułę. Tu, w perspektywie (i to dość krótkiej), będziemy dokładać kroki, podcięcia, bardziej aktywne uderzenia i sam się trochę boję tego, co jeszcze. To wyjście poza własne poczucie bezpieczeństwa, gdzie już nie będę mógł liczyć na swoją masę. Się cieszę…

testy rozmiaru pola, na którym będą odbywać się zawody

A na koniec słów kilka o tym jak to się ma do centrowania. W skrócie – nijak. Ta pierwsza formuła jest najbardziej do centrowania podobna. Czyli nie przestawiamy nóg, nie chwytamy… różnicą było tylko te pseudouderzania, możliwość łapania za głowę i atakowania poniżej pasa. Zresztą, chyba nikt z tego nie korzystał. Centrowanie, to zupełnie inna metoda treningowa, inna droga… dla mnie już zamknięta.


1

Organizuję wyjazd treningowy do Chin (Guangfu 2024).
Jeśli podoba Ci się moja działalność – możesz mi pomóc rozwijać moją pasję! Postaw mi kawę (kliknij obok).
Dziękuję.


2 komentarze do “Deja vu”

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz