Prywatny podziemny krąg

Pawła poznałem na sali treningowej Akademii Yiquan. W zasadzie gdzież mógłbym go poznać, jak nie na sali treningowej :)?. Niewiele jest miejsc, gdzie przebywam częściej niż na sali, łamane na park. Środki komunikacji miejskiej się nie liczą. Nawiązywanie tam znajomości chyba już dawno wyszło z mody.

Wracając. Paweł ćwiczy to co ja, a wcześniej ćwiczył boks, Yi Quan i nawet jakieś sporty turlane, chyba brazylijskie, ale na tym się nie znam. W każdym razie jest człowiekiem skłonnym do eksperymentowania, a to cieszy. Kiedyś Paweł rzecze do mnie tak : „Wpadnij do mnie, mam w domu niewielką salkę, możesz na niej ćwiczyć ile chcesz”. I gitara – jak to zwykł mówić Ferdek Kiepski – podjechałem.

Podjechałem i się zakochałem! Salka? Chciałbym mieć taką u siebie w domu. Spokojnie mieszczę się z formą stylu Hao. Yang mógłbym ćwiczyć tylko fragmenty, ale komu to przeszkadza? Mnie nie. Ćwiczenie z bronią raczej odpada, bo sufit niski, jak to w piwnicy. Ale rekompensuje to wyposażenie. Bo jest tu wszystko – duży ciężki worek, gruszka bokserska, ciężkie piłki lekarskie, packi, sztangi, ketle, gumy, kije … Mnóstwo fajnego sprzętu. Na formy to se do parku można wyjść.

fura fajnego sprzętu, której nikt nie każe równo poukładać po treningu – marzenie

Moim ulubionym sprzętem jest gruszka. Uczę się za nią nadążać. Kiedy była niedopompowana nie było żadnego problemu, ale Paweł przyszedł i powiedział, że taką sflaczałą, to trenują tylko wielbłądy chore na nerki. Kilka ruchów pompką i już nadążanie za gruszką jest niezłym wyzwaniem. Bardzo bym chciał mieć do takiej gruszki stały dostęp, bo to wspaniały przyrząd jest. Niestety, nie bardzo do zastosowań domowych. Ma jedną podstawową wadę – hałasuje. Sąsiedzi by mnie zabili, oczywiście jakby zdążyli przed Danusią, która kazała mi się z pomysłu zamontowania takiego sprzętu wyspowiadać. To chyba znaczy, że nie, choć… któż to może wiedzieć?

Ostatnio miałem możliwość zaproszenia do treningu Rodora. Chłopak przechodzi rekonstrukcje i rzadziej bywa na sali. Nie zrozumiałem do końca, o co chodzi… coś ze stawami, albo turecki przeszczep grzywki a’la Trump. Niemniej jednak, fajnie było poćwiczyć pchające ręce. Mam nadzieję na więcej.

A teraz zobaczcie kilka fotek z Pawłowego „Podziemnego kręgu”… Nie wszystko mogłem sfotografować, ślady krwi na ścianach objęte są tajemnicą. W każdym razie patrzcie i płaczcie.

męska jaskinia, lustro jest potrzebne, żeby kontrolować trajektorię lewego haka
czarno-białe plakaty tworzą klimat a’la lata sześćdziesiąte…
bokserska gruszka… bardzo ją lubię, ale bez wzajemności…

Jakby ktoś nie wiedział do czego to służy, to proszę bardzo – lekcja w wykonaniu kogoś, kto umie.

Wydaje się proste, ale…

Jeśli ktoś się zastanawia po co coś takiego dla ćwiczącego Tai Chi, to spieszę przypomnieć, że Tai Chi jest nazywane boksem trzynastu technik. Poza tym: Tai Chi jest jak wrzątek – naciągnie tym, co nim zalejesz. Jeśli nie zrobisz wywaru, zostanie zupełnie bez smaku.

8 komentarzy do “Prywatny podziemny krąg”

  1. Niech mnie Bóg chroni przed rekonstrukcją stawu biodrowego! Na razie całą energię kieruję na rehabilitację i suplementację :). Salka – rewelacja! Następnym razem wezmę ze sobą dietę keto – czyli więcej ketonalu ;P i możemy robić tui shou 🙂

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz