Mętlik

Jak się nazywa te ćwiczenie?, Te, które teraz robiliście?spytał Nowy. Niedawno pojawił się na sali w Akademii, miał prawo nie wiedzieć.

– „Pchające dłonieodpowiedziałem, bo właśnie to uskutecznialiśmy z Agnieszką przez większość treningu stojąc w kąciku sali — „pushing hands”.jako że Nowy z pochodzenia jest Hiszpanem, chciałem błysnąć światowym obyciem…

– „Pchające ręce” poprawił Andrzej przecież po chińsku „San Shou” oznacza „pchające ręce”. To typowo polski błąd, na całym świecie używany jest termin „pchające ręce” i tylko w Polsce, nie wiem dlaczego — dłonie…

No faktycznie!!! Chińskiego nie znam, z angielskiego też orłem nie jestem, bardziej chyba kretem. Ale nawet minimum wiedzy wystarczy, żeby skumać, że jest „pushing hands” (pchające ręce), a nie „pushing palms”. Dlaczego więc tak mocno przekręcałem termin? Wróciłem do domu i przejrzałem pobieżnie swoje zeszyty treningowe. Terminu „pchające dłonie” używałem od początku mojego treningowego życia. KOszmar!!! Jeszcze tylko rzut oka na książki i lekko odetchnąłem… Nawet tłumaczenia, które uznaję za dobre używają terminu „pchające dłonie”. Internet również!!! Co jest?

Przyjęło się. No to rozumiem, wszak cały świat używa wyrazu tank na określenie stalowej puszki z lufą siejącej śmierć wśród dzielnych wojaków, a tylko w Polsce nazywa się to czołgiem (nazwę tę zaproponował por. Władysław Kohutnicki w 1919 roku). Tylko czy to wpłynęło w jakikolwiek sposób na sukces filmu „Czterej pancerni i pies”?

Powiecie, że durny problem, że wydziwiam i że Hanka Mostowiakowa i jej kartony to dopiero jest problem. Ale jeśli mogę, pociągnę ten temat dalej…

Otóż za słowami idzie jakiś obraz, treść. Owszem, można powiedzieć, że to się może nazywać np. „Umpa Umpa”, a człowiek i tak powinien robić to porządnie. Jednak kiedy przez lata mówimy tylko o dłoniach, to ma jakiś wpływ na psychikę ćwiczących, na ich podejście do tematu.

Ale ale, skąd to się wzięło? Przeglądałem książki… bo przecież skądś musiałem to określenie wytrzasnąć.

Najstarsze książki to te wydawane w latach osiemdziesiątych… W „T’ai Chi Ch’uan Filozofia i Praktyka” z roku 1988 autorstwa mistrza T.T.Lianga w tłumaczeniu Andrzeja Młynarczyka znalazłem określenie „napierające dłonie”, ale to się chyba nie przyjęło. W „Tai Chi Chuan” Wang Pei Shenga (nieznanego tłumacza), wydanej przed 1990, jak byk stoi „pchające dłonie”. Tak samo w kultowej swojego czasu (i nadal popularnej) „Drodze Tai Chi” You Tsung Hwa.

źródło pierwsze

Z pewnym niepokojem zajrzałem do książek mistrza Yanga. Padło powiem takie podejrzenie, że to może „zasługa” YMAA jest. I to prawda, ja na pewno terminologię przyswoiłem, przez lata ćwiczenia w szkołach YMAA. Wzorem powinna być książka „Taijiquan — klasyczny styl Yang”. Z tą książką jest tak, że w roku 2000 wydano tak zwaną pierwszą wersję (oryginał wydany w USA w 1982), po latach mistrz Yang Jwing Ming stwierdził, że jej treść nie jest satysfakcjonująca i napisał tak zwaną wersję drugą (oryginał wydany w USA w roku 1999) i wydaną w Polsce w 2001. Są to de facto dwie różne książki, ale jedna i druga pisana jako „biblia” stylu. I w starszej wersji mamy (tatatatatatatadam) „pchanie rękoma”, ale już w tej wydanej w Krakowie „Pchanie dłońmi”.

Widać, że Robert w tłumaczeniu wybrał bardziej popularną w Polsce wersję. Kiedyś się go spytam, czy była z tym związana jakaś historia, czy użył po prostu obiegowego określenia.

Jeszcze dalej poszli Chenowcy. W książce Jana Silbersztofa, czyli guru pchających dł… tfu rąk (nie oduczę się tak szybko) pod tytułem „Pchające dłonie. Bojowa strona Taijiquan” czytamy:

„Pchające dłonie, określane zwykle na zachodzie jak”push-hands” wywodzą się z chińskiego pojęcia „tui shou”. „Tui” oznacza „pchać” … „Shou” jest chińskim znakiem dla „dłoń” względnie „dłonie”. (strona dwunasta).

źródło drugie

Zajrzałem do internetu… W zasadzie na początku XXI wieku były dwa miejsca w sieci, które można nazwać opiniotwórczymi (dla Tai Chi). Pierwsze to umierające obecnie forum Budo. Tu niestety niewiele zdziałałem, Budo od pewnego czasu ma przerwę techniczną z powodu przejścia na nowy silnik. Czy przejdzie? Nie wiadomo. Drugi taki portal to „Świat Neijia”, nieodżałowanego Tomka Grycana. Jego strona kiedyś była oazą wiedzy na internetowej pustyni, jeszcze można się dostać (oby jak najdłużej). W artykułach różnych autorów jak byk stoi „pchające dłonie”, nawet w tekstach  osób, które uważam za tuzy (dobra, bez nazwisk).

Oczywiście zdarzały się także wyjątki. Andrzej Kalisz, opisując analogiczne techniki Yi Quan używa określenia „pchające ręce”. Nawet w notatkach znalazłem swoje rozważania nad pochodzeniem tej różnicy. Ze względu na idiotyzm wniosków, do których wtedy doszedłem, nie będę ich cytował. Terminu „pchające ręce” używa też Jan Gliński w tłumaczeniu książki mistrza Ly. Ale Janek terminologii uczył się poza granicami kraju, ma więc prawo zgłosić nieprzygotowanie — ale tylko ten jeden raz.

źródło trzecie – a po angielsku jest inaczej

Wnioski? Wykonałem trochę pracy detektywistycznej, z miernym skutkiem. Termin „pchające dłonie” używany jest niemal od zawsze i obecnie nie dojdziemy już, kiedy, kto i dlaczego. Czy miało to jakiś wpływ na jakość treningu w Polsce? Tego nie stwierdzimy, bo musielibyśmy porównać nasze uniwersum ze światem równoległym używającym poprawnego określenia. „Pchające dłonie” na pewno ma lepszy wydźwięk marketingowy, choć pewnie dla osób lubiących większy kontakt „pchanie rąk” miałoby wyższe notowania. Niby tylko słowa, ale przeca jak polityk ma coś powiedzieć, siedzą nad tym całe sztaby ludzi (jednego takiego agregata nawet znam osobiście).

Ja postaram się wrócić do prawidłowego tłumaczenia. Dlaczego? A tak, żeby był porządek…

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

4 komentarze do “Mętlik

  • 14/11/2021 o 23:16
    Permalink

    Mętlik po części dlatego, że w wielu językach (nie mówię o definicjach ze słowników anatomii) te pojęcia mają dosyć płynne granice. Chiński nie jest wyjątkiem. 手 shou to (wg encyklopedii chińskiej): „Ogólne określenie na górną kończynę ciała ludzkiego. Zwykle wskazuje na część poniżej nadgarstka”. Sam widzisz. Czyli eee.. zwykle chodzi o dłoń [chyba że autor wyobrażał sobie człowieka w pozycji hande hoch;] Znak 手 w grafii najstarszych form pisma chińskiego przedstawia jednak dłonie (wyraźnie palczaste) z kawałkiem przedramienia. Czyli „pchające ręce” by bardziej pasowały zwłaszcza, że i w praktyce wyczuwacie te wszystkie subtelne siły i wprowadzacie się wzajem na manowce używając zarówno przedramion jak i dłoni, nie? A jeszcze, jak przyjąć, że to nie „PCHAJĄCE ręce/dłonie” a n.p. „PRZEPYCHANIE rąk”, to już w ogóle 😉 Tylko, że mamy jeszcze uzus. Jeśli większość ćwiczących zna termin pchające dłonie, a wprowadzanie nowego może wprowadzić nieporozumienia (nie sądzę) to warto zostać przy pchających dłoniach. Najważniejsze dobrze ćwiczyć.

    Dobra, żeby KO, nie oskarżył mnie o adasiowanie: „Xiążę Pepi chędożąc zwykł zmieniać rękę, którą wspierał się na rekamierze, co by mu dłoń nie drętwiała” ;p

    Odpowiedz
    • 15/11/2021 o 13:20
      Permalink

      No i wyszło, że chcę być świętszy od Papieża

      Przynajmniej wyjaśniło się cóż to ta rekamiera! Szalenie niewygodny mebel…

      Odpowiedz
      • 15/11/2021 o 14:11
        Permalink

        Au contraire! To bardzo ciekawe tematy. Takie rozkminianie dobrze robi na głowę pod warunkiem, że nie prowadzi do tong wars 😉

        Mme Juliette: czy waćpan na rekamierze chędoży?
        KO: niech się madame raczej na sianie położy..

        Odpowiedz
        • 15/11/2021 o 14:29
          Permalink

          i tak wracając do Tai Chi, to chciałbym zaznaczyć że od kiedy ćwiczę stanowczo zanikło u mnie uczulenie na siano… na świeżo zżętą trawę niestety nie, ale siano spoko.. przypadek? NIE SĄDZĘ!

          Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: