Wyjazdowo

Los rzucił mnie daleko od domu. No dobra, daleko jak daleko. To nie Syberia lub Kalahari tylko dwie godziny od Warszawy. Jednak już zamyka mi to udział w regularnych treningach. Jeszcze niedawno bardzo mi to przeszkadzało. Nie ma jednak tego złego, co na dobre nie wychodzi. Jakoś się przyzwyczaiłem do tego, że trzeba wyjść, znaleźć sobie miejsce i poćwiczyć.

Jestem aktualnie we Włocławku — obce miasto i obce tagi na murach. Miasto o prawie tysiącletniej proweniencji ma na szczęście wiele parków i zieleńców. W jednym z nich znalazłem sobie niewielkie miejsce do treningu.

Włocławek, lata trzydzieste, po prawej nieistniejący już drewniany most przez Wisłę

Trochę jak na Polu Mokotowskim. Ten zieleniec powstał na miejscu starych, opuszczonych sadów, umiejscowionych na prawie pięćdziesięciometrowej, stromej skarpie. Oczywiście wszystko na mniejszą skalę. Niestety, w najszerszym miejscu park ma tylko 60 metrów dzielących go od dwupasmowej wylotówki z miasta. Jak się nie ma, co się lubi, to się ma, co się nie lubi… po kilku minutach treningu nie słyszałem samochodów. Ludzki organizm ma taką wspaniałą cechę – potrafi wycinać bodźce, które uznaje za zbędne. Wystarczy przestać zwracać na coś uwagę. Dobre…. przestaje zwracać uwagę i bach, politycy znikają. Szkoda, że to tylko z mojego punktu widzenia. Chociaż, jak twierdził ten gość od kota w pudełku, jeśli ja czegoś nie dostrzegam, to coś automatycznie przestaje istnieć. Zawsze tłumaczę to Danusi, że jak przestanie dostrzegać stan sufitu, to potrzeba odmalowania salonu odejdzie w niebyt. Ona twierdzi, że to tak nie działa. I bądź tu człowieku mądry…

Włocławek

ulęgałka na skraju wiślanej skarpy, moje miejsce w tych dniach

Ale wracając.. Niezłe miejsce mają włocławianie do treningu. Aż dziw, że tak mało ludzi tam chodzi, pomimo że po drugiej stronie wylotówki wyrastają dziesięciopiętrowe bloki. Minęły mnie może dwie, trzy osoby. Przy okazji taka uwaga: dobrze nam się ćwiczy w miejscach oswojonych. Jakoś na Polu Mokotowskim, pod mirabelką mam większy komfort, tu pod ulęgałką bardziej się przejmowałem tym czy ludzie potraktują mnie jak czuba. Oswajanie miejsca to również jakaś praktyka.

skarpa wiślana

Chciałbym mieć taką umiejętność wyłączania się, by móc poćwiczyć wszędzie, np. w alei paznokci na Bakalarskiej. Choć może nie, nie popadajmy w ekshibicjonizm. Wystarczy, jak nie będę odczuwał zahamowań w nowych, nieznanych mi miejscach. To taka umiejętność znajdowania spokoju ciała w sytuacjach niekomfortowych, bo przecież wstyd lub potrzeba akceptacji, to jakieś emocje powodujące blokady.

Drugą obserwacją jest zmieniająca się struktura treningu. Teraz więcej pracuję fizycznie, i to tak fizycznie – fizycznie. Ma to swoje dobre i złe strony. Z jednej strony naprawdę chciałoby się, jak spora część mieszkańców hotelu robotniczego, zalec z piwem i napojami współtowarzyszącymi na ławeczkach i trwać tak w zadumie do późnego wieczora. Z drugiej strony zmęczone mięśnie dużo szybciej odpuszczają w czasie ćwiczeń podstawowych. Po prostu ciało nie broni się tak długo przed rozluźnieniem, a robota niewymagająca ciągłego kombinowania, nie wprowadza umysłu na jakieś wielkie obroty.

pająk rozpiął siec, na tym drzewie gdzie….

Jeszcze tak przez czas jakiś… trzeba doświadczać ile się da…

KO

Autor niniejszego bloga

2 thoughts on “Wyjazdowo

  • 07/07/2020 o 20:32
    Permalink

    KO ćwiczył na wieży obserwatorium w taoistycznej świątyni opanowanej przez sekcję Długowłosej, to co tam spojrzenia Włocławan.. 😉

    Odpowiedz
    • 08/07/2020 o 07:37
      Permalink

      a pamiętasz że właziłem na samą górę żeby mnie nikt nie widział. Następnym razem poćwiczę tam gdzie ten starszy pan chodził w kółko.

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: