Bicz

Od jakiegoś czasu nosiłem się z tym, żeby napisać coś o biczu. Ten niewielki kawałek sznurka stał się bowiem stałym elementem moich treningów. Tylko co napisać? Bo w zasadzie nie ma o czym. Trening z biczem to ciągłe powtarzanie podstaw, doktoryzowanie się z tego jest bez sensu. Jedyne co, to mogę szczerze polecić, taki rodzaj spędzania wolnego czasu na powietrzu. Jest tu i trochę wysiłku, ruchu, i myślenia też nie brakuje. Jeśli kogoś interesuje, skąd w ogóle wziął się bicz w moim treningu — zapraszam: „Człowiek z biczem w/na głowie” oraz „Strzelający z bicza„.

Pobyt w Gaungfu (wiem, to nudne, że tyle o tym piszę, ale ja to jeszcze przeżywam) w moim „biczowym” życiorysie okazał się kamieniem milowym. Mam więc już o czym napisać, czym się podzielić. Wyszedł z tego długi tekst, więc podzielę go na części. Dziś będzie o tym, dlaczego bicz mnie tak wciągnął.

Indy, to chyba od niego zaczęła się prawdziwa filmowa kariera bicza.

Mój bicz to tak zwany „dziadowski”. Jest zbudowany ze sznurka i kawałka łańcucha. To taka konstrukcja, którą każdy mógłby sobie zbudować samodzielnie. Taka jest idea tego sprzętu. Fajna idea, bo powoduje, że to sport bardzo tani jest naprawdę dla każdego. Koszt zrobienia sobie bicza jest niewielki, choć to nie taka prosta sprawa. Początkowo próbowałem eksperymentować z materiałami. Skuszony pozorną prostotą sprzętu myślałem, że to łatwe. Okazało się, że moje bicze nie są trwałe. I choć trwałość nie jest pierwszoplanową cechą tego sprzętu, to o czymś świadczy fakt, że bicz od Koonia mam (i używam) już ponad dwa lata, a moje rozpadają się po dwóch miesiącach max.

Produkcja biczy to fajna zabawa (oczywiście dla osób mających żyłkę majsterkowicza). W internecie jest masa poradników na temat plecenia sznurków, można korzystać. Są tacy, którzy z plecenia biczy starają się uczynić jakiś sposób na byznes, ja chcę to umieć dla siebie. No, może jak będę miał kiedyś wnuka, to wyplotę mały biczyk, żeby mu było łatwiej w przedszkolu.

dziadowski bicz

Następna zaleta bicza. Bicz nie wymaga tak specjalnej sali, boiska… niby jak Tai Chi. Też można iść pod drzewko, żeby poćwiczyć. Bicz jest jeszcze mniej wymagający. Potrzebne jest kilka metrów kwadratowych, po których nie kręcą się ludzie, żeby żadnego nie trafić. Dobrze jest odejść trochę od siedzib ludzkich, bo to zabawa trochę głośna. Końcówka bicza dwukrotnie przekracza barierę dźwięku. Mój bicz jest lekki, więc hałas jest relatywnie niewielki. Przymierzam się teraz do nauki posługiwania się ciężkim biczem, tam hałas będzie konkretniejszy.

Bicz jest prosty w transporcie, mój leży sobie w plecaczku.

bicz niejedno ma imię tu akurat bat woźnicy, Nieco inna budowa i zasada działania. Obraz „Osaczony” autorstwa Alfreda Wierusza-Kowalskiego

Nauczyciel — bicz jest wspaniałym nauczycielem. Ilość technik, które można wykonać biczem, jest niewielka. Przy odrobinie dobrej woli samemu można je wykombinować (z youtubem to ino w mig), a trzask bicza jest świetnym wyznacznikiem, czy wykonujemy technikę dobrze, czy źle. Jest świst, jesteśmy na dobrej drodze. Słychać strzał — jest ok. Im mniej siły wkładamy w osiągnięcie efektu, tym lepiej. Bicz jest więc dobrym nauczycielem, tylko że…

No właśnie, jest złośliwy. Zdarza się, że mój błąd sygnalizuje, zostawiając mi na rękach, plecach znaki widoczne jeszcze następnego dnia. I weź się później tłumacz Danusi, że to nie była wizyta u żadnej pani, tylko samotna praktyka w parku. Dlatego do bicza potrzeba jest odrobina BHP. Czyli brak tłumów wokół, oczy dookoła głowy i okulary chroniące wzrok. Przynajmniej na początku.

strzelając z bicza

Zaletą bicza jest też to, że nie trzeba mu poświęcać strasznie dużo czasu. Ja w zasadzie ćwiczę kilkanaście minut przed głównymi treningami. Na Polu Mokotowskim jestem zazwyczaj wcześniej, więc zanim poćwiczę Qi Gongi, postrzelam trochę z bicza. Najpierw z lewej ręki, bo ona kulawa wybitnie jest, potem z prawej.

Co to ma wspólnego z Tai Chi? Otóż bicz jest jak wrzątek, naciąga wszystkim, co do niego włożymy. U mnie jest to ta moja mieszanka Tai Chi i co tam jeszcze ćwiczę. W rezultacie staram się o to, żeby ruch do bicza poszedł z Dantaian, z brzucha. Żeby ciało się otworzyło i zamknęło. A bicz mi mówi (dźwiękiem strzału), czy udało mi się przekazać tę siłę przez rękę na jego końcówkę. Może to takie zbyt taoistyczno-magiczne może się wydawać, ale ja to tak czuję.

To nie wymaga wielkiej filozofii, tylko regularności w ćwiczeniu.

zabawy z biczem

Boję się tylko jednego. Sam po sobie widzę, jak łatwo jest z prostego treningu podstaw przejść do szlifowania sztuczek. Bo bicz może być narzędziem niemalże cyrkowym. Pokazy z płonący biczem są fajne, choć osobiście sądzę, że to do niczego nie prowadzi. Do niczego nowego w każdym razie.

bicz ogniowy – bardzo widowiskowa zabawka

A, i jeszcze jedno. Jeśli by ktoś zapragnął wstąpić na drogę bicza. Nie przejmujcie się różnymi podśmiechujkami i nawiązaniami do DBSM. To nie ludzie, to wilki – jak to mawiał klasyk.

W następnym odcinku: Dlaczego w Chinach trzeba mieć otwarte uszy i co Guangfu zmieniło w moim podejściu do bicza. Zapraszam za jakiś czas.

7 myśli na temat “Bicz

  • 09/10/2019 o 19:33
    Permalink

    No, ale co zatem nie jest treningiem sztuczek w biczu? Z zewnątrz wygląda jak jedna sztuczka. Z ogniem czy bez 😉 Czy w kolejnym odcinku coś o tym będzie?

    Odpowiedz
    • 09/10/2019 o 19:54
      Permalink

      Cały mój trening to obecnie powtarzająca się sekwencja którą na krzyżem. Uderzenie od dołu, od góry forhand, backhand. Chodzi o to by przekazywanie siły z ciała po elastycznym body bicza było powtarzalne, czyli strzał ma występować za każdym razem. W zasadzie w biczu nie widzę wielu więcej technik wartych opanowywania.

      No może jeszcze zmiany kierunków..

      W zasadzie jeśli umiesz przekazać siłę na koniec bicza, to umiesz wszystko.

      Odpowiedz
        • 09/10/2019 o 21:22
          Permalink

          Kiedy już umiesz przekazać siłę, to znaczy że panujesz nad biczem. A celność to tylko kwestia utrzymania dystansu. Ogólnie biczem nie musisz trafiać w punkt wielkości pięciogroszówki. Wystarczy gdzieś w sylwetkę. Choć ja już powoli zaczynam trafiać w wybrane listki.

          Wyrywanie przedmiotów to właśnie sztuczka. Żeby móc coś wyrwać biczem (poza laskami z Next Generation) ten musi się obwinąć wokół przedmiotu to czas wystarczający na to by ktoś Ci ten bicz wyrwał. No chyba że nie chce ci się wstawać po chrupki.

          Odpowiedz
          • 10/10/2019 o 14:40
            Permalink

            No tak, ale to tak jakby powiedzieć, że skoro gasisz świeczkę prostym, czy tam utrzymujesz gruszkę w ruchu przez 20 minut, to już pozamiatane, bo „panujesz” nad rękoma. Z tymi czasami, to też nie byłbym taki pewien, bo to podobnie, jak z obrotówką. Niby jak gość jest odwrócony plecami, możesz mu w nie wejść, ale możesz się też ułamek sekundy spóźnić, i urywa ci łeb 😉 Problem z definicją, co jest sztuczką a co legit zastosowaniem pewnie by można rozwiązać cofając się do pierwotnego zastosowania bicza, ale jeśli było to głównie robienie hałasu i raz na jakiś czas trafienie w dupę krowy, to faktycznie może nie ma co rozkminiać 😉 Nie obraź się (piszę głównie dla rozruszania forum;) ale mam wrażenie, że ten cały bicz to taka mandarynka, co jak obierzesz skórkę, w środku jest tylko pestka 😉

            BTW, it’s Girls Generation……

            Odpowiedz
            • 10/10/2019 o 20:24
              Permalink

              No tak… Next Generation to był Star Trek – 🙂 faktycznie Deanna Troi może nie być w Twoim guście. Szczególnie że była Betazoidką.

              Faktycznie. Podstawowym zastosowaniem bicza było poganianie zwierząt. Jest tu od metra odwołań w literaturze. O dziwo do początku 19 wieku bicz był czymś normalnym. W bajce o sierotce Marysi i krasnoludkach jest kilkanaście odwołań do bicza. W innych książkach też. Bicz myśliwski w rękach angielskiego arystokraty (w literaturze) też nie był niczym dziwnym. Ale faktem jest też, że te nienarzędziowe (nazwijmy je „bojowymi”) były dużo krótsze (bardziej jak nahajka). Bo wedle tej literatury woźnica nie odkładał bicza kończąc pracę, tylko brał go ze sobą do karczmy. Jedyne wzmianki o dłuższym biczu związane są z instytucją dziada/włóczęgi i zastosowania tego bicza do oganiania się od psów.zrozumiałem obserwując jak oni ćwiczą.

              Ja nie traktuję bicza jako jakieś broni na ulicę, bo on się bardziej nadaje do rozpędzania tłumów (czyli podobne to do pędzenia bydła na pastwisko). Problem jest z dystansem. Tam, gdzie bicz jest skuteczny to ja jestem napastnikiem a to w naszych czasach to wiesz. Nawet to opędzanie się przed napastnikami ma sens tylko wtedy kiedy nie ma w okolicy nikogo kto byłby po twojej stronie,

              Co nie jest sztuczką. Obserwując chińskie bicze (czy wiesz, że YJM też uczył bicza) dochodzę do wniosku, że clou tej zabawy to właśnie te cztery techniki. W drugiej części miało być właśnie o chińskim biczu i o tym, co

              pisz, pisz – przynajmniej Ty zmuszasz mnie do myślenia.

              Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: