Dziś krótko, bo w zasadzie zupełnie nie na temat. Mało kto wie, że dawno temu istniały „żółwie tai chi”. Była to gra, która powstała na bazie sukcesu filmu „Tajemnicze żółwie ninja” oraz platformówki „Mario Bros”.

Tai Chi Turtles
Młodsi pewnie nawet nie wiedzą, że taka kaseta, jak ta ze zdjęcia, służyła do przechowywania gry na ośmiobitowy komputer. Pierwotnie przeznaczone to było na komputery Commodore 64/128 i ZX Spectrum. Krótkie internetowe śledztwo pozwoliło mi dowiedzieć się, że gra powstała w 1991 roku, czyli jest starsza niż moje zainteresowania Tai Chi. Producentem jej była firma Zeppelin Games, autorem David Sowerby — sam jeden ją zaprogramował (ktoś inny zrobił grafikę, a trzeci, do kompletu, muzykę), bo były to czasy, kiedy jeden człowiek był w stanie cały taki kod gry ogarnąć. Gra, ogólnie, ma bardzo słabe oceny… to w zasadzie jest jakiś klon pomysłu o hydrauliku Mario, czyli jedyne co możemy, to biegać lewo prawo i podskakiwać. Wrogów można zabić tylko w jeden sposób, trzeba na nich nadepnąć. Ciekawe czy „żółwie nadepnięcie” występuje w jakiejś formie? W Yang i w Hao nie słyszałem, chyba że w Chen…

Chyba nic więcej na temat tej gry powiedzieć się nie da. Ja się z nią nie spotkałem, bo nie należałem do klanu Comodore, używałem Atari. Przypominam jako ciekawostkę. Obecnie chyba nikt by już nie próbował produkować takiego tytułu. Świadomość jest jakby trochę większa, wymagania graczy też. A samo Tai Chi okazuje się wyraźnie „niegrywalne” i dobrze.

W tamtych czasach, granie przypominało nieco medytację… Kasetę trzeba było umieścić delikatnie w magnetofonie, uruchomić, a potem usiąść w ciszy i czekać… słuchając pisków i trzasków. Dbając, żeby ktoś w okolicy nie tupnął, bo to zakłócało proces uruchamiania gry. Czasami, zanim licznik doszedł do 100%, całą operację powtarzało się kilka razy. Dobrze, że te czasy już minęły… choć w zasadzie, co ja mogę o tym wiedzieć? już od dawna w nic na kompie nie gram.





Ja dociskałem kasetę w magnetofonie odważnikiem – coś jak nadepnięcie 😉 BTW, zerknąłem i widzę, że jest metoda treningowa w taijiquan o nazwie „cai mian” / 踩棉, – deptanie bawełny, „cai meizha” / 踩煤渣 – deptanie żużlu oraz „tang ni” / 趟泥 – chodzenie (też deptanie;) po glinie/błocie. Wiesz bufa/shenfa.
Ja czytałem tylko o deptaniu kwiatów/łąki. Wiem, że w Hao jest taka praktyka i że będziemy się jej uczyć jak opanujemy podstawy, czyli… jak Legia wyjdzie do fazy grupowej LM.
Raz trafiłem na film na który był opisany „Deptanie łąki” i przypominało to coś co w YMAA było nazywane „Otwarcie i nacisk”. Ogólnie były ty Pchające dłonie wykonywane z krokami pod różnymi (wydawało się losowymi) kontami.
Poszukam jakiś filmów z tymi znakami które wyszperałeś.
Czyli nigdy lub nie w tym życiu – dla tych co wierzą w reinkarnację ;P
To tak, jak umawianie się z niejakim Prażaninem Południowym na Bakalao :]]
a jest coś o chodzeniu po macie?
Myślałem, że po macie to się tylko turlacie…
No to żeś mi zrobił dzień KO. Byłem commodorowcem i oczywiście grałem :). Ale zaczynałem od ZX Spectrum i Bruca Lee 🙂