Centrowanie Part V – pułapka konfrontacji

Prędzej czy później każdy ma na to ochotę. Oczywiście każdy, kto ćwiczy centrowanie w jakimś konkretnym celu. Ja wiem, że cele mogą być różne, choć, wg mnie, tylko jeden ma sens (o czym później).

Trenujemy i wydaje nam się, że jesteśmy dobrzy. Bo ileś tam egzaminów mamy za sobą, bo na sali ludzie mówią, że jesteśmy dobrzy, bo na własnym podwórku jesteśmy nieźli. I przychodzi taki moment, w którym stwierdzamy – pora mi w świat, bo we własnym bajorku to z tej kijanki nigdy ropuchy nie będzie. I idziemy. A efekt? Jeśli ktoś poszedł i spróbował, to wie. Wciry dostajemy.

Przytoczę tu historię pewnego praktyka Taiji (kiedyś spod znaku YMAA). Człowiek ten był uznawany za bardzo dobrego centera*1. Jego opowieść wyglądała mniej więcej tak…

“…wiesz, ja się uznawałem za niezłego w te klocki. Więc poszedłem na seminarium do X, żeby poznać coś nowego. Nie po to, żeby się sprawdzić, ale żeby się czegoś nauczyć. I co? Okazało się, że nic nie umiem. Że to moje centrowanie na nic. I postanowiłem uczyć się u niego.”*2

Więc chodzimy, szukamy, pukamy do innych dojo, kwonów itp. A najgorsze jest to, że przynosimy to na salę i próbujemy te inne metody wpleść do centrowania. Mam takich kolegów, którzy utraciwszy chyba zaufanie w centrowanie jako metodę nauki, próbują wplatać w nie inne umiejętności, sztuczki. Na mnie też tego próbują. Zatem wszem i wobec obwieszczam. Nie będę się z Wami centrował. Co nie znaczy, że nie będę z wami ćwiczył. Po prostu od razu przechodzę do przepychania się.

konfrontacja w Tai Chi

Ileż już razy to widziałem, a ile razy sam byłem tego blisko? Nie ma takiej klawiatury, by to opisać.  To jest właśnie to, co nazywam pułapką konfrontacji.

Problem polega na tym, że “krzyżując” z kimś ręce, przez cały czas próbujemy centrować, kiedy ta druga osoba czasami ma o tym ćwiczeniu zerowe pojęcie. Zauważcie chociażby zmianę określenia naszego alter ego. Do tej pory był to partner do ćwiczenia, a tu stajemy przed przeciwnikiem. I to na dokładkę przeciwnikiem, który stosuje techniki w centrowaniu zakazane.

Na przykład –  zrywa kontakt po to, by pchnąć nas w klatkę. Chciałoby się krzyknąć: stój! hola! tak to by na pewno egzaminu nie zdał, bo komisja by go  wyśmiała. Ale on ma to gdzieś, bo albo ma swoje paski/pasy/szarfy, albo ogólnie bardziej go bawi poniewieranie przeciwników. Ale pomyślmy tak szczerze – czy zrywanie kontaktu jest całkowicie be… a dlaczego? Przecież jeśli już otworzyliśmy przeciwnika, to najkrótszą drogą wymierzmy mu dwa szybkie proste, jeden w łuk brwiowy, drugi w nos i oddalmy się w aureoli zwycięzcy. Czyli, tak naprawdę, to zrywanie  kontaktu jest czy nie jest złe?

 Inny przykład – nasz sparringpartner chwyta: za rękę, za ubranie. I znów nasze pojęcie centrowania cierpi. Ale zastanówmy się, czy łapanie jest złe? Powiedzcie to judoce, to was wyśmieje. Dobry chwyt za ubranie wzmacnia technikę. Np. takie pociągnięcie, dużo łatwiej jest wpłynąć na drugą osobę trzymając ją. Nie wspominając już o dobrym chwycie za ciało. Czyli tak naprawdę chwytanie jest koszerne czy nie jest?

I na koniec…

(choć nie wyczerpuje to całej listy). Mamy do czynienia z przeciwnikiem, który pcha poza obszar torsu. Na głowę, na nogi. Jeśli nasze doświadczenia ograniczają się tylko do centrowania, to pojawiają się problemy. A przecież dobry nacisk na podbródek potrafi powalić każdego, tak samo jak  zahaczenie za szyję ułatwia kopnięcie w brzuch.

Żeby nie przedłużać. Te wszystkie (i wiele innych) technik jak najbardziej mają sens. I chwytanie, i atakowanie twarzy, i zrywanie kontaktu. I jak najbardziej trzeba je stosować, ale nie w centrowaniu. Dlaczego nie? To już chyba wyjaśniłem w poprzednich odcinkach. W skrócie – centrowanie to nie jest forma walki, ani nawet formuła konfrontacji. Natomiast konfrontacja już nie jest ćwiczeniem. To porównanie umiejętności. Nie umiejętności centrowania, ale tych, które powinny się w wyniku (uczciwej) nauki pojawić. I odkrycie powyższej prawdy było dla mnie małym objawieniem. Od kiedy to zrozumiałem, przestałem centrować z ludźmi spoza kręgu YMAA. Zacząłem się z nimi przepychać, szarpać, siłować – nazwijcie to jak chcecie.

walki byków konfrontacja w Tai Chi
koreańskie walki byków (specjalnie dla mojego ulubionego czytelnika). Tak na początku wygląda każda konfrontacja…

Dlaczego więc mamy problemy w konfrontacji z innymi? Po pierwsze, jak już wspomniałem, niepotrzebnie centrujemy, a po drugie brak nam doświadczenia. Brakuje doświadczenia, bo tak naprawdę poza centrowanie nosa nie wyściubiamy.

Jak to wyściubianie mogłoby wyglądać, spróbuję nakreślić w następnym odcinku…

Zobacz poprzedni odcinek – Centrowanie – trzy etapy nauki

Zobacz następny odcinek – Centrowanie – Być zwycięzcą, być zwycięzcą…


*1 Center – człowiek biegły w centrowaniu

*2 Nie, nie zdradzę kto to powiedział.

Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

0 thoughts on “Centrowanie Part V – pułapka konfrontacji

  • 25/09/2014 o 19:32
    Permalink

    Że tak powiem wypchnę lub wycentruję w inny temat. Dramat który wydarzył się wczoraj w Chorzowie miał miejsce na strzelnicy obok której mieszkałeś podczas pobytu na seminarium w 2005 roku 🙁

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: