KOD w Kantonie

  • Jiuzhizy dziś zauważył, że moje inicjały plus pierwsza litera od imienia Danusi daje takie polityczne hasło. Tak więc ja, Danusia i Jiuzhizy jesteśmy już w Kantonie. Po prawdzie moglibyśmy być gdziekolwiek w Azji i tak byśmy uwierzyli, że to Kanton. Bo to wiecie… qrcze człowiek jest taką ofiarą losu. A świat tu zupełnie inny, daleki. O tym, że Legia wygrała 3:1 dowiedziałem się po kilkunastu godzinach dopiero.

Bez naszego przewodnika byśmy tu zginęli. I nie chodzi o to, że z głodu, bo w sklepie można wszystko kupić podając towar osobie przy kasie, ale na pewno nie zobaczylibyśmy i nie spróbowali tylu rzeczy co teraz.

pomnik pięciu kóz – symbol Kantonu

Bo co ja bym mógł…? Jedynie wskazać pani na chybił trafił pozycje w menu. Czułbym się jak Brusiak w słynnej scenie w rzymskiej restauracji, kiedy zamówił cztery zupy, każdą innego koloru. A tu proszę dostaję pod nos rzeczy, które są tak dobre, że co ja wam będę pisał. I trafiam w miejsca, kole których przeszedłbym i nawet ich nie zauważył.

Co jeszcze…? Nie dałbym rady przejechać się taksówką, ani nie zobaczyłbym żelaznego drzewa. Qrcze, nawet bym nie zamówił kawy w knajpce.

Apropos jedzenia – jestem tylko po śniadaniu, jest siedemnasta i nie jestem głodny. Trochę mnie to przeraża, bo ostatecznie przyjechałem tu zjeść różne różności. A tu po śniadaniu, które oczywiście zamówił Jiuzhizy na karcie, która mi osobiście przypominała kartę do losowania bingo. Zaznaczasz co chcesz i panie ci to przynoszą, zaznaczając na kartce co już jest na stole, a co jeszcze nie. To ponoć taka śniadaniownia jest… że kiedyś starzy ludzie lubili raniutko usiąść sobie, popić herbatki i pojeść malutkie przekąseczki… naprawdę małe – coś jakby sushi, tylko nie ograniczone do samych ryb. Nie wiem czy sobie wyobrażacie, ale zostawiliśmy na stole niedojedzone pazury fenika (czyli kurze łapki) na zimno, trochę takiego zielonego, długiego, chrupiącego oraz jednego pierożka z nadzieniem warzywno-mięsnym – też dobre. JA NIE DAŁEM RADY SKOŃCZYĆ!!! Pora umierać….

Ale ogólnie ludzi masa, choć są miejsca gdzie jest ich niewielu. Wieczorny spacer po Juzhizowej Alma Mater zadziwił mnie ciszą i masą zieleni… palmy i wybujałe w niebo bambusy, w których ponoć zdarzały się węże. Potem bulwar nad Perłową rzeką, w której kłusownicy wybierali ryby sieciami.

Qrcze, dużo by pisać i pewnie jeszcze coś skrobnę na bieżąco a potem w reminiscencjach. Fotki? Jest pewien problem. Robię, pstryka i filmuję, ale komputer nie może się dogadać z aparatem fotograficznym, pewnie przez problem ze starym XP, ale na kamerce wszystko jest, więc pewnie kiedyś udostępnię jakieś zbiory…

Guangzhou – Kanton

A trening… qrcze, po tylu godzinach łażenia po mieście, nie mam na to wielkiej ochoty i siły. Doceniłem Brenną, gdzie nie ma gdzie pójść, a źródełko z C2H5OH jest po drugiej stronie ulicy. Tu zbyt dużo rzeczy mnie rajcuje, na razie chłonę miasto.

A sztuki walki? Nie uwierzycie, ale….  – muszę kończyć, bo do drzwi pukają jacyś mundurowi :)))

PS. tak, wiem są błędy i brak przecinków, ale Danusia drzemie i nie mam sumienia jej budzić by poprawiła…

Na szczęście telefon się łączy z kompem, aparat ma średni, więc fotek nim nie robię…

Hong Kong (Victoria) widok z okna. Na pierwszym planie wieżowiec obudowany bambusowym rusztowaniem
Kanton widok z okna… spokojna fajna miejscówka. Można wyjść bez tasaka… a w tle właśnie słyszę nawoływanie jakiejś przekupki.

Inne fotki

wielki banian – cyprysik. Taki sam jak u nas na parapetach tylko troszkę większy
uliczka nefrytowych sklepów – jakieś półtora kilometra
Kanton
osiedlowy bazarek – moje ulubione odkrycie
wiejskie nalewki – uwierzcie mi – pijecie na własną odpowiedzialność
wejść czy nie wejść? oto jest pytanie… wszędzie takie same. Na Stalowej czy w Foshanie?

2 myśli na temat “KOD w Kantonie

    • 04/03/2017 o 19:21
      Permalink

      No to była wyprawa… sam na Kantońskiej ulicy. Pierwsza samodzielna wyprawa do sklepu 500 metrów dalej. Ależ emocje!!! Danusia nie chciała mnie puścić. Ale udało się kupiłem 4 banany i coś żółtego… wiem mówiłeś co to ale zapomniałem.

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: