Uliczne Kung Fu

Spis treści
  1. uliczne Kung Fu

Co? Myśleliście, że znalazłem tajemny przekaz bardzo skutecznego w walce stylu, który przetrwał w wąziutkich ulicach/ścieżynkach na obrzeżach miasta? Nie nic takiego… Nawet jeśli, mocno wierzę w to, są tu mistrzowie, którzy potrafią zabijać wzrokiem lub przez dotyk, to szczupłość czasu nie pozwala mi ich szukać. Zresztą, nawet gdybym na takiego nadepnął, to nie wiem czy zorientowałbym się, że taka wyjątkowość mnie spotkała.

Ty baranie jeden…. motoagresja, to częste zjawisko wokół nas

Bo jak poznać takiego mistrza? Że stary – trochę starych ludzi już zobaczyłem, a z jednym się nawet trochę zakolegowałem. Że ćwiczy rzeczy dziwne? TU WSZYSTKO JEST DZIWNE!!! Do kwadratu!  Że ma białe włosy i dłuuugą jedwabistą brodę? Tak to tylko w kinie. Że wygrywa każdy pojedynek? Żeby sprawdzić, musiałbym na niego nasłać chłopaków z spod nocnego. No znikąd pomocy…

Ale pewne Kung Fu spotkałem.

To Kung Fu kierowców samochodów. To, co tu się dzieje na ulicach, przypomina horror. Wyobraźcie sobie sytuację, gdzie na ulicy są namalowane 4 pasy (nie za szerokie), a toczy się nimi 5 do 6 sznurków samochodów. Ja sobie nie wyobrażam, ja to widziałem. (Hej, doczytajcie do końca będzie i o Tai Chi)

to ponoć kierowca szkolnego autobusu – wcale by mnie to nie zdziwiło

Ruch jest przeolbrzymi. A hałas jeszcze większy. Klaksony, dzwonki rowerowe, trąbki i wiele innych środków komunikacji dźwiękowej.

Ciekawostką są dwa fakty: po pierwsze – rowerzyści mają dzwonki ukryte w rączce kierownicy i kręcą nią niczym manetką gazu, dzięki czemu mogą dzwonić skolgo ugodno. Natomiast kierowcy – trzymając kierownicę jedną rękę układają nie na kole (jak uczą mnie na kursie), tylko na klaksonie, dzięki czemu też mogą brać udział w ulicznej debacie.

Mają swój kod, który już rozszyfrowałem…

tiuuu – jadę lub wyprzedzam Cię, lub jedź przodem, lub cokolwiek innego, np. „Cześć mała! Masz wolny wieczór?”, „Kup Makaron i grzyby” lub „Sprzedam wąż ogrodowy, tanio”.

W zasadzie żadnej agresji… a już na pewno nie ma agresji słownej, ani ruchowej. Chińczycy pewnie doszli do wniosku, że nie ma co się denerwować, w zasadzie powinno wystarczyć, że denerwuje się klakson.

A gdzie w tym Kung fu? Ano, w takim tłoku i przy braku poszanowania zasad poruszania się na drodze, ruch jest bardzo płynny. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że każdy kierowca wie czego chce i to realizuje. Gdyby się zawahał choćby przez chwilę – zostałby przez innych rozjechany. Jak Neo w Matrixie kiedy unikał kul i jak Wołodyjowski szabel pohańców.

Tak sobie to skojarzyłem a propos mojego dzisiejszego ćwiczenia formy. Kiedy byłem pewien tego co chcę zrobić, „widziałem duszą” ruch, który mam wykonać, a umysł nie bujał wokół ostatniego meczu Legii, to ruch był dobry i płynny. Nie mistrzowski, ale taki niczym miś – czyli na miarę moich możliwości. Ale wystarczyło, że pomyślałem o czymkolwiek – nawet o tym jaką poprawkę ostatnio usłyszałem albo o zastosowaniu techniki i d..a.

uliczne Kung Fu

Ja wiem, że się nie da nie myśleć. Bo chociażby o wspomnianych wyżej poprawkach, bo jak inaczej wprowadzić je w życie? Ale przez trening dążymy do tego, żeby wiedzieć – co, kiedy i gdzie powinno się dziać. Z nami i ze światem wokół nas. Trzeba płynąć przez czas, bo jak się zatrzymamy, to świat w miejscu nie stanie. Najpierw w formie, a potem w technikach podwójnych i dalej, aż do mitycznej** walki włącznie.

I to jest KUNG FU.

PS… wczoraj wracaliśmy z kierowcą, który na długiej trasie nie zatrąbił ani razu (!!!)  – nawet Danusia to zauważyła. Czasami odnosiłem wrażenie, że inne samochody jakby się przed nim rozstępowały… wygląda na to, że chyba jednak spotkałem mistrza. 🙂

nowe zdjęcia

taka ulica to rzadkość… środek bazaru, niedziela rano. Bramy wjazdowe zamknięte
uliczne Kung Fu
boczna uliczka, a w tle nasz hotel

* tak, oglądałem reklamy w autobusie, w metrze i w TV

** mitycznie – bo dla mnie to już chyba mit jest

*** fotki są z netu – moje będą później jak połączę się ze swoim aparatem…

2 myśli na temat “Uliczne Kung Fu

  • 08/03/2017 o 10:29
    Permalink

    tak mi się skojarzyło, że mistrzowie kierownicy jadą po 6 w czterech pasach (życie weryfikuje umiejętności), a w KF zwykle uczą tak, że wszyscy po jednym sznurku, równiutko

    Odpowiedz
  • 08/03/2017 o 11:26
    Permalink

    Miałam taką sytuację w Pekinie. Jedziemy rowerami alejką dla rowerów po prawej stronie wraz z całym prądem rowerzystów (wtedy jeszcze było ich sporo). I nagle z naprzeciwka wali na nas banda kilkunastu cyklistów pod prąd. Zgłupiałam i stanęłam gwałtownie, mało przy tym nie spadając na glebę. A Chińczycy … weszli w tryb slalomu i nie zwalniając wcale wszyscy się pięknie powymijali. Mnie też ominęli bezkolizyjnie, choć trochę trwało, nim się ogarnęłam. Wtedy przeżyłam szok. Teraz wiem – to było ULICZNE KUNG FU!
    Świetny artykuł, po prostu kwintesencja. Pozdrawiam i zazdraszczam pobytu w Ch. :-))))))

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: