Blok ekipa

… i nie będą to opowieści o nowych przygodach Spejsona, rysunkowego kibica Legii. Jedyne, co tego dnia łączyło mnie z tym miłośnikiem sportowej odzieży markowych producentów to fakt, że razem z Arkadiuszem wyszliśmy sobie poćwiczyć na trawniczek pod blokiem. I był to blok białostocki.

Tak, byłem w Białymstoku, na zaproszenie Arkadiusza poprowadziłem trening. Żeby jednak nie wstawać wcześnie rano i nie rozpoczynać zajęcia prosto z pociągu, wybrałem się w piątkowy wieczór. Tym razem nie zaplanowaliśmy żadnego spotkania przy piwerku. Zresztą ostatnia próba bardzo źle się dla mnie skończyła (jagiellońskie piwo nie dla warszawiaka), więcej pożytku będzie z treningu niż z picia piwa.

Spejson, jeden z bohaterów blok ekipy

Arkadiusz mieszka w typowy wielkopłytowym bloku z lat osiemdziesiątych. Można sobie jeździć po tej architekturze, ile się chce. Jednak faktem jest, że po pierwsze te bloki teraz często są w lepszym stanie niż dziesięcioletnie budynki stawianie przez zachłannych współczesnych deweloperów. Po drugie niezaprzeczalnym atutem takich osiedli jest przestrzeń pomiędzy budynkami. No jakoś wtedy nie liczono, że z metra kwadratowego terenu trzeba wyciągnąć możliwie dużo dudków. W związku z tym ludzie nie zaglądają sobie w okna i między blokami mają dużo zieleni. Przynajmniej dopóki nie powstawiają tam jakiś współczesnych, pozamykanych plomb. Bo wtedy znów zostaje mieszkańcom siedzenie we własnych czterech ścianach, ewentualnie siedzenie na ławeczce pod klatką.

trawnik pod blokiem

Arkadiusz ma pod blokiem spory trawnik z nielicznymi owocowymi drzewkami — pozostałościami po wszechobecnych tu niegdyś sadach. Stare drzewa może już nie owocują tak jak dawniej, ale jeśli ktoś o nie dba, to wyglądają bardzo ładnie. Szczególnie o zmroku przyjmują trochę nierealne kształty.

za dnia może nie są aż tak tajemnicze, ale w nocy dają radę

Przyznam się, że ja pod swoim blokiem nie ćwiczę. Wolę iść nieco dalej, w stronę Wisły. Też mam bloki w zasięgu wzroku, ale mam tam więcej prywatności. Dlatego początkowo zdziwiłem się nieco, że nie pojechaliśmy na Zwierzyniec lub chociażby pod pałac Branickich, ale było okey. Szczególnie że miałem okazje poćwiczyć formę podwójną. Cóż, Arkadiusz jest moim najbliższym treningowym partnerem tej dziedzinie.

A samo „seminarium”? Fajnie, kameralnie. Mam nadzieję, że z korzyścią dla uczestników, bo wszak to nie moje zadowolenie jest tu najważniejsze.

śmiercionośne pyłki

Tym razem wymyśliliśmy z Arkadiuszem, żeby zrobić zajęcia na zewnątrz, w parku. Wszystko w porządku, fajnie było. Choć ja jak ten durny zapomniałem, że to początek czerwca, więc to alergicznie najgorszy mój czas. Póki ćwiczyliśmy, było dobrze, ale już w pociągu zużyłem całe opakowanie chusteczek, a pani z sąsiedniego fotele przeniosła się z niejasnym wyrazem twarzy. W domu było jeszcze gorzej. Well, jak ktoś jest durny, to potem cierpi. Czerwiec to niestety miesiąc, gdzie jest najwięcej zajęć na powietrzu i jednocześnie przyroda wykazuje największą inwencję, by mnie zabić. Te wszystkie meteoryty, wulkany i dzikie, zmutowane pomidory mordercy już jej nie wystarczają. Zaczyna się kwitnienie.

ćwiczymy

Na dokładkę obaj nie pomyśleliśmy też, że trening zaplanowaliśmy na 1 czerwca. Przez park przetaczała się masa dzieciaków skacząca po okolicznych dmuchanych zamkach. Na dokładkę tego dnia miały się odbyć jakieś wieczorne studenckie imprezy i z sąsiedniego stadionie co jakiś czas dobiegały nas hałas i głośna muzyka. Wieczorem miał się odbyć koncert Krzysia Krawczyka — pewnie instalowali aparaturę podającą tlen… To byłoby coś, jakby Krzysiu wpadł na Yi Jin Jing.

Pomysł na trening zewnętrzny uważam jednak za świetny. Póki pogoda dopisuje, należy je prowadzić. Może trochę bardziej musimy się skupić nad wyborem miejsca.

PS. Jadłem pizzę z kaszanką. Czy ja wiem…

był też dziwny deser
tak, i nie wstydzę się tego… jeszcze jakby wiedzieli komu trzeba kibicować

4 Replies to “Blok ekipa”

  1. Ty się tak nie śmiej z Krawczyka. On jest pewnie bliżej chińskich tradycji i ćwiczy jakiś niezwykle wyuzdany taoistyczny czi kung ;]

  2. Na zdjęciu nr 3 KO wygląda trochę jak Roper (John Saxon) w „Wejściu Smoka”, na chwilę zanim rozgromił armię dłużników samymi kopnięciami. 🙂

    P.S.: Sceny, w których Roper-Saxon jest atakowany zdradziecko przez pyłki traw, o dziwo wycięli z finalnej wersji filmu. 😉

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz