I znów otwarcie sezonu…

Spis treści
  1. potem były formy

Czas leci… żeby użyć przenośni, bo tak naprawdę robi coś innego, niecenzuralnego. Minęła dopiero chwila, a będzie to już drugie na tym blogu, otwarcie pozasalowego sezonu treningowego.

zima-stulecia-warszawa-glowna-1969 sezon treningowy Tai chi
zimy w latach 60’tych

Jak wiadomo – sezony są dwa. Zimowy – ten, gdzie więcej czasu spędzamy na sali i drugi, czyli normalny – kiedy możemy bez wielkich mecyi ćwiczyć na świeżym powietrzu (jeśli w Wawie można używać słowa świeże powietrze). Oczywiście w zimę też zdarza mi się ćwiczyć na dworze (dla Krakusów i Poznaniaków – na polu, dla Ślązaków – na placu), ale sami przyznacie, że o takie okazje trudniej, mimo że zimy ostatnio mamy takie jakieś metroseksualne.

Tak więc w piątek postanowiłem, że to będzie pierwszy zewnętrzny trening tej wiosny. Króciutko było, ot miałem godzinę przed treningiem CJF i kawałek trawnika w parku do własnej dyspozycji.

8ebe373d-251e-4094-86af-aae4d3bb8efe
dłonie w chmurach

Sporą część treningu poświęciłem na ćwiczenie chmur. To wspaniałe ćwiczenie, w którym łatwo wyrobić sobie umiejętność stosowania skrętnej siły. Ponoć potrzeba 10000 powtórzeń, żeby coś z tego sensownego wychodziło. Ostatnio ćwiczę tych chmur coraz więcej, może aż za dużo, bo okazało się, że znów zmodyfikowałem formę i trzeba było ją prostować.

potem były formy

Formę stylu Yang rzadko miałem ostatnio okazję ćwiczyć w całości, bo ona jest wymagająca jeśli chodzi o miejsce. Fajnie było, widzę progres, mniej siły mnie to kosztuje. Trochę szkoda mi było trawnika, bo po każdym obrocie w miękkiej ziemi zostawał niewielki dołek po wyrwanej darni. Może zarząd zieleni miejskiej nie wsadzi mnie do pierdla?

japońskie mundurki szkolne
Japończycy to wiedzą jak powinny wyglądać mundurki

Przy okazji spotkało mnie takie miłe coś. Kiedy ćwiczyłem chmury, alejką nieopodal przemaszerowała kolumna zuchów pod wodzą brodatego zastępowego. Byli zainteresowani gościem, który w środku miasta macha bez sensu rękoma. Usłyszałem podekscytowane słowa „zobacz, zobacz… co on robi?”, zastępowy rzucił okiem i powiedział – „Ćwiczy Tai Chi”. Skubany! Dobry był… po czym poznał? Tylko po tym, że nie za szybko się poruszałem. „Aaaaa” zaszumiała grupa z głowami na wysokości krzaka… i pomaszerowała dalej (niczym żołnierze z piosenki). Na odchodne usłyszałem tylko „A mój brat ćwiczy…” i nie dane mi było usłyszeć, co ćwiczy brat krasnala, gdyż jego słowa utonęły w szumie ul. Myśliwieckiej. Nic to, dobrze że ćwiczy cokolwiek.

Dzieciaki były zainteresowane pozytywnie. W przeciwieństwie do wielkiego włochatego psa, przypominającego nieco źle przycięty chodnik z przedpokoju. Ten widział we mnie zagrożenie, ale na szczęście nie zaatakował. Obszczekał mnie tylko ostrzegawczo…. i pobiegł za przywołującą go właścicielką, nie dziwię się – niejeden by pobiegł…  a ja falowałem pomimo tego ;).

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: