Taiji w windzie

Tu mi się zawsze kultowy cytat przypomina – „No żeby chłop z gołą babą w windzie nie mógł…”

Pewien czas temu poznałem takie ćwiczonko do robienia w windzie. Dobre, bo jeśli – jak zwykle – nie mamy za dużo czasu na trening, to dobra jest każda chwila wykorzystana. A więc tai chi w windzie.

klasyczne drzwi do windy

Wchodzimy do windy, stajemy równo, bez opierania się o ścianę.
Ciężar na punktach „bulgoczących studni”, kolana ugięte i czekamy, aż winda zahamuje, a potem stanie. Musimy poczuć, jak przechodzi przez nas fala związana z hamowaniem. To jest bardzo podobne odczucie do tego sławetnego rozluźnienia w tai chi, które powinno pojawiać się w pchających dłoniach, w formie i wszędzie. Podobne, lecz nie takie same! Ale z podobieństwa warto skorzystać.

Warto nawet spróbować rozróżnić falę, która przechodzi przez nasze ciało w chwili, kiedy winda rozpoczyna zwalnianie i kiedy ostatecznie hamuje. Ale to już drugi level.

Jeżdżę windą minimum dwa razy dziennie, więc to są dwie okazje, żeby poćwiczyć.

Lubię takie ćwiczenia, bo możesz je wykonywać nawet wtedy, kiedy ktoś jedzie obok ciebie i nie masz ochoty na to, żeby patrzyli na ciebie jak na wariata. Nazywam to ćwiczeniami na przystanek (tj. to nie ja tak je nazwałem, ale mój sensei od karate – ja tylko sobie to przywłaszczyłem).

Podobne odczucie, choć nieco trudniej odczuwalne, można ćwiczyć w dowolnym środku lokomocji, kiedy ten rusza bądź hamuje. Jest ich więcej, ale są subtelniejsze, trudniej je wyłapać. Dla mnie w każdym razie. Choć tak po prawdzie, to ja momentalnie usypiam w autobusach i metrze.


1

przyjęcie na osobistego ucznia mistrza Zhai Wei Chuana
Mistrz Anthony Yap
korekty mistrza Zhai Shi Zonga
nauka u mistrza Hong Zi Tiena
pchające ręce z mistrzem Yang Jwing Mingiem

Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.

Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.

Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.

Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.

Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.

Dotychczasowe realizacje:

  • 2017 – Guangzou – Chiny
  • 2018 – Tajwan
  • 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
  • 2024 – Guangfu – Chiny
  • 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
  • 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)

Plany

  • 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)

Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.

Dzięki 🙏


0 komentarzy do “Taiji w windzie”

  1. Rodor się melduje 🙂
    Pamiętam jak na jednych z serii „treningowe pogawędki z nauczycielem” Liu nam radził, żeby jeździć komunikacją „bez trzymanki” i w ten sposób ćwiczyć czucie ciała, balans etc. ;). BTW. TJQ to IMHO rzecz na sredni i krótki dystans, zatem jak najbardziej pasuje do windy 😛

    Odpowiedz
    • To pewnie z tego powodu teraz w tramwajach widzę napisy „pasażer powinien się trzymać poręczy” :). Ta siła w windzie jest dość specyficzna bo o ile hamowanie i przyspieszanie działa na kierunku klatka plecy to winda działa na kierunku góra dół co w środkach masowego rażenie nie występuje.

      Witaj!!!

      Odpowiedz
      • ale za to działają siły we wszystkich innych kierunkach i tutaj doskonale można „odpowiadać” poprzez balans srodkiem ciężkosci :). Jak jest tłok – lipa z takich ćwiczeń, ale można ćwiczyć cos innego ;). Tak, napisy z pewnoscią pojawiły się po tym 😉

        Odpowiedz
  2. A propos Karate po Polsku – zdaje sie, z tego co pamiętam, że główny bohater w koncu pokazał shuto sakotsu-uchi 😀

    Odpowiedz
  3. Ha! Dawno odkryłam, że metro jest idealnym miejscem do ćwiczenia zakorzenienia :-). Najlepiej się ćwiczy między miejscami siedzącymi, gdzie nie ma tłumu, bo ludzie wolą się tłoczyć przy drzwiach… Dla niepoznaki można trzymać przed nosem otwartą książkę :-). Co do windy – cóż, warto by zrobić ranking wind, ktore „trenigowo” hamują :-). Wszystko przed nami. Pozdrówka!

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz