Słów kilka o spotkaniu z przyjacielem…

Spotkałem się ostatnio z przyjacielem. W zasadzie powinienem napisać z Przyjacielem. Krzyśka znam jeszcze ze szkoły i różne rzeczy robiliśmy razem… łaziliśmy po górach – z tym, że to on wlazł na Rysy, a ja nie, ale za to ja w tym czasie leżałem na brzegu Czarnego Stawu i piłem wodę prosto z jeziora. W tym czasie japońska wycieczka robiła mi zdjęcia. Kiedyś w Olsztynie wyciągnął mnie z komisariatu milicji obywatelskiej (tak, tak jeszcze wtedy milicji) lub innym razem wracaliśmy na piechotę z Wejherowa nad morze (ponad 32 km). Nawet graliśmy razem w zespole,  ale mikrofon trzeba było trzymać daleko od Krzyśka, bo za głośno liczył takty.

Creed-stallone spotkanie z przyjacielem
dwóch kumpli

Tyle wspomnień wystarczy, bo nie wszystkie nadają się do opublikowania. Krzysiek jest weteranem ćwiczenia kung fu. Ćwiczył kiedy w Polsce pojawiło się „Wejście Smoka”. Nawet nie bardzo chłopaki wiedzieli jak się nazywa to co ćwiczyli. Do Polski przyjeżdżał wtedy jakiś Jugosłowianin i ogólnie ćwiczyli Kung Fu (zresztą pamiętam, że niektórzy byli pewni że ćwiczą karate). Ja wtedy nie ćwiczyłem… po pierwsze byłem pewien że nie mogę, po drugie byłem pewien że się ośmieszę. Któregoś dnia Krzysiek pokazywał coś w szkole, jakieś ruchy. Pewnie chciał zaszpanować przed laskami. Opowiadał, że to jest sztuka walki dla kobiet (sic!) i że polega na łapaniu kul energii. I to był mój pierwszy kontakt z Taiji.  Przygoda Krzyśka z Kung Fu nie trwała długo.

big_bang_kamehameha
kule energii… ale to nie tak wygląda

Wiele lat później (prawie dwadzieścia), idąc ulicą (dokładnie na skrzyżowaniu Powstańców Śląskich i Górczewskiej) zastanawiałem się co mam robić dalej ze swoim życiem. Idąc tak i dumając trafiłem na plakat – Tai Chi, chińska gimnastyka zdrowotna. I przed oczyma stanął mi Krzysiek młodszy o kilkanaście kilo, łapiący kule oraz kobiety. A że kule i kobiety zawsze mi się dobrze kojarzyły, to już następnego dnia zameldowałem się na sali. I tak już zostało.

Życie szybko zweryfikowało moją wiedzę i wyobrażenia (i nadal to robi). Dość szybko zmieniły się też moje intencje.

Jak to się zaczyna.

Nie ja jeden miałem taki dziwny wstęp do treningów. Znajoma z audycji telewizyjnej zapamiętała tylko słowa „Biały żuraw” i przyszła na trening. Instruktor „Białego Żurawia” przeczołgał ją nieźle zanim przyznała się, że chodziło jej o coś takiego powolnego i ładnego.

I tak, wspominając z przyjacielem stare czasy, wyszło mi na to, że rzadko kiedy na trening przychodzi człowiek ukształtowany. Taki, który wie czego chce i wie dlaczego ćwiczy. Wyobrażenia o ćwiczeniu mamy tak różne od rzeczywistości i nie można się zżymać, że „ludzie nie chcą ćwiczyć”, że interesuje ich „choreografia, a nie zawartość formy”, że nie chcą ćwiczyć sztuki walki tylko coś co sobie wymarzyli. Ale czy to ich wina? Nie do końca. Są oczywiście osoby oporne na wiedzę i sugestie, tacy którzy doskonale wiedzą że ćwiczą dobrze i nie chcą psuć sobie samopoczucia.

Wyobrażenia o Taiji pochodzą z gazet, z filmów, z różnej dziwnej literatury. Rolą prowadzącego jest takie sprzedanie materiału, żeby ci co nie chcą sztuki walki – jej zapragnęli, a ci co uważają, że nie dadzą rady – uwierzyli w siebie. Natomiast rolą starszych braci w sztuce (czyli tych co ćwiczą dłużej) jest dawać przykład, bo inaczej i jedni i drudzy, i nauczyciele i starsi uczniowie obudzą się w swoim małym zamkniętym światku bez możliwości dalszego rozwoju.

I tak to pokrótce wyglądał mój pierwszy kontakt z Taiji… ciekawe jak będzie wyglądał ostatni.

ps. Teraz Krzysiek twierdzi, że kobiety, kule i łapanie się zgadza, ale on sobie nie przypomina żadnej energii.

0 Replies to “Słów kilka o spotkaniu z przyjacielem…”

  1. Jak Jugosłowianin, to pewnie Prosenica, a jak on, to pewnie Wing Tsun – Sztuka Walki dla Kobiet 🙂 Jesteś pewien, że to taiji było 😉 Tak czy siak, cool story, bro.. BTW może gdzieś na japońskiej stronie o zjawiskach paranormalnych, pomiędzy katastrofą w Rosewell a przełęczą Diatlova jest artykuł o pandzie wielkiej u wodopoju w polskich Tatrach. Artykuł opatrzony niewyraźnym zdjęciem 🙂

  2. w tamtych legendarnych czasach energie czerpalo sie w Wejherowie z baltyckiej a po wejsciu smoka w parku na laweczce ze zbozowej ot i cala tajemnica skad czerpac energie
    teraz wybor wiekszy tylko zawartosc jeszcze gorsza

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz