Kraków – dzień pierwszy – spacer

Kraków powitał nas uprzejmie. W przeciwieństwie do Grochowa, nie budził się właśnie z przepicia, była noc. Specjalnie przyjechaliśmy już w czwartek późnym wieczorem (Danusia mi towarzyszy w wyprawie na Mastera). Niestety taka podróż, tyle godzin na siedząco, źle wpływa na moją kość ogonową i przyległości. Kolega nazwał to syndromem „dupy nosorożca”, ja to nazywam SKS*1.

Hostel znaleźliśmy 8 minut od dworca pieszkom, z wyjściem na krakowskie Planty*2. Sypiałem w gorszych (Danusia to już chyba nie), ale wtedy nie było potrzeby grzania, a dziś jest zimno i kaloryfer też zimny. Pokój mamy nieco klaustrofobiczny – wyższy niż szerszy. Ale hostel służy do spania, a jako baza wypadowa do spacerów jest ok.

spacer po Krakowie
krakowski Kazimierz, jak widać po literkach

Dzień pierwszy

…spacerów to dla Danusi trochę hardcore – temperatura dziś odczuwalna około zera. I dlatego wybraliśmy barowy wariant zwiedzania – Rynek, Sukiennice, Czajownia i kultowe zapiekanki na Kazimierzu. Poruszaliśmy się zakosami wszak to teren Wisły Kraków i Cracovi – więc sami wiecie.

spacer po Krakowie
bazarek

Ale życie popsuło nam plany. Czajownia otwarta dopiero o 13, a tam na pół godzinki iść nie ma sensu, więc next time. A zapiekanki – za zimno, momentalnie by wystygły, a poza tym 38 cm bagietki nie robi na mnie wrażenia ;). Mimo chłodu spacerowaliśmy. Dotarliśmy za to na kirkut. Lubię cmentarze, może to zboczenie, ale lubię – szczególnie stare. A ten jest bardzo stary, mimo że nazywa się nowy. I tu niespodzianka – niedawno pisałem o Qi, moim bracie Adasiu i cmentarzach i szukałem zdjęć do ilustracji tekstu. Teraz mam nieodparte wrażenie, że to cmentarz o podobnym charakterze jak ten na poprzednich fotkach.

DSC00466
stare macewy
DSC00444
nie tylko ludzie pochylają się ze starości…

A na obiad wybraliśmy sobie knajpkę „Od zmierzchu do świtu”. Miałem nadzieję na trochę klimatu a’la Tarantino. No może nie o tego gostka z giwerą wyskakującą z rozporka, ale może chociaż jakieś wampirzyce. Ale wampirzyc nie było… był za to żurek, doooobry, taki czosnkowy (pewnie to on przepędził wampirzyce) duży talerz za 6 PLN, dwa olbrzymie naleśniki ze szpinakiem (i dużymi kawałkami czosnku) 8 PLN , a Danusia zjadła mintaja w panierce (ponoć dobry – nic nie wiem o czosnku) też za 8 PLN. Dużo czosnku prawda? Ale ostatecznie to krakowski Kazimierz, to pewnie taka ichnia tradycja.

spacer po Krakowie

DSC00485
KO jak inspiracja dla Charliego Chaplina w „Brzdącu”
DSC00429
my yellow Superwoman

A potem już wybraliśmy się w kierunku sali, ale to już będzie druga opowieść…  Kraków dzień pierwszy – trening


*1 SKS – skrót od Starość k..wa starość

*2 Koleżanka krakuska mówiła mi że planty to taki wybieg dla krakusów

0 Replies to “Kraków – dzień pierwszy – spacer”

  1. KO – jutro koniecznie na spacer załóż szalik Legii (nie mów, ze nie wziąleś?), w końcu jest zimno, w razie kłopotów: dzwoń …… 😉
    Owocnego seminarium!

    1. tiaaa, na pewno nauczyłbym się więcej o sparingu niż przez rok treningów na sali. Kupię Ci szalik Craxy i zobaczę jak chodzisz po Grochowie.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz