Szlakiem wielkiej niedźwiedzicy

Niczym w starej piosence (tak, wiem, większość nie kojarzy), pociągnąłem na zachód. Do miasta Wrocławia. Słowo „pociągnąłem” jest tu jak najbardziej na miejscu, gdyż podróż swą odbywałem właśnie pociągiem. No cóż, nie wszystkie podróże muszą być dalekie. Czasu znów nie było dużo. Tak więc z góry przepraszam każdego, kogo nie powiadomiłem i nie zdążyłem się … Dowiedz się więcej

Kraków – dzień pierwszy – spacer

Kraków powitał nas uprzejmie. W przeciwieństwie do Grochowa, nie budził się właśnie z przepicia, była noc. Specjalnie przyjechaliśmy już w czwartek późnym wieczorem (Danusia mi towarzyszy w wyprawie na Mastera). Niestety taka podróż, tyle godzin na siedząco, źle wpływa na moją kość ogonową i przyległości. Kolega nazwał to syndromem „dupy nosorożca”, ja to nazywam SKS*1. … Dowiedz się więcej