Krakowski spleen

Kraków, to ostatnio stolica smutku, najpierw Wisła spadła z ekstraklasy, a ostatnio… ab initio…

Ojców sukcesu jest mnóstwo, chętnych do dzielenia się porażką – niewielu. Taka właśnie myśl mnie naszła, kiedy obejrzałem sobie pewien film opublikowany ostatnio w Internetach. Na filmie uwieczniono ostatni trening krakowskiego oddziału YMAA (tj. szkoła nadal istnieje – ostatni, jeśli chodzi o salę). Roberta dorwała ekonomia. Z tego co wiem warunki, które otrzymał były z gatunku niespełnianych. Koszmar każdego dzierżawcy. Tyle pracy, tyle serca się pakuje, jak we własny dom, a potem się okazuje, że to psu na budę.

smutne miasto kraków

Kraków

Tak więc krakowska sekcja YMAA musiała opuścić swoją gawrę. A przecież jeszcze mam w pamięci pierwszy trening, który zainaugurował działanie tego ośrodka. Byłem tam i wraz z masą innych gości, cieszyłem się radością podwawelskiej ekipy (HA!!! podwawelska :), jest i sopocka — taka to wędliniarska rodzinka). Pięć lat temu z udziałem Vítora Casqueiro odbyła się inauguracja (zobacz relację), połączona potem z bibą w nieodległej piwnicy. Przy piwie, które właściciel lokalu osobiście raz w tygodniu przywoził ze Zjednoczonego Królestwa. To było ostatnie tak liczne spotkanie YMAAowskiej braci jakie pamiętam. Były plany i radość. Pamiętam, że Robert mówił, że chciałby kiedyś gościć na tej salce mistrza Yang Jwing Minga. No tu trochę przesadził – mistrz potrzebuje znacznie większej sali.

tłumne otwarcie

Przez te pięć lat odwiedziłem tę salę kilkukrotnie, jak jeszcze wacha była tańsza i takie wyjazdy nie wymagały wzięcia kredytu w bocianie. Tam próbowałem zrozumieć cokolwiek z formy podwójnej i pierwszy raz w życiu centrowałem na cegłach.

Na ostatnim treningu było kilka osób. W porównaniu z kilkudziesięcioma na otwarciu – niewiele. Nie wiem, może potem odbyła się jakaś stypa — nie była nagłośniona. No cóż, i tak nie dałbym rady przyjechać.

Te pięć lat to koszmar Korony Kielce. Zamknięcie. Walka o przetrwanie przy zakazie prowadzenia działalności. Potem zaczynanie wszystkiego od nowa. Bardzo wiele osób nie powróciło po koronaprzerwie na treningi. Obecna sytuacja znów dołożyła swoje pięć groszy.

na swoim to już coś

każdy włożył w salę masę energii i czasu – ależ namarnowali białego proszku

To nie powinno być tak, że światem rządzi tylko zysk. Miastu powinno zależeć na funkcjonowaniu takich ośrodków. Na jakiejś różnorodności. Bez tego nasze ulice zaleją banki i gastronomiczne sieciówki. Nikt nie jest w stanie z nimi konkurować, a monokultura jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszła. Potem wszyscy narzekają, że centra miast umierają, bo po zmierzchu nic tam się nie dzieje.

Mam już w tym pewne doświadczenie. Znalazłem ostatnio w Warszawie ładne miejsce. Stolyca to ładne miasto (a Legia to fajny klub), więc to nie dziwne. Zadzwoniłem, a że miałem błogosławieństwo Janka, to tłumaczę odpowiedzialnemu za wynajem facetowi, że Fundacja, że treningi, że to niedochodowe jest i na promocje zdrowia nastawione i szukamy miejsca, gdzie można byłoby gniazdko sobie uwić. I że w tym miejscu fajnie by to wyglądało (a to takie zaje… postfabryczne przestrzenie). On mi na to, że mnie rozumie, że pomysł przedni i mają wolne miejsca, które by pasowały, ale… Ale on jest zobowiązany stosować stawki narzucone przez miasto, a to… – Nie kończ waść, wstydu oszczędź — pojechałem Sienkiewiczem — wiem o jakie kwoty chodzi, to nie na naszą kieszeń… – No niestety — zakończył mój rozmówca — dobraliby nam się do dupy, jakbyśmy cokolwiek wam opuścili.

źli kapitaliści

I tak sale gimnastyczne coraz częściej są puste, ale kogo stać na zapłacenie stawki 230-300 PLN za godzinę? Jaki to ma sens? Jeszcze te urzędasy co roku tę stawkę rocośtam… nie wiem, trudny wyraz. W każdym razie, co roku jest drożej.

wspomnienia z Paryża

Jak sobie przypomnę paryską salkę Pascala Plee, to mnie skręca. Naprawdę w Wawie nie ma na to szans? W Wawie? Ba, w Polsce całej. Teraz cała nadzieja w niewielkiej, trójmiejskiej salce Rafała.

Dobra… nic to — że tak znów pojadę Sienkiewiczem — co nas nie zabije, to wzmocni — poprawię Nietzschem Frederikiem. Tylko czy w końcu nie zabije? Polska, to takie miejsce, gdzie nie zawsze można ćwiczyć po krzakach. Poza tym, jak masz swoje miejsce, to sprzęt można tam jakiś złożyć, powiesić obrazki i nie musieć uciekać, bo za drzwiami tuptają siatkarze.

kto chętny do zapisów na grupę początkującą? Marzenie…

1

Organizuję wyjazd treningowy do Chin (Guangfu 2024).
Jeśli podoba Ci się moja działalność – możesz mi pomóc rozwijać moją pasję! Postaw mi kawę (kliknij obok).
Dziękuję.


I tyle. Jak pojadę następnym razem do Krakowa, odwiedzę tę bramę i zobaczę, co tam zrobili… Jeśli będzie to jakaś osiemdziesiąta piąta knajpa, to nie dostanie ode mnie dobrej oceny w googlu, o zarobku nie wspominając.

5 komentarzy do “Krakowski spleen”

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz