Seminarium Qi Gong
Kula Tai Chi i Biały Żuraw


25.09.2022 Warszawa

Nowa grupa na trening Tai Chi
Warszawa Powiśle


Zapisy na wrzesień

Wakacje z Qi Gongiem

Impreza otwarta dla wszystkich

w każdą środę 10:30-11:30

Krakowski spleen

Kraków, to ostatnio stolica smutku, najpierw Wisła spadła z ekstraklasy, a ostatnio… ab initio…

Ojców sukcesu jest mnóstwo, chętnych do dzielenia się porażką – niewielu. Taka właśnie myśl mnie naszła, kiedy obejrzałem sobie pewien film opublikowany ostatnio w Internetach. Na filmie uwieczniono ostatni trening krakowskiego oddziału YMAA (tj. szkoła nadal istnieje – ostatni, jeśli chodzi o salę). Roberta dorwała ekonomia. Z tego co wiem warunki, które otrzymał były z gatunku niespełnianych. Koszmar każdego dzierżawcy. Tyle pracy, tyle serca się pakuje, jak we własny dom, a potem się okazuje, że to psu na budę.

smutne miasto kraków

Tak więc krakowska sekcja YMAA musiała opuścić swoją gawrę. A przecież jeszcze mam w pamięci pierwszy trening, który zainaugurował działanie tego ośrodka. Byłem tam i wraz z masą innych gości, cieszyłem się radością podwawelskiej ekipy (HA!!! podwawelska :), jest i sopocka — taka to wędliniarska rodzinka). Pięć lat temu z udziałem Vítora Casqueiro odbyła się inauguracja (zobacz relację), połączona potem z bibą w nieodległej piwnicy. Przy piwie, które właściciel lokalu osobiście raz w tygodniu przywoził ze Zjednoczonego Królestwa. To było ostatnie tak liczne spotkanie YMAAowskiej braci jakie pamiętam. Były plany i radość. Pamiętam, że Robert mówił, że chciałby kiedyś gościć na tej salce mistrza Yang Jwing Minga. No tu trochę przesadził – mistrz potrzebuje znacznie większej sali.

tłumne otwarcie

Przez te pięć lat odwiedziłem tę salę kilkukrotnie, jak jeszcze wacha była tańsza i takie wyjazdy nie wymagały wzięcia kredytu w bocianie. Tam próbowałem zrozumieć cokolwiek z formy podwójnej i pierwszy raz w życiu centrowałem na cegłach.

Na ostatnim treningu było kilka osób. W porównaniu z kilkudziesięcioma na otwarciu – niewiele. Nie wiem, może potem odbyła się jakaś stypa — nie była nagłośniona. No cóż, i tak nie dałbym rady przyjechać.

Te pięć lat to koszmar Korony Kielce. Zamknięcie. Walka o przetrwanie przy zakazie prowadzenia działalności. Potem zaczynanie wszystkiego od nowa. Bardzo wiele osób nie powróciło po koronaprzerwie na treningi. Obecna sytuacja znów dołożyła swoje pięć groszy.

każdy włożył w salę masę energii i czasu – ależ namarnowali białego proszku

To nie powinno być tak, że światem rządzi tylko zysk. Miastu powinno zależeć na funkcjonowaniu takich ośrodków. Na jakiejś różnorodności. Bez tego nasze ulice zaleją banki i gastronomiczne sieciówki. Nikt nie jest w stanie z nimi konkurować, a monokultura jeszcze nikomu na zdrowie nie wyszła. Potem wszyscy narzekają, że centra miast umierają, bo po zmierzchu nic tam się nie dzieje.

Mam już w tym pewne doświadczenie. Znalazłem ostatnio w Warszawie ładne miejsce. Stolyca to ładne miasto (a Legia to fajny klub), więc to nie dziwne. Zadzwoniłem, a że miałem błogosławieństwo Janka, to tłumaczę odpowiedzialnemu za wynajem facetowi, że Fundacja, że treningi, że to niedochodowe jest i na promocje zdrowia nastawione i szukamy miejsca, gdzie można byłoby gniazdko sobie uwić. I że w tym miejscu fajnie by to wyglądało (a to takie zaje… postfabryczne przestrzenie). On mi na to, że mnie rozumie, że pomysł przedni i mają wolne miejsca, które by pasowały, ale… Ale on jest zobowiązany stosować stawki narzucone przez miasto, a to… – Nie kończ waść, wstydu oszczędź — pojechałem Sienkiewiczem — wiem o jakie kwoty chodzi, to nie na naszą kieszeń… – No niestety — zakończył mój rozmówca — dobraliby nam się do dupy, jakbyśmy cokolwiek wam opuścili.

źli kapitaliści

I tak sale gimnastyczne coraz częściej są puste, ale kogo stać na zapłacenie stawki 230-300 PLN za godzinę? Jaki to ma sens? Jeszcze te urzędasy co roku tę stawkę rocośtam… nie wiem, trudny wyraz. W każdym razie, co roku jest drożej.

Jak sobie przypomnę paryską salkę Pascala Plee, to mnie skręca. Naprawdę w Wawie nie ma na to szans? W Wawie? Ba, w Polsce całej. Teraz cała nadzieja w niewielkiej, trójmiejskiej salce Rafała.

Dobra… nic to — że tak znów pojadę Sienkiewiczem — co nas nie zabije, to wzmocni — poprawię Nietzschem Frederikiem. Tylko czy w końcu nie zabije? Polska, to takie miejsce, gdzie nie zawsze można ćwiczyć po krzakach. Poza tym, jak masz swoje miejsce, to sprzęt można tam jakiś złożyć, powiesić obrazki i nie musieć uciekać, bo za drzwiami tuptają siatkarze.

kto chętny do zapisów na grupę początkującą? Marzenie…

I tyle. Jak pojadę następnym razem do Krakowa, odwiedzę tę bramę i zobaczę, co tam zrobili… Jeśli będzie to jakaś osiemdziesiąta piąta knajpa, to nie dostanie ode mnie dobrej oceny w googlu, o zarobku nie wspominając.

5 Komentarzy : “Krakowski spleen” Ależ dyskusja!!!

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: