Wiem co jem… ? – Zielona mila

Spis treści
  1. Zielona mila

Tym razem pod hasłem – nie tylko Bakalarska.

Ostatnio, wracając z arbajtu do domu, wstąpiliśmy z Danusią na mały bazarek mieszczący się na Tarchominie. Bazarek niestety umiera. Ceny dość wysokie – wszyscy sprzedawcy mają, mniej więcej, to samo. Większość pawiloników zamknięta. Jeszcze jako tako trzymają się warzywniaki – mają niezły towar, duży wybór choć, jak już wspomniałem, dość drogo (ale i tak taniej niż na Ursynowie).

180px-Okra_(Abelmoschus_esculentus)_cross-section_-_20080613
okra w przekroju
okra kwiaty zielona mila
ładnie to wygląda, takie dyniowate nieco…

Zrobiliśmy krótki obchód szukając ładnych jabłek. I nagle na jednym ze stoisk zobaczyłem znajomy kształt. Okra. I to świeża. Okra to warzywo strączkowe o którym pierwszy raz usłyszałem oglądając film „Zielona mila”. Bohater tegoż obrazu zażyczył sobie mięso z okrą, jako ostatnie danie przed egzekucją. Zrobił to w taki sposób, że od tamtej pory marzyłem, żeby tego spróbować. Okry można spróbować w arabskich knajpach, a mrożoną kupić w ich sklepach (np, na Wspólnej), ale świeżej jeszcze nie widziałem. A tu proszę.

4
kadr z filmu „Zielona mila”

Okra to nie jest polska nazwa tego warzywka, to nazwa pochodząca z języka Bantu i oznacza „damskie paluszki” 🙂 niby trochę podobne – ciekawe czy mają warzywa przypominające inne części kobiecego ciała? Po naszemu to się nazywa piżman jadalny – qrna znów ktoś wymyślił pokręconą nazwę dla czegoś, co można nazwać w sposób prosty.

Co z tego można zrobić? Częścią jadalną są niedojrzałe strączki zawierające mnóstwo białych pestek. Można to jeść na surowo lub udusić z mięsem (jak do gulaszu). Wydziela sporo lepkiej substancji, która wspaniale zagęszcza sosy (dużo lepiej i zdrowiej niż mąka).

Dobre, polecam.

Drugą rzeczą, którą znalazłem w budce, jest sumak. Cóż to jest sumak? To przyprawa pochodząca z jagód drzewa o tej samej nazwie. Sumak w Polsce jest znany, ale uprawiany tylko jako drzewko ozdobne.

9445713_sumak
sumak, piękny zwłaszcza jesienią

Owoce są bardzo kwaśne i po namoczeniu w wodzie dają przyjemny, kwaskowaty napój zwany przez Indian północnoamerykańskich – lemonade. Czerwony proszek o lekko kwaśnym smaku można użyć do mięsa lub do sałatek. Dobrze, że ktoś to produkuje. Tanie to nie jest, jak to nowość, za małą torebeczkę zapłaciłem 5 PLN.

I na koniec, żeby nie było, że odcinek zupełnie bez potraw z Bakalarskiej. We wtorek na bazarku była tylko Danusia (beze mnie!!!), a ja siedziałem w pracy i pracowałem na większe PKB. I nagle dostaję telefon.

„Słuchaj… nie ma tych twoich bułek (baozi – przyp. KO) jest tylko takie coś okrągłego. Pani mówi, że to uszy, ale jakieś inne, w galarecie. Brać ?”

No jak nie brać, jak brać? Musiałem trochę Danusię poprzekonywać, bo ona nieufna w nowości. Ogólnie nie je rzeczy, których nigdy wcześniej nie jadła – pewnie dlatego jest taka szczupła.

Obejrzałem sobie to coś w domu. Coś jakby salceson, nóżki w galarecie. Galarety b. mało i bardzo ścisła. Być może to sprawka dużej ilości świńskich uszu, które są tam napakowane. Oprócz uszu w skład tego „salcesonu” wchodzą grzyby mun i chyba trochę mięsa.

salceson
wietnamski salceson

Początkowo myśleliśmy, że trzeba to jeść z octem – tak jak nasze nóżki w galarecie, ale nie, bez octu było lepsze. Może dlatego, że nie jest takie tłuste i nie trzeba żadnego rozcieńczalnika. Również polecam…

Zielona mila

Na koniec zestawu przeskoczymy sobie na Bałkany. Na Bakalarskiej jest bułgarski barek. W zasadzie jest to jedyne miejsce gdzie piję kawę, bo kawy to ja w ogóle nie piję – nie nauczyłem się, a tam jakoś mi idzie. Ale nie o kawie tu będzie (kawa oczywiście bułgarska), rzecz będzie o jajecznicy, która jest serwowana w tym lokalu.

20150908_123438_696
rzeczona jajecznica…

Dobra skubana jest, z cebulą i pomidorami. W dwóch wersjach: łagodna i ostra (tę ostrą musiałem sobie jeszcze podostrzyć). Z dodatkiem fety i czarnych oliwek oraz posypana obficie zieleniną. Podobno  jest to wersja turecka. Była tak dobra, że zeżarłem całą zanim pomyślałem, żeby ją sfotografować, dlatego musiałem posiłkować się zdjęciami zrobionymi przez jiuzhizi.

Serdecznie wam polecam, ale musicie o nią pytać, bo tamtejszy szef kuchni hołduje dziwnym zwyczajom marketingowym i czasami wydaje się, że nie ma tam nic do jedzenia.

hqdefault

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz