Treningowe „zero waste”

Miałem okazję przejść się ostatnio po podwarszawskim lesie. Takie życie, czasami udaje się połączyć coś służbowego z czymś przyjemnym. I jakieś dziwne myśli mnie wtedy nachodzą, zupełnie nietreningowe na początek. Bo las, owszem, podwarszawski, ale jakoś przez ludzi nie zasiedlony. To jest,  jakoś na głębokość pięćdziesiąt metrów od drogi gdzieniegdzie widać koczowiska miłośników napojów akcyzą oklejanych, ale dalej to już tylko z rzadka grzybiarzy spotykam lub widzę ślady po rowerzystach katujących offroad na ścieżkach. Równie często udaje mi się zobaczyć jakiegoś zwierza. Raz o mało nie wlazłem na łosia młodego, stojącego nieruchomo z miną rycerza Jedi mówiącego: „Mnie tu nie ma… idź dalej swoją drogą”. Tak też uczyniłem, powiedziałem : „Jak tak, to mnie tu też nie ma… idę swoją drogą”. Może ten łoś uprawiał jakieś Zhanzhuangi łosiowe?  Częściej jednak można spotkać żmije wygrzewające się (poranki już mamy rześkie) na starych torach kolejowych.

czyjaś prywatna siłka

I tak zastanawiało mnie, dlaczego ludzie mieszkający te pięćdziesiąt metrów dalej docierają maksymalnie do „Biedry” stojącej nieopodal stacji, a tu, nawet pomimo słyszalnych komunikatów z okolicznego przystanku kolejowego, trochę tak inaczej jest. Tak jak lubię. Ciszej, z takim lekkim poczuciem samotności, wyjątkowości pozwalającej skupić się na sobie.

Tak myśląc, pomyliłem chyba ścieżki. Powinienem zrobić za to z pięćdziesiąt pompeczek (czyli fachowo: ugięcia rąk) lub powtórzeń „padnij-powstań” (bo jak twierdzi mój kolega: „Pompki są dobre dla rekonwalescentów i kobiet w ciąży”), człowiek jednak nie może umysłem tak błądzić. Po to ostatecznie ćwiczę, by być „Tu i Teraz”, a nie gdziekolwiek.

Z drugiej strony może los nade mną czuwał, bo w pewnym momencie zobaczyłem to: Przymocowaną pomiędzy dwoma drzewami rurkę kanalizacyjną. Tak! Ktoś tu sobie zrobił salkę treningową!

Taką prostą, monotematyczną , do podciągania się. I na dokładkę widać, że jej używał, bo pod rurką ziemia była trochę udeptana, a stal świeciła wyślizgana czyimiś dłońmi. Rurka jest zawieszona dość wysoko, więc twórca przybił do drzewa niewielkie kołeczki umożliwiające dosięgnięcie przyrządu.

Powie ktoś, że drzewo pokaleczył – no trochę tak. Ale nic w tym nie ma z niszczenia, wandalizmu. Twórca po prostu lekko nagiął rzeczywistość. Widać na dokładkę, że drzewo nie bardzo się tym przejęło i powoli obrasta rurkę. Za kilka lat ten kawałek metalu stanie się integralną częścią rośliny. Wtedy to nawet ja będę mógł się na tym podciągać.

drzewo powoli integruje się z instalacją

Naprawdę mnie ten widok ucieszył. Okazało się bowiem, że ktoś odrzucił „piękne” (to z przekąsem było) salki treningowe w fitness pro klubach, poszedł sobie do lasu, by tam w ciszy i spokoju móc poćwiczyć. Cieszy mnie też, że nie kupował następnego zestawu do podciągania się, tylko użył starej rurki i jakichś kombinowanych zaczepów. To takie „zero waste”, czyli jeśli możemy dać czemuś drugie życie, to czemu nie.

Lubię tę filozofię, nie do przesady, ale staram się wykorzystywać w innej roli rzeczy zużyte. Tak, niektórzy lubią krzyżówki, a ja kombinuje: „Czy to już śmieć jest, czy da się z tego coś zrobić?”. Stąd mi się wzięły różne pokrowce na broń zrobione ze starych jeansów, bądź cele łucznicze składane z tektury, styropianowych wypełniaczy i streczu, którymi okręca się elektronikę. Ostatnio zrobiłem sobie kołczan z nogawki jeansów. Wygląda jak wyciągnięty ze śmietnika, ale jest mój i jak się komuś nie podoba, to sami wiecie co…

Dobra, dość filozofii i ekologii… Bo mnie google jako terorystę zakwalifikuje, i dokumentnie zablokuje. Przekaz z dnia dzisiejszego jest taki: idźcie i ćwiczcie, i korzystajcie z tego co wokół. Poczucie bycia częścią tego co wokół nas jest bezcenne. Bo las, a nawet miejski park, jest w stanie dać czasami więcej niż profesjonalna sala treningowa. A człowiek samodzielny i potrafiący się adaptować, może dopisać +10 do swojej wartości. Trawersując Napoleona, który w człowieku znającego dwa języki widział wartość dodaną, mogę powiedzieć „Człowiek potrafiący zrobić coś włanymi rękoma wart jest dwóch ludzi”. Choć z drugiej strony społeczeństwem myślącym i samodzielnym trudniej jest zarządzać, ale to nie mój problem.

dzieło rąk moich

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

One thought on “Treningowe „zero waste”

  • 10/10/2021 o 20:16
    Permalink

    Gdy Panda jednorącz na drążku dokazuje, łoś w osłupienie wpada, żmija w słońcu się wykąpowywuje 😉

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: