Łódź powitała nas chłodno…

… bo było minus siedem. To może jeszcze nie mrozy, ale przypomniała mi się pewna historia. Otóż pewien człowiek zaniepokojony informacjami z TV dzwoni do swojego przyjaciela mieszkającego na Syberii:

  • – TY!! podobno u Ciebie jest minus 40 stopni?!
  • – Niemożliwe. Jest nie więcej niż minus 25.
  • – Ale w TV mówili, że minus 40, przecież nie kłamią…
  • – Minus 40 – zastanawia się Sybirak – no chyba, że na zewnątrz, bo w domu to nie…

i faktycznie wewnątrz było cieplej 🙂 o tyle, że sople nie wisiały nam u nosów, było może 13-14 stopni. Sala była, mówiąc kolokwialnie, chłodna. Całe szczęście, że przyjęcie ludzi z Łodzi ciepłe, bo musiałbym sięgać do swojej piersióweczki z brandy.

Ale budynek YMCA – malinka. Wybudowany w 1936 roku wedle wzorców, które w tej chwili nadal wyglądają dość futurystycznie. Prawie 9000 metrów kwadratowych powierzchni, kryty basen, sala gimnastyczna (na tej sali ponoć odbył się pierwszy w Polsce mecz koszykówki), sala kinowa i około setki (!!!) innych pomieszczeń w trzy piętrowym budynku. Wszystko to w takim gąszczu korytarzy, półpięter i schodów, że raz o mało nie wlazłem do damskiej szatni, a Alicja ciągle kierowała się do męskiej. Ale Radek stał na straży, własną piersią strzegł moralności (trzeba by zrobić z nim porządek). Qrcze, proponuję przenieść go do Warszawy (budynek oczywiście, nie Radka, bo ten już w Wawie jest). Wielka szkoda, że nie potrafię fotografować architektury w warunkach miejskich, bo wszystkie moje zdjęcia są fatalne. Ciasno tam. Zobaczcie bardziej profesjonalne fotki z netu.

YMCA_Lodz
budynek YMCA w Łodzi. Remontujcie go, bo inaczej osobiście go rozbiorę i przeniosę na Tarchomin. (więcej fotek tu)

20141129_142518
Proste i funkcjonalne wnętrza…

Tak nie tajciowo jeszcze przez chwilę będzie. Wyobraźcie sobie (piszę do niełodziań, bo oni są pewnie tego świadomi), że ten budynek mieści się niecałe 100 metrów od Piotrkowskiej (to taki spacerniak dla Łodzian) i nie może być tak, żeby tam (na Piotrkowskiej) blichtr, pseudo-marmury, i holi-łódzko-podobne gwiazdy na trotuarze, a 100 metrów dalej odpadające tynki i wyludnione kamienice. Przecież miasto to nie jedna ulica.

Żeby nie było, to nie tylko problem Łodzi. Zobaczcie ulicę Złotą w Wawie. Te nieliczne kamienice ocalałe z przedwojennej Wawy stoją puste, z zamurowanymi oknami i czekają, aż ktoś zrobi z nich pseudomodernistyczne panierowane wydmuszki.

Ale przejdźmy do seminarium

Seminarium część pierwsza

…prowadził je Robert Wąs, a wraz z nim marzło na sali około 30 osób. W większości Łodzianie, ale byliśmy jeszcze my z Wawy (zebrała się nas cała piątka – przy okazji dziękuję Eli za transport), Mariusz z Bełchatowa pojawił się z trójką swoich podopiecznych i Łukasz aka Flanela (qrcze, skąd jest Flanela? Sam mówi, że jako niskopienny góral, nie jest z Krakowa).

DSC_0103
Robert w czasie korekty pchających dłoni

Pierwsza część odbyła się pod hasłem „wielkie krążenie”. Troszkę pechowo, bo przy tej temperaturze, to temat trudny do przerobienia. Bez wdawania się w szczegóły, bo opisy ćwiczeń nie są moją silną stroną. To co mi się podoba w przekazie YMAA, to podejście do nauczania formy Taiji. W zasadzie poprawki dotyczące formy rzadko dotyczą kształtu ruchu. Brak tu poprawek mówiących o torze ruchu ręki czy dokładnym kącie pomiędzy dłonią a wątrobą. Czyli ogólnie nieco inaczej niż w innych szkołach. U nas pracuje się z pewną zasadą. Oczywiście kształt ruchu ma swoje znaczenie, ale wydaje mi się, że raczej drugorzędne (ciekawe czy będę za te słowa pompował?).

Ma to swoje zalety – zarówno ja, z tym moim pożal się Boże stopniem, jak i osoba ćwicząca dwa-trzy miesiące ma wystarczająco dużo materiału, aby móc nad tą zasadą pracować. Różnica polega na tym, że ja uczę się na przykładzie kilku ruchów z początku formy i później muszę ją sam w całej formie zastosować, a początkujący przerabia od razu całość swojej wiedzy. Ma to też swoje wady. Bardzo łatwo jest ograniczyć praktykę do tych kilku ruchów z początku formy wiecznie przerabianych na seminariach.

DSC_0073
na koniec duże krążenie próbowaliśmy połączyć z praktyką formy

Nie krytykuję innych przekazów, wszak dokładność w wykonywaniu form mocn0 jest osadzona w specyfice treningu Kung Fu.  U nas każdą formę (pozycję/ruch) można wykonać na wiele sposobów, ale mechanika ruchu zawsze zostanie ta sama. A właśnie mechanika ruchu jest tym, co stanowi o wartości techniki.

…i część druga…

… po przerwie na sali zagościły już polary i bluzy z kapturami – ja też się zdecydowałem na drugą podkoszulkę. Druga część była poświęcona pchającym dłoniom. Po krótkiej wspólnej części podzieliliśmy się na dwie grupy: jedna uczyła się właśnie rzeczonych podwójnych pchających dłoni, a druga, w tym i ja, zajęliśmy się korygowaniem materiału na wyższe stopnie.

Tai Chi w Łodzi

DSC_0109
pchające dłonie w bardzo krótkim dystansie

To jest właśnie to, co lubię w seminariach poza Warszawą. Jest mniej ludzi i więcej czasu na pracę nad tym czego w szerszej grupie przepracować się nie da. Większość czasu robiliśmy materiał na II stopień. Mogłoby się wydawać, że mam to za sobą, ale to nieprawda. Materiał na dwójkę uważam za bardzo ciekawy, gdyż jest tam bardzo dużo pracy z partnerem, w odróżnieniu od trójki, którą w dużej części da się ćwiczyć samodzielnie.

DSC_0106
…było chłodno…

Dało mi się też przez chwilę poćwiczyć materiał na IV stopień. Przerażająco dużo pracy przede mną.

Dla ludzi z „drugiej strony” sali. Jeśli Wam się wydaje, że to, co robiliście było nudne, a to co my dziergaliśmy było ciekawe, to macie trochę racji. Niestety, to co robicie trzeba przepracować, by móc przejść na „drugą stronę”. Ale jeśli myślicie, że to co robiliście jest trudne, a my się dobrze bawiliśmy, to poczekam, aż przejdziecie na tę drugą stronę i będę się śmiał…. długo i do rozpuku. Do zobaczenia… zatem.

zbiorówka, czyli zgadnijcie gdzie jestem Tai Chi w Łodzi
zbiorówka, czyli zgadnijcie gdzie jestem

0 Replies to “Łódź powitała nas chłodno…”

  1. A propos Złotej, to właśnie mam na tapecie kawałek, ten przy Centralnym (teren między Złotą a Chmielną). Nie chcesz wiedzieć, jak to będzie wyglądało :]

  2. Krzychu żeby sprecyzować „skąd jest Flanela?” powiem tak: ćwiczę z Krakowie, mieszkam 30 km dalej a do gór mam z 90 km – sam widzisz że cieżko odpowiedzieć na wyżej postawione pytanie 🙂 niby bliżej odległością do Krakowa ale sercem zdecydowanie za gókami 🙂
    Ps. Bardzo fajna relacja z seminarium, a za ostatni akapit to masz u mnie browara przy najbliższej okazji, oby obozowej na ten przykład 🙂

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz