Shi Chong Ying – film o Tui Shou

Shi Chong Ying urodził się w 1940 roku w prowincji Henan. Pochodzi z rodziny o tradycjach lekarskich. Od dziecka zajmował się tylko treningiem. W 1958 został mistrzem swojej rodzinnej prowincji w gimnastyce (ale nie wiem, co to do końca oznacza – gimnastyce artystycznej czy sportowej?). W 1962 ukończył ichniejszy AWF na kierunku gimnastyki i rozpoczął pracę na tamtejszym uniwerku.

shiye with 20lb stone balls
mistrz Shi Chong Ying. Qrcze lubię go coraz bardziej. Kule ponoć ważą po 10 kg

Qrcze, z jego życiorysu wynika, że to jedyny człowiek na świecie, który nie zaczął ćwiczyć z powodu ciężkiej choroby i dzięki temu nie wrócił do zdrowia. Wiem, wiem… wyjątek potwierdza regułę. 

A potem ćwiczył, ćwiczył, ćwiczył… najpierw modliszkę.  W wieku 66 lat był już emerytowanym profesorem sztuk walki na Uniwersytecie w Zhengzhou. Po pierwsze: oni mają profesorów od sztuk walk (no chyba, że źle zrozumiałem tłumaczenie), a po drugie:  66 lat i emerytura? Na kogo oni głosują?!

Obecnie (nie wiem czy żyje – zakładam więc, że tak) jest uznanym mistrzem Taiji stylu Yang i Bagua Zhang. Nadal trenuje po trzy godziny dziennie (artykuł był sprzed kilku lat) i jego uczniowie mówią, że jest silny, szybki i ma to coś (takie sztukowalkowe coś).

Tui Shou
prawdopodobnie An… ma wygląd miłego pana

Uczył się u mistrza Wang Jiao Fu z Shandong. Ponoć jego nauczyciel był bardzo surowym człowiekiem. Krążą o nim opowieści, że poprawkę powtarzał tylko trzy razy – nie skumałeś, masz pecha… przepadłbym u niego. Wygląda jednak na to, że Shi Chong Ying był człowiekiem bardzo zdolnym i pracowitym. Kiedy był uczniem Wanga był bardzo biedny (dziwne, bo miał rodziców lekarzy, ale co kraj to obyczaj) ponoć opowiada, że w tamtych czasach żywił się tylko warzywami, zupą i chlebem. Krąży o nim też taka opowieść, że kiedyś jak jechał z kolegami profesorami pociągiem, to nie chciał grać z nimi w karty, a zamknął się w kibelku i ćwiczył całą drogę (pewnie nie miał drobnych na pokerka).

Rozpisałem się… cała ta wiedza pochodzi z jednej strony internetowej, jedynej, którą mogłem zrozumieć. A skąd się wzięło moje zainteresowanie tym gościem? Znalazłem film, który prezentuję poniżej.

Pozwolę sobie napisać trochę komentarza.

0’00” – coś, co ma różne nazwy, czasami są to podwójne pchające dłonie, a czasami Peng Li Ji An. I wersje ruchu też są różne, w zależności od przekazu. Ale cel jest ten sam: nauczyć się przemiany czterech podstawowych sił. Tu w wersji ze swobodną pracą nóg.

Tui Shou

0’20” – przeszli na kontakt równoległy dłoni. Więcej swobody, ale umiejętności z poprzedniego ćwiczenia zostają.

0’50” – pożyczający jin… czyli pożyczająca siła. Kiedyś zacząłem się tego uczyć. Niestety z miernymi skutkami. Pewnie za wcześnie.

0’55” – ooo – coś co lubię. taki pół sparing. Naprawdę wygląda dobrze. Pan młodszy upada bardzo naturalnie (dedykuję osobom lubiącym “skaczących uke”).

1’19” – zabawa z materacem – to wszystko oparte na pożyczającym jin.

1’35” – ups… nie trafił w materac. Musiało boleć…

1’50 – wielkość tego ćwiczenia polega na tym, że im mniejsza siła przeciwnika, tym trudniej ją wykorzystać. Tu “atakujący” nie jest zbyt “agresywny”.

2’40 – trudniejsza wersja… wyeliminowana jedna noga. Trudniej zakorzenić siłę… to widać, bo uczeń leci jakby krócej (albo po prostu przytył w “międzyczasie”).

2’55” – czy ja wiem czy chcę to ćwiczyć?… w każdym razie nie od strony mistrza 😉

3’20” – teraz zupełnie bez wykorzystania siły nóg… 😉 to na wypadek ataku w miejscu ustronnym 😉

3’30” – mam wrażenie, że uczeń ma już dość. Chyba boi się podejść…

3’40” – i znów lekkie swobodne Tui Shou

… i tak już do końca. I co? Nie lepiej iść z nauką w tę stronę?

Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

17 myśli na temat “Shi Chong Ying – film o Tui Shou

    • 28/12/2015 o 21:05
      Permalink

      “Qrcze, z jego życiorysu wynika, że to jedyny człowiek na świecie, który nie zaczął ćwiczyć z powodu ciężkiej choroby i dzięki temu nie wrócił do zdrowia” – 😀 fakt. Ale, ale: ponoć synowie Yang Luchana ćwiczyli bo mieli wyjątkowo okrutnego ojca 😉 – znęcał się nad nimi: nie wiem czy przypadkiem ze zdrowych nie zrobił chorych 😉

      Odpowiedz
      • Krzysztof Operacz
        28/12/2015 o 23:32
        Permalink

        ale on sam przeżył 73 lata i to ponoć w dobrym zdrowiu, jak na tamte czasy była to imponująca długość życia i to zauważ bez ZUS-u i kasy chorych.

        Odpowiedz
        • 29/12/2015 o 08:47
          Permalink

          No przeżył, bo nie chorował ;). Mieszko III Stary dożył kilka setek lat wcześniej około 80 – bez antybiotyków i szczepień – tfu – ochronnych (chociaż wspomagał się polskim miodem pitnym). ZUS, niestety musiał płacić, bo u nas wszyscy płacą ;). jakieś 10 lat temu przeglądałem sobie życiorysy różnych znanych taijiowców i ich średnia długość życia wydawała mi się całkiem, całkiem :). Brak chyba jednak rzetelnych badań w tej materii – ale pozytywny wpływ ruchu na zdrowie – moim zdaniem – jest bezapelacyjny 🙂

          Odpowiedz
          • 29/12/2015 o 09:39
            Permalink

            czyli zus doplaca do naszych treningow? chyba to wbrew celom statutowym by ludzie zdrowi byli dzięki obcym kulturowo wplywom

            Odpowiedz
            • 29/12/2015 o 10:24
              Permalink

              “czyli zus doplaca do naszych treningow?” – a skąd ten wniosek?

              Odpowiedz
              • 29/12/2015 o 10:38
                Permalink

                pytam bo wszyscy wiemy ze zus dba o nas dopóki świadczenia sa nienależne jeszcze, regularnie upomina się a na reszte spuśćmy zaslone milczenia, tai chi tylko powoduje straty wydluzajac nasza zywotnosc zatem jesteśmy niejako kontrewolucjonistami

                Odpowiedz
      • 29/12/2015 o 12:42
        Permalink

        niestety chyba w większości tak cwiczymy dostając iluzje i nadzieje ale to zaczyna już przypominać cos

        Odpowiedz
  • 30/10/2016 o 08:05
    Permalink

    Uruchomiłem film w trybie pełnoekranowym na monitorze 23″ z prędkością 25% i patrzę próbując coś zrozumieć……. W 51 sekundzie mistrz trzyma ręce za plecami, a uczeń będąc w szerokim wykroku z rękami mocno wyciągniętymi do przodu pcha dłońmi klatkę piersiową mistrza, który lekkim ruchem ciała napierającym na te pchające dłonie, odrzuca ciało ucznia daleko do tyłu. Z opisu czytam, że to “pożyczająca siła” tak zadziałała….autor blogu przez wrodzoną delikatność i szacunek dla chińskiego mistrza napisał, że miał trudności w opanowaniu “pożyczającej siły”.

    Odpowiedz
    • Krzysztof Operacz
      06/11/2016 o 23:12
      Permalink

      Kiedy to tak wygląda…. pożyczająca siła czyli jeśli na krótką chwilę przed pchnięciem partnera wykonamy niewielkie pchnięcie uprzedzające to jego siła zmieni wektor. To działa. Tak mnie tego uczono – choć nie jest to proste do opanowania.

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: