Saga o krowach

Dziś będzie o krowach. Wiecie zapewne, że te majestatyczne i pożyteczne zwierzęta są jedynymi na świecie stworzeniami, które nie zmieniają zdania. Bo nawet Danusia, która jest dla mnie ostoją stałości wszelakiej, raz mówi, że jej się jakieś konkretne buty podobają, by za chwilę stwierdzić, że jednak nie pasują do czegoś tam i trzeba je zwrócić. I ot, mamy przykład niezmiennej zmienności natury.

A jeśli chodzi o mnie, to ostatnio przekonałem się, że jednak uparte trzymanie się jakiejś opinii jest bez sensu. A historia wygląda mniej więcej tak.

metodyka treningowa

Dawno temu doszły mnie słuchy, jakoby jedna z instruktorek Tai Chi w Warszawie prowadzi zajęcia w dość dziwnej formule. Otóż pani ta wchodzi na salę, mówi dzień dobry, a następnie zaczyna ćwiczyć formę raz za razem, co czyni przez ok. 90 minut, a potem mówi do widzenia. Strasznie mnie to wtedy bulwersowało. No jak to? I nie tłumaczy? Nie poprawia? Nie błyska wiedzą? No wszak w ten sposób powstają nowe style, bo to jeden nie zauważy, a drugi nadinterpretuje. No koszmar.

gruzińskie krowy. Tam ponoć wznosi się za nie toasty

Ale czas płynął. I po wielu latach wziąłem udział w treningu, w czasie którego pewną sekwencję wykonałem wraz z prowadzącym kilkanaście razy. Wyglądało to tak: krótki wstęp, demonstracja, powtarzanie wiele razy. Na koniec chwilę pogadaliśmy, odpowiedział na pytania, które mi się wykluły w czasie kolejnych powtórek i dopiero wtedy mnie skorygował. Byłem zdziwiony, bo okazało się, że jego poprawki dotykały wtedy naprawdę bardzo subtelnych kwestii.

I tak zaczęła we mnie kiełkować myśl, że może to jednak jest dobra metoda, żeby uczyć się ruchowych podstaw pewnych praktyk.

Kiedy nadarzyła się taka możliwość, przetestowałem ją na żywym organizmie. To były zajęcia dla początkujących, które prowadziłem osobiście: nauka pierwszej części formy dla niewielkiej grupy. Zrobiliśmy tę część formy kilkanaście razy i, qrcze, były efekty. Pod koniec drugiej godziny zajęć mieliśmy już o czym rozmawiać.

zmienić zdanie to nie wstyd

Może więc takie wspólne wykonywanie formy nie jest takie złe? Mniej gadać – więcej ćwiczyć. Zaletami tej metody jest to, że ćwiczący więcej razy powtórzy sekwencje ruchów. To na pewno lepiej, niż ma stać i oglądać jak pięknie ćwiczy prowadzący. Osoba początkująca potrzebuje nauczyć się kawałka formy, bo większość osób myśli, że to jedyna metoda treningu. Jak już jakąś sekwencję zna, to można z nią zacząć pracować.

Przed prowadzącym ta metoda stawia dużo większe wymagania niż większość innych. Nie może on usiąść sobie na na podwyższeniu i kiwać głową z dezaprobatą lub grzebać w necie. Musi przez cały trening ćwiczyć i na dokładkę tak, by wszystko z zewnątrz wyglądało na jasne i proste. Dla mnie bajka – ja lubię ćwiczyć, mógłbym więc tak nauczać (chodźcie więc dziatki ;)).

krowa hipiska

Wadami tego rozwiązania jest to, że uczniowie muszą chcieć, tu nic nie jest podane na tacy. Trzeba patrzeć i analizować: a gdzie on trzyma ręce, a kiedy przeniósł ciężar, na ile i kiedy odkręcił stopę? Nie każdemu się chce rozkminiać takie kwestie. Wolelibyśmy mieć wprost powiedziane, pod nos podsunięte, lubimy jak ktoś wokół nas skacze.

Wadą jest także to, że prowadzący traci kontrolę nad tym co przekazuje. Ale uwaga, mówimy tylko o formie. Forma to zewnętrzny obraz, a na temat tego co się dzieje w środku, na temat metodyki, rozmawiamy przy innych okazjach. I tak ticzer, który nie ma do zaproponowania nic, tylko pustą formę (a czasami nawet kilka lub kilkanaście – jeśli doliczymy sprzęt różnoraki), tą metodą przekaże jeno wydmuszkę i to na dokładkę kaleką. Natomiast ci, którzy potrafią przekazać sposób poruszania się i inne pryncypia w czasie nauki odrębnych ćwiczeń mogą w ten sposób szybko i w miarę dokładnie przekazać też formę.

i mnie to spotkało…

Oczywiście nie wykluczam dawania poprawek, czy tłumaczenia zasad formy. Ciągłe powtarzanie przecież nie może być jedyną metodą nauki. Po prostu teraz uważam, że taka forma praktyki (wsparta innymi metodami) sprawdza się.

częsty widok na spływach kajakowych… młody zawsze mówił, że to morskie krowy

Na szerszą skalę mogę tego doświadczyć teraz. Na zajęciach Tai Chi stylu Hao formę powtarza się wielokrotnie w towarzystwie prowadzącego i nawet osoby, które są na „początku formy” próbują nadążyć za całą 37-mio ruchową sekwencją. Dzięki temu dostają materiał, który kiedyś tam zaowocuje. Ja mam za to możliwość obserwowania prowadzącego – co dostarcza mi bardzo wielu odpowiedzi na pytania: a jak ręce? a jak ciężar? A potem, kiedy powtarzam już samodzielnie pod okiem trenera, słyszę uwagi, które bardzo często tylko precyzują ruch. No, żeby nie było – są i demonstracje, i czasami powtarzanie, ale nie tyle razy…

Czasami daje to bardzo śmieszne efekty. Zobaczcie poniższy filmik, na którym w czasie seminarium wykonujemy całą formę 37-mio ruchową. To stary film, jeszcze wtedy nie znaliśmy całej formy. Wszystko jest w miarę OK, aż do końca trzeciej sekcji, bo na owe czasy tylko tyle umieliśmy. I tu następuje moment, który wygląda tak, jakby ktoś między legionistów wrzucił szalik Lecha. Sami się zorientujecie kiedy to nastąpiło.

PS. ta metoda chyba nie nadaje się do nauki bardziej dynamicznych form niż Tai Chi. Ale kto wie, może kiedyś znów przyjdzie mi z mienić zdanie?

8 Replies to “Saga o krowach”

  1. W pierwszej chwili zrozumiałem, że owa tajemnicza instruktorka zaczyna robić formę.. po czym kończy ją po 90 minutach :]

      1. To Ci jeszcze powiem, że jak zobaczyłem sam tytuł, pomyślałem, że przypomnisz anegdotę zasłyszaną od YJM o chłopcu i cielęciu, z którym biegał taszcząc na karku –> jak urośnie, nie potrzebne już nikomu żadne taiji, sześć energii i takie tam :] Tylko czasem tytułu nie zmieniaj 😉

  2. wiesz jak zastosowac w treningu ctrl c i ctrl v? bylbym wdzieczny i rzesze innych nasladowcow rowniez jak przypuszczam

  3. Jako ciągła poszukiwaczka dobrych nauczycieli ta metoda jest niestety jedyną na jaką natrafiam. Taki mój urok. Przez wiele lat ćwiczeń po kroczku jestem w stanie stwierdzić, że ma ona więcej wad niż zalet i nie nadaje się kompletnie dla całkowitych świeżaków w temacie. Jak ktoś coś umie to mu troszkę łatwiej, ale tylko troszkę. Dodam 2 wady do tych wymienionych przez Ciebie (które mi teraz przyszły na myśl): 1. Często nie widać co instruktor robi bo zasłania ciałem ręce (a patrzeć na ręce czy na nogi to inna sprawa), albo ktoś go zasłania, więc się trzeba oglądać na innych, którzy nie koniecznie robią dobrze, a może są troszkę spóźnieni, więc staramy się nadgonić; łatwo się wtedy zgubić i zamotać co gdzie kiedy. 2. Problem z zapamiętaniem całości. Wracamy do domu i… lipa bo początek to jeszcze, ale potem było machnięcie w lewo czy w prawo? Prawą ręką czy lewą nogą? Więc nie powtarzamy bo nas szlag trafia i więcej spędzamy czasu nad rozmyślaniem niż faktycznym ćwiczeniem. Uważam tez, że dla początkujących lepiej gdy wykonują „dobrze” to co umieją, nawet jeżeli kawałek, który znają trwa 30 sekund zawsze mogą go powtórzyć z dziesięć razy, ale za to płynnie (mogą dodać oddech i takie tam), niż w trybie „szarpanym” całość.
    Z zalet to wymienię tylko, że to jest duże ułatwienie dla instruktora bo nie musi się przejmować nowym narybkiem i rozdzielać na grupy, tylko całość dla wszystkich. No ale to zaleta tylko dla jednej strony.

    1. Ad 1. Nikt Ci nie zabrania przemieszczać się po sali. Tak, by raz widzieć ticzera z jednej raz z drugiej strony. Lub wręcz się zatrzymać by dokładnie się przyjrzeć. Z tego powodu też w większych grupach ustawia się tak zwanych prowadzących na rogach grupy. Tak żeby jak się nie odwrócisz zawsze widzieć kogoś kto umie więcej od Ciebie. Faktycznie na początku wygląda to koszmarnie (co widać na zamieszczonym filmie). Prawdopodobnie widać moment kiedy nie wiemy co mamy robić. Mylimy ręce, kierunki i tak dalej.

      Ad 2 To nie musi nauczyć całej formy za jednym posiedzeniem. Choć w przypadku testu który wykonałem efekt był pozytywny, Na następnym treningu skupiliśmy się na szczegółach. Było łatwiej.

      Chyba nie napisałem że ta metoda nadaje się tylko i wyłącznie do nauki początkujących oraz tylko i wyłącznie zewnętrznego obrazu formy. To jest takie dawanie ćwiczącemu narzędzia. Nasz tu formę i pracuj.

      Akurat grupy mieszane jest dobre… ludzie widzą lepszych od siebie i biorą z nich przykład, a nie kotłują się we własnym sosie. Szczególnie jest to ważnie jeśli uczysz czegoś więcej niż formy. Wtedy osoba bardziej zaawansowana jest znakomitym źródłem wiedzy.

      Aktualnie uczęszczam regularnie na zajęcia dla początkujących i naprawdę bardzo dużo na nich korzystam. Bo ja po prostu tępy jestem. Muszę usłyszeć 5 razy żeby dotarło…

      Jednak i jedna i druga metoda po pewnym czasie przestaje wystarczać… Bez samodzielnej pracy i bezpośrednim (osobistym) kontakcie z nauczycielem – wszystko o kant d…y

  4. ruch da sie latwo odtworzyc z netu ale jego znaczenia i glebi nic a nic i tak jak u dentysty wytlumaczyc jaki to bol? cholerny dlatego tu jestem. podobnie tlumacza tajczownicy wiesz no ten tego i nadal zachowujemy sie jak malpa w wannie krecac roznymi pokretlami uruchamiajac raz lodowaty prysznic a innym razem wrzatek

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz