Przestrzeni !!!

Niby jest lato, niby upały ok 30 stopni, a tu nad Bugiem czasami wieczorem pada. No nie żeby lało, choć ostatnio to nawet połamało kilka gałęzi i naderwało jakiś stary dach. W takie dni nie chodzę nad rzekę. Ćwiczę sobie w miejscu naszego nocowania. Mamy do dyspozycji duży drewniany dom. W zeszłym tygodniu z lenistwa to nawet nie chciało mi się wyjść na zewnątrz.

przestrzeń niebieska
przy takiej przestrzeni medytacja dałaby lepszego kopa niż kilo amfetaminy

A co tam… – pomyślałem poćwiczę w pokoju, nie pierwszy raz. Pokój mam malusieńki, w sam raz żeby stanęło tam biureczko i dwa małe łóżka. Taki standard agroturystyczny.

Zacząłem od Zhang Zhuangu. Moje zainteresowanie tą praktyką przechodzi ostatnio renesans. I tak stoję sobie i ciągle mi coś przeszkadza. Ciągle czuję na sobie jakiś ciężar. Niby stanie nie wymaga wiele przestrzeni, ot tyle żeby mieć gdzie głowę wyciągnąć. Dopiero po chwili doszło do mnie, że to przytłaczają mnie ściany. Obróciłem się w stronę okna… lepiej. Ale najlepiej było kiedy zamknąłem oczy i zacząłem „odczuwać” przestrzeń przed sobą.

Potem w planie miałem Yunzhan Ba Fa. Nie ważne co to jest. Kto wie, ten wie – wszelkie opisy mijają się z celem. KOSZMAR. Całe szczęście, że oprócz nas dwóch w całym domu nie ma więcej ludzi, mam zatem do dyspozycji olbrzymią jadalnie. Grzecznie więc wciągnąłem koszulkę i podreptałem na parter. Tam dopiero poczułem jakąś radość z ćwiczenia. Przy okazji odkryłem na firankach pagody i charakterystycznych chińskich rybaków. W jadalni od biedy da się zrobić trzecią część formy i to w dość niskich pozycjach.

Kończący IJJ i wystarczyło.

Następnego dnia zaraz po kolacji wyrwałem nad rzekę. Tam żadnych problemów – w czasie Zhan Zhuangu wręcz czułem siłę płynącej przede mną rzeki. A pchnięcia w YBF nie kończyły się metr-półtora przed twarzą ale docierały dużo dalej.

Wiem, że niedawno pisałem o tym, jak ćwiczyłem w hotelowym pokoju (W czasie deszczu dzieci się nudzą) i nie marudziłem. Ale porównajcie co ćwiczyłem wtedy, a co teraz. Nawet walkę z cieniem można zrobić w budce telefonicznej (jeśli pamiętacie jak wygląda budka telefoniczna) ale nie każdy trening się do tego nadaje.

Przestrzeń to rzecz ważna – należy z niej korzystać, ile razy mamy tylko okazję. To ważne szczególnie dla nas mieszczuchów ograniczonych ze wszystkich stron murami. Nie można ćwiczyć tylko na sali albo odwracając się twarzą do ściany by tylko się odizolować. Przestrzeń daje nam spokój i miejsce na o byśmy rozwijali się w nieskończoność.

widok z mostu przestrzeń w tai chi
widok z mojej prywatnej sali treningowej (siódme piętro – widok na most północny)

W tym tygodniu wyraźnie zrozumiałem dlaczego mistrzowie „chadzali w góry” by ćwiczyć, dlaczego Indianie oddalali się na pustkowia by doznawać wizji. Jednym z powodów było odosobnienie, a drugim właśnie rzeczona przestrzeń wokół nich.

przestrzeń w tai chi

Tak więc korzystając z wakacji – obróćcie się twarzą w kierunku doliny, morza czy jeziora. Spójrzcie na daleki brzeg rzeki i  poszukajcie w sobie tego, spokoju i siły która drzemie wokół nas. Skorzystajcie z tego, że na górskim szlaku oddech mimo zmęczenia potrafi być dłuższy. Że rytm morza potrafi uwolnić i wyrównać każdy ruch (przy okazji pozdrawiam pewną dziewczynę sprzed ponad ćwierć wieku, spotkaną w Jastarni).

Co? Myślicie, że mnie pogrzało na starość? Może. Ja jednak czuję, że ta siła jest tuż przede mną, na wyciągnięcie ręki – tylko jeszcze nie umiem jej wyciągnąć.

0 Replies to “Przestrzeni !!!”

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz