Portret…

Portret, już drugi. Jestem chyba rozchwytywany jako model. Może powinienem popracować trochę nad muskulaturą? Jakby ktoś chciał, może stworzyć nową wersję dyskobola, albo coś? Przypomnę. Kilka lat temu Alicja, córka sami wiecie kogo, namalowała kilka karykatur naszej małej grupki ćwiczącej Chuo Jiao Fanzi. Załapałem się na jeden rysunek i choć posiadam tylko elektroniczną wersję tamtego dzieła, dumny jestem niczym paw. Wyszedłem na rysunku „jak żywy”.

ja oczami Alicji

A obecnie. To historia trochę długa. Zacznę więc od początku.

Michał Makara, to mój bardzo dobry znajomy, jeszcze z czasów treningów w warszawskim oddziale YMAA, ale było to baaardzo dawno temu. Michał przyjeżdżał wtedy do Warszawy z Lublina. Przez jakiś czas korzystając z tego, że Marek z Lublina przyjeżdżał na piątkowe treningi i ćwiczył razem z nami. Potem na jakiś czas straciłem z nim kontakt — Michał zajął się treningiem Siedmiogwiezdnej Modliszki (na forach określanej akronimem 7*M. Byłem wtedy człowiekiem do imentu zasadniczym i za nic nie mogłem tej jego decyzji zrozumieć. Na szczęście w życiu wszystko się zmienia. Obecnie mało tego, że rozumiem jego wybory, to jeszcze mocno im kibicuję.

Po latach spotkałem Michała na Polu Mokotowskim. Po pierwsze okazało się, że ćwiczy fajne rzeczy w fajnych miejscach, a po drugie — zawodowo zajmuje się chińskim malarstwem. Dostałem nawet wtedy od niego fajny mały obrazek, przedstawiający mnicha rozpalającego ogień.

chwila przekazania dzieła

Niedawno Michał wystawił na sprzedaż kilka swoich prac, a wśród nich wspaniałą pandę. Zwierzę przemówiło do mnie nieomal ludzkim głosem. Mało tego… dostałem nawet kilka informacji od znajomych, którzy wręcz mówili: „TY, zobacz!!! To jest coś dla ciebie”. I nawet Danusia potwierdziła, że jest to coś pasujące do naszego domu. Jest takie przysłowie, które mówi, że gdy wszyscy zapewniają Cię, że pada deszcz, to trzeba przynajmniej spojrzeć w niebo. I tak dogadałem się z Michałem – panda miała być moja.

I cóż się okazało? Nie ma! Zniknęła… Zapadła się pod ziemię. Akcja niczym w filmie: „Poszukiwany, Poszukiwana”. Było podejrzenie, że oddaliła się na chwilę w poszukiwaniu młodego bambusa, ale nie wracała. Michał proponował mi inną, ale nie, to musiała być TA. Nie zmienia się czegoś tak łatwo. W grę nie wchodziło też namalowanie nowej, gdyż nie byłaby ona już tak spontaniczna, naturalna. Czekaliśmy. I tak, gdy już trochę straciliśmy nadzieję i oboje z Danusią ze smutkiem wpatrywaliśmy się w miejsce na ścianie, które przeznaczyliśmy dla tego nieoczywistego zwierzaka, pojawiła się TA WIEŚĆ. Odnalazła się! I to gdzie? W Amsterdamie, tej mekce miłośników różnorakiej zieleniny. Jeszcze kilka dni i via Lublin panda dotarła pod moje drzwi. Marcin, któremu przesłałem już fotografię obrazu, nadał mu tytuł: „KO spożywający śniadanie” (co prawda padły inne słowa, ale właścicielowi dzieła sztuki nie wypada ich używać).

panda w całej okazałości
i w zbliżeniu

Cóż, jako właściciel dzieła sztuki czuję się teraz taki bardziej ukulturalniony. Nawet przestałem dzwonić łyżeczką przy mieszaniu herbaty. Panda na żywo jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciu. Stoi teraz obok mojego biurka i co chwilę odciąga moją uwagę od pisania tego tekstu. Jest taka akuratna – nic nie trzeba w niej zmieniać. Wiem, że będzie moją muzą jeszcze długie, długie lata. Co prawda, wszystkie żywe pandy na całym świecie są własnością Chin i choć moja jest nieomal jak żywa, to ChRL musi się obejść smakiem.

Tak, ok. Ten tekst zawiera lokowanie produktu. Bo jeśli ktoś szuka jakiegoś niebanalnego i niepowtarzalnego przedmiotu dla siebie (lub na prezent), to może go znaleźć w twórczości Michała. I nie piszę tego dlatego, że mam z nim jakąś umowę, tylko dlatego, że tak uważam. Poniżej znajdziecie link na fejsbukową galerię artysty.

Galeria Miachała Makary

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

2 komentarze do “Portret…

  • 03/08/2021 o 07:08
    Permalink

    Ta panda trzyma galązki podobne do mojego imbiru

    Odpowiedz
    • 03/08/2021 o 07:12
      Permalink

      A tak, faktycznie. Imbir ma podobne listki jak bambus.

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: