Kiedy dziesięć miesięcy temu rozkręcało się to całe szaleństwo, to mnie akurat posypały się tak zwane „buty na salę”. Zakupiłem więc nowe. A piszę o tym dlatego, że dopiero w ostatni poniedziałek zerwałem z nich metki… I to nie dlatego, że planowałem je trochę poużywać i oddać. Po prostu to była chyba pierwsza od godziny zero okazja do ćwiczeń na sali. Sala działała już wcześniej, ale będąc w ciągłych rozjazdach, nie miałem okazji się na niej pokazać.
Jednak nie ja jestem tytułowym królem. Andrzej Kalisz, korzystając przerwy w działalności, pokusił się o mały lifting sali Akademii Yi Quan. Zniknęło trochę starych zdjęć, kolor ścian zyskał nową głębię i jeszcze kilka innych rzeczy, w gruncie niemających wielkiego wpływu na trening. No, może poza pojawieniem się niewielkiego bułgarskiego worka treningowego w zimowym maskowaniu.

baranek na ścianie
Chyba najważniejsze jest to, że ów słynny tynk typu „baranek” — legendarna tarka będąca postrachem wszystkich tych, którzy choć raz na niej wylądowali – został przykryty gumową wykładziną. Tylko w strategicznych miejscach, ale zawsze to coś. Plus pięć do BHP… A że wykładzina zmywalna, to w razie czego łatwiej się będzie pozbyć śladów krwi.



A trening? Remont nie przysporzył mi umiejętności. Szczególnie że Andrzej obecnie szlifuje z chłopakami długą sekwencję, a ja raczej na delegacjach ćwiczyłem tę krótką. No cóż, do zwykłego rytmu to mi jeszcze daleko. Ale nic to…
1





Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.
Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.
Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.
Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.
Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.
Dotychczasowe realizacje:
- 2017 – Guangzou – Chiny
- 2018 – Tajwan
- 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
- 2024 – Guangfu – Chiny
- 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
- 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)
Plany
- 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)
Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.
Dzięki 🙏





Gustowny knarkowy kolor :-)….fajny klimacik salki, ale zamiast landszafciku chyba lepsze byłyby zdjęcia z pobytów w Chinach…kto jak kto, ale pan Andrzej trochę się nawyjeżdzał 🙂 i jakieś fajne zdjęcia na ściankę mógłby wrzucić (no chyba, że są, ale nie widać ich na fotkach, które pokazałeś)….pozdr 🙂
Tych zdjęć jest multum – Wisiały przez dłuższy czas na ścianach, za mojej kadencji były najpierw zdjęcia jedzenie (to tam się dowiedziałem o pomidorach w cukrze) a potem były fotki z pewnego chińskiego parku. Uwielbiałem to zdjęcie z księżycową bramą prowadzącą do… właściwie, to każdy mógł sobie wyobrazić gdzie. Mnie ona prowadziła w najróżniejsze miejsca.
Teraz landszafcik. Dla mnie ważne bym w 2021 miał więcej czasu żeby się tam pojawiać… nawet jeśli na ścianach miałaby wisieć plakaty z Madonną (te z lat 80).