Ludowe praktyki treningowe

Ostatnio miałem okazję dotrzeć na Pragę nieco wcześniej niż zwykle. Nie musiałem więc gnać na zajęcia w Akademii. Postanowiłem spędzić ten czas w parku Skaryszewskim. Miałem dodatkową bitą godzinę przed treningiem, którą postanowiłem spędzić, dla urozmaicenia, na treningu.

Usadowiłem się nieopodal boiska, na którym dzielnie trenują piłkarze warszawskiego Drukarza. Miło było popatrzeć jak rośnie zaplecze Legii – może któryś z tych chłopaków kiedyś będzie strzelał bramki na Łazienkowskiej? Oczywiście do bramki przyjezdnych. Może po latach któryś stwierdzi: “Raz na treningu widziałem takiego powoli poruszającego się mężczyznę. On mnie natchnął do cięższej pracy”? Byłoby miło ;), ale nie będę się specjalnie łudził.

Na razie miałem okazję poobserwować jak trener gania chłopaków, próbując wywołać w nich nieco więcej agresji. “Za cicho jest!!! Za cicho!!! – co chwila upominał swoją gromadkę. – Jak będzie tak cicho, to będziecie dodatkowo ganiali sprinty wokół boiska”. Piłka nożna to taka dyscyplina, gdzie trzeba non stop utrzymywać wysoki poziom agresji. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby zachować przy tym zimną głowę, ale nie oszukujmy się, to gra dla niegrzecznych chłopców.

przyszłość narodu? 🙂

Inną grupą ćwiczących byli bywalcy okolicznego Getto Workoutu, czyli “ruskiego gymu”. Zrobiło się już na tyle ciepło, że chłopaki obudzili się z hibernacji i zaczęli ćwiczyć. Jeden w drugiego to chłopy duże, małomówne i zakapturzone. Taka moda. Nie wiedziałem jednak, że taki trening siłowy to rzecz na wskroś medytacyjna. Chłopaki wykonują szybko serię ćwiczeń: podciągania, scyzoryków lub choćby pompeczek, a potem na dłuższą chwilę zamierają wpatrzeni w boisko. Naprawdę nawet nie drgną!!! Taki Zhan Zhuang, tylko że pewnie nawet nie wiedzą, że coś takiego istnieje.

Park Skaryszewski

Tradycyjnie, zamiast rozgrzewki, pomachałem trochę biczykiem, a kiedy już przerobiłem założony materiał, wróciłem do Tai Chi. Czasu akurat starczyło na dwie długie formy. Nienawidzę ćwiczyć w jeansach, sztywne są jak nieboszczyk na stypie.

To, co najbardziej przyciągnęło moją uwagę, to grupka zazwyczaj okupująca kilka parkowych ławeczek. Miejscowe chłopaki, swojski klimat, opary e-fajek (że niby zdrowiej) i krótkie, warczące słownictwo. Co jakiś czas dwóch z nich stawało naprzeciwko siebie i zabawiali się w “kto pierwszy”.

ekipa spod bloku. Miłośnicy markowej odzieży sportowej.

W zabawie tej jeden z uczestników ustawia się bokiem do drugiego zawodnika. Ten z całej siły uderza pięścią w odsłonięte ramię partnera. Po chwili następuje zamiana ról. Gra kończy się w chwili, kiedy jeden z grających poprosi o zakończenie (ale to dyshonor) lub po prostu ucieknie barkiem przed uderzeniem. Zwycięzca uzyskuje akceptację kumpli i uznanie samiczek. Prosta gra wyrabiająca technikę i odporność na uderzenia. Tak bez wzajemnej nienawiści.

Pamiętam tę grę z młodości i pamiętam też jednego z moich kolegów, którego uderzenie wyłączało każdego od pierwszego razu. Qrczę, jak on miał to opanowane, wiedział jak i gdzie. Bolaaaaało!!!

A ja cóż? Po tym nadprogramowym wysiłku powędrowałem do Akademii. Na pierwszym treningu było ok. Było jakoś luźniej, spokojniej. Taka sześćdziesięciominutowa rozgrzewka jest naprawdę spoko. Przynajmniej na początku, bo potem już nie było tak słodko. W połowie drugiego treningu zaczęła się pojawiać sztywność pleców. Cóż, trzeba wiedzieć, kiedy trening przestaje przynosić maksimum efektu.

Teoria mówi, że efektywność treningu rośnie powoli, by potem utrzymywać się na wyrównanym poziomie i na koniec spaść na twarz niczym reprezentacja Polski w rankingu UEFA.

Jak to śpiewa pewien podstarzały rockman: “Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…”. Szkoda, że sam siebie nie słyszy…

jw.
Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

2 thoughts on “Ludowe praktyki treningowe

  • 09/03/2019 o 18:28
    Permalink

    Kilka spraw:
    1. Słyszałem, że na Drukarzu sekcja piłki traktuje po macoszemu sekcję łuczniczą
    1[a] Może lepiej, że uczy ich agresji, a nie szczypania przeciwnika w murku
    2. Trzeba było spytać ławkowców, czy 15 lat temu nie trenowali rzutu kostką brukową na 30m
    2[a] KO któregoś razu za młodu zrobił jednak unik i odkrył potęgę Tai Chi – tamci myśleli, że przegrał, a KO wygrał
    3. Nie cierpię Markowskiego
    🙂

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: