KO vs ateiści

No to debiut na forum nauki polskiej mam już za sobą. Odetchnąłem. Nauka polska pewnie też. Bo to stresujące jest. Zupełnie co innego jest gadać na lajfach różnych w gronie bliskich znajomych, a co innego takie poważne wystąpienie.

Jakoś to przeszło – jest materiał do przemyśleń i poprawek na przyszłość. Jeśli tylko polska nauka będzie miała ochotę na drugą rundę? Jak zwykle zawiodła mnie technika. Tak szczerze, to nie tak, że ona nie zadziałała. Tylko ja nie przewidziałem skutków jej funkcjonowania. Druga rzecz, która mnie zawiodła, to moje notatki. Dwie godziny przygotowywałem się do wystąpienia, zrobiłem sobie kilka fiszek z tematyką, którą chciałem poruszyć. I co? Ano nic? Nie skorzystałem… poszło z głowy.

Jeśli ktoś chciałby obejrzeć, to zapraszam (TU MOŻNA ZOBACZYĆ). Moje trzydzieści minut znajdziecie na początku, a na końcu zapraszam na wystąpienie Żwirka. Mój przyjaciel podjął się trudnego tematu: “Czy można ćwiczyć Tai Chi bez wiary w energię Qi?”. O ile odpowiedź na to pytanie jest prosta: owszem, można – bez wiary, bez spodni i bez wielu różnych rzeczy, jak najbardziej tak. Myślałem jednak, że padnie odpowiedź na inne pytanie: “Tylko po co?”. Ale my, we dwóch, sobie jeszcze o tym porozmawiamy…

obrazek zupełnie bez związku…

Ledwo skończyłem się produkować na kongresie, a już dostałem SMS: “Skończyłeś się mizdrzyć? Dawaj do Skaryszaka”. To Rodor, ponoć oglądał, ale chciał zadbać, by moje ego nie urosło niczym ciasto na baozi i wywołał mnie na trening. Przeniosłem się więc do Skaryszaka szybciej niż Scotty w “Star Trek”. I bardzo dobrze. Załapałem się na zorganizowany zupełnie ad hoc i przypadkiem trening Tai Chi Hao. Efekt – dwie ważne poprawki + odkrycie: “Skąd w formie Cheng Man Chinga pojawił się kogut chodzący do tyłu?”. Bo on mi sprawiał pewien problem (ten kogut, nie Chen Man Ching). Wszystkie koguty, niczym T-34 na ruskich blachach, prą do przodu, a ten do tyłu. I teraz odkryłem, że ten dziwny kogut zawsze w tych formach był, tylko że na poziomie intencji. Mistrz Cheng po prostu zmienił proporcję. To ważne odkrycie (dla mnie). Jeszcze jakby się udało zrozumieć, na czym polega wspólna idea tych wszystkich “Pięknych dam”, “Czółenek” czy “Tkaczek”? Byłbym kontent. Chociaż… pewnie wtedy by się okazało, że to niezrozumienie leży gdzie indziej. Pełne zrozumienie formy, niczym Arkadia, leży za górami ciężkiej pracy.

nie znam ani ludzi, ani miejsca, ani nic

Drugą część treningu mieliśmy spędzić na szermierce krótkim kijem. Ale przyznam się, że trochę to przegadaliśmy. Było o kijkach i ich zastosowaniu w treningu Tai Chi i zapasach, i o Qi oczywiście. Rodor był trochę zdziwiony, że i ja nie jestem zupełnie zielony w ćwiczeniach z kijkiem. A znam je i praktykuję. Kijek w treningu Tai Chi podobał mi się od dawna, ale z przyjemnością przygarnę jakieś nowe ćwiczonka. Szczególnie, że Rodor swoje stosuje z takim zapaśniczym backgroundem, a moje to raczej do rozciągania i siłki się ograniczają. Po tym wszystkim, dla porządku, pookładaliśmy się trochę laskami i tu znów mnie olśniło. Bo okazało się, że te ćwiczenia mają coś wspólnego z treningiem kombinacji w boksie. I to nie tylko to, że ćwiczymy ułożony schemat ruchów. Drugi wniosek jest taki – muszę skołować jakiś stary czołgowy hełmofon. Rodor bowiem, zupełnie jak Żwirek, jest ateistą jeśli chodzi o Qi. I czasami, pewnie bezwiednie, chce mnie tym kijem zatłuc. 😉

to stara fotka, tym razem nie dokumentowałem

Przy tej okazji okazało się, że w pokrowcu, w którym miałem kij, znalazły się też trzy długie aluminiowe strzały do łuku. Spróbowałem więc rzeczy, na którą zawsze miałem ochotę. Rzucanie strzałami. Dało się. Może nie tak pięknie, jak to na chińskich filmach widać, ale można. Skuteczności w tym nie widzę żadnej. Bo choć udawało mi się z 2-3 metrów wbijać strzałę w spróchniały pień, to ledwo na max. 3 cm – więc pewnie byle T-shirt by taki pocisk powstrzymał. Ale treningowo to było odkrycie dnia numer trzy. Taki rzut naprawdę wymaga dużej dynamiki. Można dzięki temu poćwiczyć ciało, a i mieć fajną zabawę. Dobre jest także to, że mamy jakiś wyznacznik swojego treningu, swoisty tester. Nie wbija się – bardzo źle, wbija się – jest dobrze, wbija się głębiej – jeszcze lepiej. A już najlepiej, jak się wbija i to na dokładkę tam gdzie chcemy.

Trzy odkrycia jednego dnia, to jak na jednego małego misia za dużo. Ale znalazłem tego dnia w Skaryszaku coś jeszcze. A było to tak. Wracam już do domu i twardo maszeruję w stronę pięćset dziewiątki.  W parku tłumy ludzi spragnionych widoku innych twarzy. Już prawie na przystanku, tego naprzeciwko “narodowego”, zobaczyłem niewielką grupkę ludzi uganiających się za piłką wokół małej siatki rozpiętej na ziemi niczym trampolina. Co więcej – w tym bieganiu był jakiś sens. Moją uwagę zwróciła też piłka… taka miękka, gąbkowa i specyficzny sposób odbijania jej otwartą dłonią. Od razu pomyślałem sobie o Jiuzhizy i o piłeczce Taryfiarza. “Pewnie by im się podobało”.

Przepytałem młodego człowieka kręcącego się nieopodal. Ten sport nazywa się “Spikeball” i naprawdę jest fajny. Co prawda nie ma nic wspólnego z Tai Chi ani z Qi Gong. Ale jest prosty, dynamiczny, a do tego tani i nieskomplikowany. Przepisy da się zrozumieć w pięć minut. To trochę jak połączenie berka, siatkówki i tenisa. Wiem, że nawet jakieś zawody są w to organizowane. I choć nic nigdy nie zastąpi mi piłki nożnej, to naprawdę tego dnia odkryłem przednią zabawę. Jakby to jeszcze wzbogacić? Może niekoniecznie o uderzenie, ale np. o rzuty? Żart 😉 – myślę, że formuła w tym przypadku jest pełna i nie ma co w niej grzebać.

Swoją drogą, przy tej okazji szukając powyższego filmu, odkryłem stronę traktującą o różnych, czasami niszowych, sportach narodowych. Chyba na ich przykładach uda się pokazać dlaczego my mamy taki problem ze zrozumieniem Tai Chi. Ale o tym, to już może następnym razem… bo muszę się z tym trochę oswoić.

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

11 myśli na temat “KO vs ateiści

  • 14/04/2021 o 22:07
    Permalink

    Jiuzhizi widział tego spikeballa wiele razy na Skrze, ostatnio ze trzy dni temu, ale mu się trochę naciąganym wydał. W duchu Taryfiarza jest gra bez specjalnej trampolinki do przenoszenia 😉 Niemniej dziękuję za wzmiankę.

    Na następnym sympozjum fejsbukowym będziecie mogli wystąpić razem, odziani w kontusz (Rodor) i chiński chałat (KO) i gadać o podobieństwach i różnicach w podejściu do walki pieszej w polskiej szabli husarskiej (PSH) i krótkim kijku taiji (KKT) – to wydaje się mieć wzięcie ;p

    Odpowiedz
    • 15/04/2021 o 06:27
      Permalink

      Trampolinka jest prosta (zestawy są do kupienia na Alledrogo od 60 PLN) i wszystko mieści się w niewielkim woreczku. Za to jej wykorzystanie powoduje że gra jest szybsza i bardziej kombinacyjna. Jak w siatkówce każde trzecie uderzenie musi iść w siatkę do drugiej drużyny.

      BTW. Tak szczerze to na mnie kontusz leżałby lepiej niż na Rodorze…

      Odpowiedz
  • 15/04/2021 o 07:38
    Permalink

    W kontekście magicznej siły odrzucającej wrogów na dziesiątki metrów i manifestującej się w postaci błyskawic lub łuku elektrycznego a’la “Wielka draka w cjińskiej dzielnicy” – owszem 🙂

    Odpowiedz
  • 15/04/2021 o 07:42
    Permalink

    Nie mam kontusza, ale mam szablę 🙂 i spodenki do MMA – nie wiem czy to będzie pasowało, ale przecież “nie szata zdobi …” i takie tam 😛

    Odpowiedz
    • 15/04/2021 o 08:55
      Permalink

      może być w spodenkach, bylebyś tylko nie tych oczy na….. “na tyle” na widok publiczny nie wystawiał.

      Odpowiedz
  • 15/04/2021 o 07:50
    Permalink

    Jeszcze odpowiem na filozoficzne pytania:
    1. czy można ćwiczy tai chi bez wiary w qi?
    Pewnie, że można.
    2. Tylko po co?
    dla przyjemności ćwiczenia 🙂

    Odpowiedz
  • 15/04/2021 o 20:21
    Permalink

    Dodam, że nie tylko dla (samej) przyjemności ćwiczenia, ale też dla wszelkich korzyści wynikających z tegoż 🙂

    Odpowiedz
  • 16/04/2021 o 21:03
    Permalink

    KO napisał:
    „Jeśli ktoś chciałby obejrzeć, to zapraszam…”.

    Obejrzałem, wysłuchałem. Chciałbym ocenić Twój wykład, ale nie wiem czy mogę… Czy aby na pewno jesteś gotów?

    Odpowiedz
    • 16/04/2021 o 21:45
      Permalink

      miażdząca krytyka? Dawaj! I tak jestem z dumny z siebie, że to zrobiłem…

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: