Bieganie z zającem…

Spis treści
  1. bieganie

Od razu śpieszę wyjaśnić – nie ganiam tych biednych, zastrachanych zwierzątek. Choć tu, nad Bugiem, mam ku temu okazję. Dziś wieczorem, kiedy ćwiczyłem formy Taiji, to taki kłapouch przekicał nieopodal. Ja, mieszczuch, myślałem, że zające nie należą do zwierząt nocnych,  ale Amerykanie tak mącą powietrze tymi sputnikami, że nic mnie nie już zdziwi. Sprawdziłem w necie: zając europejski bytuje po zmroku, więc to żaden mutant tylko zdrowy, normalny osobnik był.

zajace-europejskie
zające to nieźli bokserzy,,,

A więc nie ganiam za zającami, bo to zwierzęta pod ochroną są chyba, a ja mimo żem zjadaczem mięsa jestem, to nie lubię zabijania bez konieczności późniejszego zjadania.

Bieganie z zającem to zjawisko ogólnie znane z lekkoatletyki. Polega na tym, że w biegu z góry wybiera się zwycięzcę, a na jego potrzeby dobiera się kilku biegaczy, którzy będą utrzymywać tempo w określonych częściach dystansu, żeby gwiazdor nie musiał się zbytnio zmęczyć. Wedle mnie, to zjawisko które zabija lekkoatletykę jako sport. Po co mam oglądać takie zawody, kiedy wiem kto wygra? Niech nie biegają, tylko dadzą sobie po medalu i idą na piwo.

Ale co to ma wspólnego z moim treningiem? Przecież nie biegam na czas? Ani żadna ze mnie gwiazda… Już spieszę tłumaczyć. Od niedawna nasza ekipa wyjazdowa zwiększyła się o jeszcze jednego kolegę. Młody, zaraz po studiach, ma dużo siły i włosów (właściwie to ma wszystko to, co mnie u ludzi wkurza 😉 ). Grzesiek łatwo dał się namówić na wspólne bieganie. I to właśnie on jest moim zającem.

Jego zajęczość polega na tym, że on jako człowiek przyzwyczajony do biegów (co prawda, z tego co zrozumiałem, preferował stacjonarne bieżnie), utrzymuje równe tempo. I ja siłą rzeczy też. Dodatkowo Grzesiek wyraźnie chciałby biec nieco szybciej niż to wynika z czystej uprzejmości dotrzymywania mi towarzystwa. Efekt? Przebiegliśmy naprawdę dużo więcej, niż to miało miejsce kiedy biegałem sam. Dodatkowo całą drogę rozmawialiśmy, co spowodowało, że musiałem lepiej oddychać by móc się jakkolwiek wysłowić. Po drugie – dziwnie szybko mi upłynął czas. Kiedyś czytałem, że dobrym tempem biegu jest taka prędkość, która pozwala na swobodną rozmowę.

bieganie

Osobiście myślę, że rozmowa w czasie biegu ma bardzo dobry wpływ na umiejętność oddychania w czasie wysiłku (pewnie już co poniektórzy zauważyli, że przejawiam na tym punkcie lekką fiksację). Ostatecznie w wojsku często się śpiewa w czasie marszu. Osobiście pamiętam (a tak, byłem we wojsku – a co… i nadal mam nieuregulowany stosunek do służby), że jak nie mieli co z nami zrobić, to kazali maszerować w miejscu i śpiewać… nie pamiętam już repertuaru, ale bliżej było nam do Kołobrzegu niż do Woodstock.

bieganie
dobra para lepsza niż nic…

Bieganie z drugą osobą jest jak ćwiczenie z kimś lepszym od siebie. Zawsze można coś ciekawego podpatrzeć. Oczywiście pod warunkiem, że ten o większych umiejętnościach da temu słabszemu szansę. Bo gdyby Grzesiek narzucił zbyt duże tempo od początku, to po 10 minutach biegł by już sam. Ja bym nie nie zrobił życiówki, a on by nie miał towarzystwa. Tak samo jest w naszym treningu. Więc z drugiej strony – jeśli ćwiczymy z kimś dużo słabszym od siebie, to dajmy mu tę szansę. Sami możemy się przy okazji nauczyć dużo więcej niż wtedy, gdy kasujemy naszego początkującego w pierwszym ruchu. Możemy na nim poeksperymentować, nauczyć się jakie ludzie robią błędy, bo to trening ostatecznie.

Wszak nie chodzi o to, żeby złapać zajączka, lecz o to, żeby go gonić… (ja wiem, że w piosence był króliczek, ale ja preferuję te dziksze – nieprzewidywalne, zamiast tych udomowionych, trzymanych w klatkach).

0 myśli na temat “Bieganie z zającem…

  • 14/03/2015 o 12:48
    Permalink

    Fajnie. Ćwiczenie z młodszymi i sprawniejszymi – dobri. Ponoć robiono badania na szczurach, gdzie starsze osobniki otoczone znacznie młodszymi dłużej zachowywały wigor niż te otoczone swoimi rówieśnikami. 🙂

    Odpowiedz
    • 14/03/2015 o 12:53
      Permalink

      szczury powiadasz… pamiętam że opowiadałeś kiedyś że taoiści mieli podobne praktyki.

      🙂 😉

      Odpowiedz
  • 14/03/2015 o 13:05
    Permalink

    Przyszedł mi na myśl pewien ‚projekt’ 🙂 Polegałby na tym, że byśmy (czytelnicy KO bloga) stworzyli na bazie istniejących pieprznych przyśpiewek wojskowych „śpiewany alfabet taiji”. Od A do Z. Częściowo można by sparafrazować już istniejące. Np. „Armia taiji jest zwycięska, Alfons to jest k….a męska!” i „Belgia na nizinach leży, Burdel rajem qi-szermierzy!” – wiem niedopracowane ;p; i bardziej nowatorskie, np. „Lingkong to jest moc niebieska, Laska to jest miłość czeska” (trochę mało pikantne), ale jarzycie? 🙂

    Jakby tak 200 osób przebiegło równym krokiem przez centrum Brennej, mogłoby robić wrażenie. Potem już tylko stadion Lumpini ;>

    Odpowiedz
    • 14/03/2015 o 13:13
      Permalink

      „Kto w Pułtusku robił dzieci
      to chłopaki z naszej sekcji

      Szable do boju, szykuj Qi
      medytacją wroga bij” x2

      Odpowiedz
      • 14/03/2015 o 13:14
        Permalink

        To bardziej Żurawiejki. Musisz mieć litery alfabetu, żeby bieg był płynny i nikomu nic się nie pokiełbasiło.

        Odpowiedz
      • 14/03/2015 o 13:24
        Permalink

        Sine będą wrogów dupska,
        To Wu-owcy są ze Słupska,
        Kto im czoła stawi w bramie?
        Z Krasnołęckiej zimne dranie!

        Nadaje się na popijawy przy ognisku 🙂

        Odpowiedz
        • 14/03/2015 o 13:27
          Permalink

          Brzuch ze stali, … dębowy
          to nasz pawian jest płaszczowy

          Odpowiedz
          • 14/03/2015 o 13:29
            Permalink

            Świetne! Co prawda „trzy kropki” powinny wymuszać końcówkę dębowe i wtedy runąłby rym ;))

            Odpowiedz
          • 14/03/2015 o 13:31
            Permalink

            Hej, może o YJM napiszesz kilka. Można by mu wręczyć mały tomik poezji przy okazji, tylko ciężko będzie z tłumaczeniem. :]

            Odpowiedz
  • 14/03/2015 o 20:55
    Permalink

    :))
    D:
    Diantui jest techniką trudną,
    dziurę w brzuchu robi cudną.

    Odpowiedz
    • 14/03/2015 o 21:09
      Permalink

      E:
      Ewa pierwszą była damą,
      Taiji boksu jest odmianą.

      Odpowiedz
      • 14/03/2015 o 21:28
        Permalink

        :))
        F:
        „Fajnie kopać mandarynki,
        Jeszcze lepiej walnąć z dymki.”
        Hmm, nie wiem, czy to absolutnie pedagogiczne podejście do praktyki kung fu…

        Odpowiedz
        • 14/03/2015 o 21:31
          Permalink

          co prawda miało być o Taiji ale zaliczam. Zresztą moje Taiji jak najbardziej przewiduje mandarynki…

          z dymki… nie widziałem że jesteś miłośnikiem Waldusia Kiepskiego mistrza stylu walenia z dymki…

          Odpowiedz
          • 14/03/2015 o 21:49
            Permalink

            Faktycznie, to ma być alfabet taiji- zagalopowałem się w niewłaściwy ideologicznie rejon. 🙂 A zatem:
            „Biały żuraw składa skrzydła,
            Już ta zima mu obrzydła.” 😉

            Odpowiedz
      • 15/03/2015 o 01:20
        Permalink

        Ma być E-E, F-F itd. Inaczej się nie liczy. Chyba, że pisałeś o Ewie Mechelewskiej, to ok ;p

        Odpowiedz
        • 15/03/2015 o 01:38
          Permalink

          Szit! Dalej nie ma E-E. Śpiący jestem 🙂 Może: Ewa pierwszą była damą, Ersi taiji jest odmianą? Mało pikantnie.. 🙁

          Odpowiedz
        • 17/03/2015 o 22:52
          Permalink

          Ewa biust ma zarąbisty,
          Empty znaczy umysł czysty…

          chyba już zajarzyłem o co biega…

          Odpowiedz
  • 17/03/2015 o 23:11
    Permalink

    Natchnąłeś mnie Pando.. Na koniec jeszcze, pozwolisz:

    Yin Yang to pierwiastków para!
    Yeti pytą śnieg odwala!

    😉

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: