Wiosna w kręgu…

Marzec, a pogoda jak w Święta Wielkiejnocy. Czyli ciepło i bezwietrznie. Tak więc rano wybrałem się do Lasu Bielańskiego. Las już powoli budzi się do życia. Są już pączki i trochę listków.

Każdy ma swoje ulubione miejsce, w którym dobrze mu się trenuje. Jedni preferują Skrę, inni Pola Mokotowskie. W moim wypadku, kiedy jeszcze mieszkałem na Yelonkach, to często bywałem na Skrze, a wieczorami lubiłem chodzić na trawiaste boisko na osiedlu Przyjaźń. Teraz od pewnego czasu mieszkam na Tarchominie i most Północny daje mi łatwe i szybkie połączenie do Lasu Bielańskiego. To miejsce na przełomie XIX i XX wieku było poligonem armii carskiej i nosiło nazwę „Bielańskie pola wojenne.”

Teraz już mało jest tam pozostałości po carskim poligonie (ale znajdę je i pokażę). W samym lesie mam takie swoje miejsce –

krąg z „Drzewcem”.
drzewiec
Drzewiec…

Założę się, że Drzewiec pamięta czasy carskich żołdaków, i jako porządne polskie dąbiszcze rzucał w nich żołędziami i podstawiał korzenie. Nazywam go Drzewcem, bo kiedy pierwszy raz zobaczyłem go, przypomniał mi się opis z trylogii Tolkiena.

Drzewiec

Panem Entów był Fangorn, nazywany we Wspólnej Mowie Drzewcem. Był on ogromny i stary należał, bowiem do najwyższej i najsilniejszej rasy na Świecie. Wielki, pokryty chropowatą korą pień Drzewca przypominał dąb lub buk, ramiona zaś niczym gałęzie miał gładkie, a ręce o siedmiu palcach powykręcane i szorstkie. Osobliwa, prawie bezpośrednio połączona z tułowiem głowa Drzewca była wysoka i szeroka jak jego pień. Duże, mądre oczy w kolorze brązowym wydawały się świecić zielonym odblaskiem, a szara, dziko rosnąca broda przypominała plątaninę gałązek i mchu. Choć stworzony z włókna drzew, Drzewiec poruszał się zwinnie na sztywnych nogach i stopach niczym żyjące korzenie, kołysząc się i posuwając jak długonogi brodziec. Enty nie umierały, ponieważ skórę miały niezmiernie grubą, śmierć niósł im dopiero ogień.

To drzewo naprawdę wygląda na silne. Marek mówił kiedyś, że miejsca z takimi drzewami są dobrymi miejscami na trening. Ciekawostką jest też krąg z dużych ciężkich gałęzi ułożony wokół tego miejsca tak, że Drzewiec jest jego fragmentem. Początkowo myślałem, że to przypadek, bo takich zwalonych gałęzi leżą tam stosy, ale sami zobaczcie czy to nie wygląda na czyjąś robotę.

krąg_01
Krąg gałęzi biegnący do Drzewca
krąg_02
Przeciwległa część „muru”

W takich to właśnie okolicznościach przyrody mogę sobie w weekendy poćwiczyć. Prawda że fajnie? Krąg jest duży, gdyby nie młode drzewa rosnące w jego wnętrzu, można byłoby spokojnie ćwiczyć tam długą formę stylu Yang.

Sam krąg bardzo dobrze mi się kojarzy. Dawno, dawno temu, jeszcze w poprzednim życiu, moja była uwielbiała z moją równie byłą teściową oglądać brazylijski obraz obyczajowy „W kamiennym kręgu” i dzięki temu mogłem spokojnie odejść od stołu położyć się, poczytać książkę lub zwyczajnie podrzemać. Dzięki pani Santos miałem wtedy jakieś wolne weekendy.

brama do kręgu krąg_3 Tai Chi w Kręgu
Brama do kręgu.

Dziś taki tam trening na luzaku. Trochę rąk, I Jin Ba Fa (które to same w sobie jest legendą), symbol Taiji, trochę medytacji i wracam do domu. Przed odejściem postanowiłem jednak odbudować nieco krąg. Pozbierałem trochę co większych gałęzi walających się wewnątrz kręgu i ułożyłem z nich jeden ze zniszczonych jego fragmentów. Przy okazji odkryłem, że w starszych częściach „kręgu” gałęzie są ułożone tak, aby powyginane konary wzajemnie na siebie nachodziły. Taka konstrukcja dodatkowa wzmacnia się z czasem porastając mchem. Co więcej odkryłem, że niektóre z gałęzi walających się wewnątrz kręgu nosiły wyraźne ślady ognia. Więc może jednak tajemne miejsce spotkań Warszawskiego Klanu Białego Lotosu.

krąg_3 Tai Chi w Kręgu
fragment „kręgu” odbudowany własnoręcznie…

Trochę tam jeszcze materiału leży, więc będzie jeszcze mnóstwo pracy na zaś. Nie będę oczywiście wycinał rosnących drzewek, wszak jest to rezerwat przyrody.

Las Bielański

Wracając do domu mijałem jeszcze jedno miejsce, które bardzo lubię. Kilkanaście lat temu na terenie Lasu Bielańskiego tryskało kilka źródeł, które wycinając w Bielańskiej Skarpie głębokie wąwozy spływały do Wisły. Pamiętam, że jak z ojcem jeździliśmy po lesie na rowerach, to zatrzymywaliśmy się koło takiego jednego, żeby  napić się wody. Nie potrafię go teraz zlokalizować, może dlatego, że żadne z tych źródeł już nie bije. Ale pozostało betonowe ujęcie wody oraz kamienny murek, który musiał kiedyś robić za wodospad.

źródełko
kamienny murek, kiedyś szemrałam tam woda…
wąwóz
wąwóz schodzący niegdyś ku Wiśle, a obecnie ku Wisłostradzie.

Wielka szkoda, że nie ma tam już wody. Miałbym tam swoje miejsce na medytacje. I oczywiście moglibyśmy robić sobie wspólne zdjęcia z treningu postaw pod spadającymi strumieniami wody. Choć może to taki znak czasu? Po co komu taki wodospad? Wszak każdy ma teraz taki u siebie w domu.

PS. Teraz tak sobie pomyślałem, że wiem o tym miejscu jeszcze kilka rzeczy, i że jest ono związane z historią moją i mojej rodziny. Tak więc spodziewajcie się w przyszłości nowych wpisów…

0 Replies to “Wiosna w kręgu…”

  1. Przeeekul to miejsce! Może się zgodzisz sobie pomóc rekonstrukcją kręgu kiedyś? W podstawówce miałem ksywkę „konar” więc chyba się nadaję. 😉 Jakby się udało zlokalizować miejsca skąd biły owe źródła, można by je policzyć i nadać miejscu chińską nazwę. Np Wzgórze Dziewięciu Źródeł. To, że już nie biją oznacza, że Las Bielański opuścił smok. Może czuje, że ruskie wracają.. Tfu! 😉

  2. Dogadamy się… wpuściłeś mnie na SKRE to nie mogę być taki niewdzięczny. Właśnie szukam jakiś starych map i zdjęć.

    1. WItam….

      Fort Bielany to ten na tyłach cmentarza żołnierzy włoskich i stadionu Hutnika? To bardzo niedaleko tego miejsca znajduje się moje miejsce do ćwiczeń.

      Fort mam zamiar odwiedzić niebawem…

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz