W drodze do Tipperary

Tyle już było wpisów o aktywnych weekendach, że trudno mi wymyślić nowy tytuł. Podiwaniłem więc tytuł starej irlandzkiej piosenki. Ułożył ją pewien rudowłosy handlarz rybami, który koniecznie chciał uzewnętrznić swoją tęsknotę za domem. Ogólnie w słowach jest coś o tym, że droga jest długa, a na końcu czeka go rudowłosa nagroda. Piosenka się przyjęła i już w czasie I wojny światowej śpiewało ją całe anglojęzyczne wojsko… Teraz to już symbol, śpiewają to różne armie świata. Poniżej wykonanie z filmu „Das Boot” – świetnego swoją drogą.

Das Boot

Ale ten wstęp jest bez związku z tym, co chciałem napisać. Fajny weekend miałem. Treningowy taki, oczywiście. Zaczęło się oczywiście w piątek, bo każdy weekend zaczyna się w piątek, piąteczek, piątunio.

Systema – piątek zabawy początek

Michała lubię za to, że jak przyjeżdża do Warszawy, to wieczorem, zamiast po klubach szukać damskiego towarzystwa wątpliwej proweniencji — robi warsztaty. Co prawda, prowadzenie się uczestników tych warsztatów też nie jest szczególnie wyrafinowane, ale… jak się nie ma, co się lubi i tak dalej. Poza tym jego warsztaty są bardzo kameralne, a to pozwala lepiej popracować. Jakoś mnie już te wszystkie masowe imprezy powoli bokiem wychodzą (poza pewnymi wyjątkami, o czym później). Lubię Michała jeszcze za to, że pokazuje masę fajnych ćwiczeń, które do czegoś prowadzą. Tym razem prowadziły do zagotowania mózgu…

A temat był prosty „Świadomość ciała i walka wręcz”. Podobały mi się piłeczki, bo ryły banię niczym zanieczyszczony bimber. Niby fizycznie nic. Wszyscy opowiadali, że początkowo czuli złość, zmęczenie (psychiczne), a potem spokój. Coś w tym jest.

Genialne było też ćwiczenie z literką Pi. A NIE!!! Nie opiszę, trzeba BYŁO BYĆ na treningach! Zresztą z moich opisów niewiele wywnioskujecie. Co praktyka, to praktyka. I co ciekawe, zazwyczaj tego typu ćwiczenia uświadamiały mi, jak bardzo jestem usztywniony w pewnych partiach ciała, tym razem uświadomiły mi, że zrobiłem pewien postęp (o tym na końcu) i bardzo mnie to uradowało.

jak widać grupka niewielka, ale elitarna (no i ja na dokładkę)

Zakończyliśmy wspinaniem się na drzewo, które uświadomiło mi, dlaczego nie powinno się robić wszystkiego na raz.

Michał twierdzi, że ćwiczy Systemę, ale tak po prawdzie, to on często ćwiczy niezłe Tai Chi, tylko nikt mu nie powiedział, że trzeba formę jeszcze ćwiczyć. Ja go nie będę z błędu wyprowadzał, bo po co…

Tai Chi Wu/Hao

Sobota – imieniny kota (zdrowia Adasiu), a ja rano spałem jak dziecko. To widocznie efekt niedotlenienia, które musiało nastąpić kiedy Michał zakładał mi gilotynę.

Koniec końców, obudziłem się o 9:20 (tak, wiem, oczy mi wygniją jak będę tak długo spał). Nie wiem dlaczego od razu spojrzałem na komórkę (naprawdę tak nie robię) i jeszcze na leniwca sprawdziłem przychodzące wiadomości. Była jedna… Jacek napisał: „9:30 na przystanku”. NOSZ URWANA PIE…TRUSZKI NAĆ!!! Warsztaty z Tai Chi Hao! Nawet przez sekundę przemknęła mi myśl: „Mam katar, gardło mnie boli… może lepiej zostać pod kordełką?” (moje myśli są czasami nieortograficzne). Dość szybko jednak zdusiłem ją (i znów ta gilotyna) w zarodku i… nie pytajcie jak — o 9:29 byłem już na owym przystanku. Całe szczęście, że Jacek, mieszkając nieopodal, czasami podwozi mnie na salkę Akademii Yiquan… inaczej byłbym jeden trening w plecy. A tak zaliczyłem obecność, choć oczywiście nie zdążyłem zrobić makijażu… Zaraz, przecież ja nigdy nie robię makijażu?

I naprawdę nie żałuję, nawet jeśli niektóre elementy mojej garderoby były zupełnie przypadkowe (dobrze, że buty po wczorajszym treningu nadal mościły się w plecaku).

Andrzej Kalisz to raczej niezbyt gadatliwy nauczyciel. Pokazuje, demonstruje, czasem westchnie, prychnie i ciśnie kimś o ścianę… Ogólnie zostawia dość dużo przestrzeni do popełniania błędów i ich rozkminiania oraz autokorekty. Kiedyś myślałem, że to źle, ale ostatnio coraz bardziej taką metodę doceniam.

no cóż, na głowach może sporo szronu, lecz w sercach i oczach żar

Tym razem jednak Andrzej poczuł zew… najpierw całkowicie słusznie wytknął mi nieruchawość bioder, a potem zafundował nam wykład na temat „Wirów Qi”. Tak, też się obudziłem na dźwięk tych słów. I tak nie będę tu się na ten temat produkował (bo trzeba było być i posłuchać), ale miało to sens. Tylko że… Ja to chyba jestem na etapie opadania i wznoszenia? Owszem, jestem świadom tych kół i tego zjawiska jako takiego. Nawet nieskromnie powiem, że czasami jakieś wycinki tych krążeń czuję w stopniu satysfakcjonującym mnie, ale żeby to działało po całości? To jeszcze przekracza moje możliwości pojmowania… może przyjdzie z czasem, jeśli jeszcze go trochę mam? Na razie cieszy mnie, że czuję gdzie coś jest nie tak – to już coś.

Zajęcia zakończyliśmy fajną sesją pchających rąk. Dwa wzorce bez kroków. Trochę się boję, kiedy wrócimy do tego trzeciego.

FITcośtam

Niedziela – imieniny sera. Około południa, w niewielkiej zawiei śnieżnej, docieram do fitnesclubu w dużej galerii- notabene nie sztuki. Duże, wygodne szatnie, natryski, sauna do dyspozycji. Po chwili, omijając łukiem te wszystkie bezmyślne maszyny, ląduję na sali. Duża (wręcz olbrzymia), wysoka (chyba ze trzy kondygnacje można byłoby w niej zmieścić) i jasna. Zupełne przeciwieństwo dwóch poprzednich. Doceniam jej przestronność. Naprawdę widzę różnice. Mam jeszcze trochę czasu, mogę zrobić formę — dziś styl Yang. Widzę, że niski sufit Akademii jednak mnie przytłacza, a ślepe pomieszczenie „sali ceglanej”, na której ćwiczyliśmy Systemę, wręcz dusiło. Tu tego nie mam. To oczywiście nie oznacza, że zrezygnuję z tych małych salek. Wprost przeciwnie, trzeba pracować, żeby ta ciasnota nie przeszkadzała. Tego nauczyła mnie Systema. Tylko praca w niedostatku uczy małych rzeczy (to moja interpretacja).

Nie przyjechałem tu szukać ruchu z Dantien i zapadania się na falach grawitacji. Na salę wchodzi uśmiechnięta pani Iwona… i się zaczyna. Pierwsza godzina, to „Brzuch, pośladki, uda” czyli wszystko to, co jest mi potrzebne do Tai Chi (poza głową). Drugi trening, to rozciąganie „czyli to, czego mi brakuje”.

Ten pierwszy trening zaczyna się od 10 minut czegoś, co nazywam kroczkami (żeby nie nazywać Zumbą, bo to siara). Jakby to było jeszcze bardziej bokserskie, byłoby zupełnie prze kul, ale cóż jest — jak jest. Dobrze, że chociaż na to mam jeszcze budżet. Powoli zaczynam już nadążać za otaczającą mnie grupą młodych kobiet, choć bardzo często zauważam, że nawet jeśli trzymam równe tempo, to nie mogę się zsynchronizować. Cała sala w prawo, a ja w lewo. Jakoś nie mogę przywyknąć.

Ostatnio ktoś mnie spytał, czy to, że widzę na tym całym fitnesie uzupełnienie do Tai Chi nie oznacza, że metodyka tej, jakże pięknej sztuki walki, nie jest kompletna? No trochę tak, trzeba tylko pamiętać, że kiedy powstawała, to ludzie mieli tyle pracy fizycznej i schylania się w życiu codziennym, że żaden fitness nie był im potrzebny. Pamiętam jak kiedyś do naszej firmy przyszedł gość z firmy dostarczającej wodę w galonowych butlach. Kolega spytał dla żartu: „Na jakiej siłce żeś se pan takie bicki wyrobił?”. Trzeba było przyznać, że dostawca imponował sylwetką i muskulaturą. Dostawca odpowiedział, że on się siłownią brzydzi. Tak naprawdę, to już dwa lata w tym biznesie robi, a po pracy to on lubi leżeć…

PODSUMOWANIE

Tak naprawdę, to zajęcia Tai Chi z nauczycielem są krótkie i rzadkie (nawet dwa razy w tygodniu). Jakby taki ticzer miał wprowadzić jeszcze trening siłowy, ogólnosprawnościowy i streching, to na Tai Chi brak byłoby już miejsca. Tak więc uzupełniam to, czego w zawodowym życiu stukacza w klawisze nie znajdę.


1

Organizuję wyjazd treningowy do Chin (Guangfu 2024).
Jeśli podoba Ci się moja działalność – możesz mi pomóc rozwijać moją pasję! Postaw mi kawę (kliknij obok).
Dziękuję.


W sumie… co tu gadać? Fajny weekend. Dużo notatek. Jeszcze tylko niedzielny mecz Legii jako trening cierpliwości i powstrzymywania się od użycia słownictwa i ciężkich przedmiotów. Nie idzie wojskowym ostatnio najlepiej. Ale cóż, jest jak jest. Jakby jedynym warunkiem kibicowania była ładna gra, to chodziłbym z szalikiem w barwach filharmonii (właśnie, ktoś wie czy i jakie ma barwy?).

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz