Pięć lat…

Pięć lat to taka okrągła rocznica, taka w sam raz. Cztery lub sześć nie brzmi już tak dobrze. Jak ostatnio przeczytałem, to pięć lat grozi jednemu gościowi za kradzież 1150 kg śliwek. Swoje pięć lat w obozach Mauthausen i Gusen przesiedział Grzesiuk, a o pięciu latach w Białołęce śpiewał kiedyś jeden z zespołów Zbigniewa Hołdysa. Nie piszę o tym jednak dlatego, żeby zmienić profil bloga. Nie będzie pitavalu, będzie słów kilka o Fundacji Dantian.

aktyw w kolorystyce z epoki

Właśnie mija pięć lat działalności Fundacji. Frontmanem ten organizacji jest Janek Gliński. Gość, który wkłada w swoje „dziecko” tyle pracy i energii, że ja aż się tego trochę obawiam. Celem tej działalności jest propagowanie różnych ciekawych sposobów spędzania czasu, ale przede wszystkim jej celem miało być krzewienie wiedzy o Tai Chi. Nie robi tego sam, farciarz potrafi otaczać się niebanalnymi ludźmi. Marzenka, Kahuna, Edyta i Ola odwalają naprawdę dużą pracę, a dodatkowo powodują, że na sali jest milej i jaśniej (szczególnie, jak się uśmiechają).

pokaz formy ręcznej

Pięć lat działania Fundacji to mniej więcej tyle samo, co historia mojej znajomości z nimi. Pokrótce przypomnę, jak to było (tu więcej jak było). W czasie, kiedy warszawskie środowisko YMAA, mówiąc kolokwialnie, przeżywało kryzys, trafiłem na ogłoszenie w necie o zajęciach Tai Chi odbywających się Parku Skaryszewskim. Dochodziłem wtedy do siebie po poważniej kontuzji nogi, postanowiłem zobaczyć, co to za „nowy” w moim mieście. Zabrałem kij i poszedłem zobaczyć (kij na wszelki wypadek). Spodobało mi się i pewnie, gdybym jakiś czas później nie znalazł stylu Hao, to teraz tłukłbym to Lao Jia dużo częściej niż obecnie.

Fundacja ćwicząca

Od tamtej pory spotkałem się z nimi już wielokrotnie. Miałem okazję uczyć się ich wersji formy stylu Yang i Qi Gongu. Muszę przyznać, że Janek jest kopalnią wiedzy i umiejętności. Co najważniejsze nie osiadł na laurach, tylko rozwija się dalej. Czekam tylko, kiedy Janek zdecyduje się na prowadzenie jakichś zajęć przeznaczonych dla instruktorów. Wtedy będzie okazja pouczyć się któregoś z tych zestawów Qi Gong w sposób systemowy. Jeśli chodzi o Tai Chi, to w „repertuarze” przekazu nauczanego w Fundacji jest długa forma ręczna, formy z szablą i mieczem, a także nigdzie indziej niespotykana forma z krótkim kijem. Jest tego więcej, ale ten „podstawowy” (chłe chłe chłe) materiał to i tak z górką dla osób lubiących się uczyć, szczególnie że długą formę ćwiczy się na dwie strony. Szkoda tylko, że Janek nie uczy pchających dłoni. Taką ma zasadę i ja to szanuję, choć niekoniecznie rozumiem.

Janek prezentuje swój stosunek do rzeczywistości politycznej

Napisałem już, że Janek cały czas się doszkala, muszę więc wspomnieć o jego nauczycielu, czyli mistrzu Ly. Już trzykrotnie mogłem uczestniczyć w treningach przez niego prowadzonych. To człowiek bardzo otwarty i posiadający rzadką umiejętność przekazywania wiedzy w sposób bezstresowy. Jego techniki są wykonywane w sposób niemal niedbały, ale bez krzty arogancji. Najważniejsze, że chce uczyć. Widać, że prowadzenie treningów nadal sprawia mu autentyczną przyjemność.

Fundacja pracowita

Fundacja to chyba najprężniejsza organizacja, z jaką miałem okazję współpracować. To organizatorzy takich imprez, jak wielki międzynarodowy obóz treningowy starego stylu (łącznie z dwudniowymi zawodami) oraz otwarcie Studia Dantian, sali treningowej na warszawskiej Ochocie, która promuje różne metody świadomego spędzania czasu w ruchu. Nie wszystkie te metody rozumiem, ale cieszę się, że są ludzie, którzy się tym cieszą. Dla mnie ich szczytowym osiągnięciem jest przetłumaczenie i wydanie drukiem książki (ba! Księgi!) mistrza Ly zawierającej teorię Tai Chi i szczegółowy opis wykonania formy starego stylu. To naprawdę była tytaniczna praca.

dynamika i wdzięk. Forma z szablą

Szkoda, że nie mam tyle czasu, żeby robić wszystko, co mi się podoba. Byłbym wtedy częstszym gościem na zajęciach starego stylu. Trzeba jednak gospodarować tym, co się ma. Niemniej jednak polecam każdemu tę szkołę.

Jeszcze raz… następnego pięciolecia w zdrowiu, szczęściu i pogodzie ducha. Powodzenia w działalności, którą w miarę własnych, niewielkich możliwości będę wspomagał, a na pewno jej kibicował. Powodzenia.

Był sobie raz pewien Janek, co miał kilka wybranek.
Uczył je Tai Chi w każdy nieomal poranek.
A one? Czy w słońce, czy w słotę,
szablami machały jak złote…

To takie moje. Grafomańskie, ale od serca… Więc bez urazy.

a oto oni… Cali na czarno.

zapraszam na www.fundacjadantian.pl

11 myśli na temat “Pięć lat…

  • 22/09/2019 o 10:09
    Permalink

    Krzysiu,

    Widzieliśmy się ostatni raz przed wakacjami i wracając do domu z naszego niedzielnego treningu zobaczyłem, że jest nowy wpis na Twoim blogu, otworzyłem i tu, czego naprawdę się nie spodziewałem, tyle ciepłych słów o naszej Fundacji. Może to zabrzmi jak krygowanie się, ale czytając doprawdy czułem się zażenowany, gdyż nigdy jeszcze nie dostaliśmy tak pięknej laurki, do tego ozdobionej prawdziwą perełką poezji :-). Dziękuję Ci serdecznie, również w imieniu nas wszystkich.

    Przypominając, że hasłem naszej Fundacji Dantian jest Energia Świadomego Ruchu, chciałbym przy tej okazji podziękować Ci serdecznie za to, ile energii i wiedzy wkładasz w promowanie taiji i sztuk pokrewnych, w ich rozlicznych odmianach. A patrząc dookoła, weźmy do serca radę Mistrza Młynarskiego, po prostu „Róbmy swoje”…

    Jeszcze raz dzięki Krzysiu, pozdrowienia dla wszystkich Twoich wiernych czytelników i do zobaczenia na treningu, kiedy do nas znowu zawitasz, przynosząc ze świata jeszcze jeden sposób na świadomy ruch 🙂

    Janek

    Odpowiedz
  • 23/09/2019 o 17:13
    Permalink

    Również dołączam się do życzeń. Nieskromnie napiszę, że działalność fundacji trochę przypomina początki naszej aktywności. W latach 80 – tych pod szyldem „TKKF Semafor”, następnie prywatnie. Bal trwał 10 – 15 lat! Echu: wywiady, zawody, pokazy, obozy, seminaria, zebrania zarządów itp. 🙂 Działo się!
    Wytrwałości w realizowaniu swojego człowieczeństwa!

    P.S.
    Skromny dowód na potwierdzenie powyższego. Jiuzhizi kilka lat temu zmontował, a ja w tym miesiącu oficjalnie upubliczniłem. 🙂

    Odpowiedz
  • 24/09/2019 o 20:07
    Permalink

    To ja bym jeszcze prosił o jakieś zebrania. Rozpiera mnie duma, że tylko na jednym zostałem uchwycony przez obiektyw wnikliwego fotoreportera w trakcie relaksacyjnej drzemki. Na pamiątkę posiadam zdjęcie ze zlotu działaczy kultury.

    Odpowiedz
    • 24/09/2019 o 20:45
      Permalink

      Jak zrobisz w końcu te seminarium z Tai Chi to zrobię takie zebrania że sąsiedzi będą Ci mówić dzień dobry z kilometra,

      Odpowiedz
  • 24/09/2019 o 21:29
    Permalink

    Jeszcze bardziej pobudziłeś moją wyobraźnię, która co do zasady i tak nie znała granic. Piękne to. Właśnie zaczynam doświadczać kłopotów z zaśnięciem. Tego mi zawsze brakowało na zebraniach. Jesteś wielki! Rozpoczałem przygotowania.

    Odpowiedz
    • 25/09/2019 o 20:06
      Permalink

      Sęk w tym, że prawdziwe komusze zebranie zwykle tonie w kłębach papierosowego dymu albo jest nieważne, zatem musiałbyś poświęcić swoje wychowawcze ideały 😉

      Odpowiedz
      • 26/09/2019 o 06:36
        Permalink

        a mogą być kadzidełka? dostałem ostatnio takie w proszku…

        Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: