Masala

To nie błąd, nie będzie o Masajach i ich długich włóczniach. Choć może przez moment, później. Będzie o czymś co odkryłem jakiś czas temu, a niedawno sobie przypomniałem.

Ale po kolei, choć kolej to nie najlepsze słowo bo ani na czas ani z senesem toto nie jeździ, a ja tu chciałem poukładać jakąś historię.

Otóż jakiś czas temu, kiedy młody rozpoczynał swoje życie zawodowe poznał pewnego Kenijczyka. Zabb (tak ma ów Kenijczyk na imię) to postać raczej nie związana ze sztukami walki, bo jedyne z czym walczy to zimno. Kiedy my chodzimy w cieniutkich kurteczkach, to on zakłada zimowe kurtki. Każda zima to dla chłopaka problem. Rozgrzewanie się tradycyjnymi metodami nie wchodzą w rachubę – raz kiedy młody poczęstował Zabba białostockim bimbrem, to ten, po degustacji, kolorem twarzy nie różnił się specjalnie od jakiegokolwiek chłopaka z warszawskiej Woli lub Brudna. Ale nie jest tak źle. Zabb przywozi z domu (z Keni – raz jeszcze przypominam) pewien proszek. I tu zostawię Wam czas na konfabulacje szczególnie, że ów proszek jest brązowy… 😉

W między czasie pewna historyjka. Otóż Zabb wielokrotnie mówił młodemu, żebyśmy przyjechali do Kenii. Mówił że jesteśmy duzi i łysi (no może Młody bardziej, ale jeszcze trochę, to i ja przez niego wyłysieje) i w związku z tym będziemy mieli powodzenie u kobiet. A dlaczego? Otóż dlatego że jeśli biały, duży i łysy znaczy się żołnierz, jak żołnierz znaczy się najemnik, a Ci mają tam powodzenie u kobiet i posłuch u starszyzny. Well, teoria niby prosta ale chyba nie będę jej weryfikował mimo że brzmi interesująco.

India+Masala+Chai+Mixing+Tea masala
masala tea” na hinduskiej ulicy – kiedyś jak mnie na emeryturze nie będzie stać na życie to będę sprzedawał taką na ulicy i jeszcze kanapki z chutneyem

… a teraz wracamy do proszku. Nie, nie zgadliście, pomimo że proszek jest brązowy to nie jest brown sugar (czyli nieprzetworzona kokaina). To tylko pewna przyprawa do herbaty. Nazywa się to “tea masala”. Kiedy przeglądałem internet to owszem znalazłem masę przepisów i informacji o takiej herbacie ale wszystko odnosi się do przepisów pochodzących z Indii. Być może indyjska “masala tea” nie różni się od tej kenijskiej – nie wiem bo nie próbowałem. Z przepisów o indyjskiej herbacie wyczytałem, że jest to czarna herbata z odrobiną mleka oraz pewną przyprawą. Składa się ona z nasion anyżku, nasion kardamonu czarnego i  zielonego, cynamonu, mielonego imbiru, czarnego pieprzu, goździków i anyżu.

masala

I taki to oto proszek Zabb ostatnio sprezentował młodemu, a ja sobie teraz siedzę i piję herbatkę z mlekiem (prawdziwym) i odrobiną owej przyprawy (plus pół łyżeczki miodku). Wspaniały napitek, mówię Wam – choć bardziej piszę ;).

Taka herbata jest wspaniała na upał, bo wtedy swoją ostrością przebijającą przez słodycz potrafi ochłodzić oraz dobra jest na chłody bo jednocześnie potrafi rozgrzać. Polecam.

PS. Jakby ktoś wiedział gdzie to można kupić taką afrykańską wersję to dajcie znaka, bo ja to tylko te indyjskie w necie spotykam (choć i tej mieszanki spróbuje).

Pozdrawiam Starszy Czajnikowy KO

PS II – a mleko? A mleko, to ja sobie pije prawdziwne, prosto od krowy, prawie 5% tłuszczu ma – masło można robić. A jak zechcę to mi się zsiądzie. I kosztuje na wsi tylko JEDEN PLN za LITR. A w sklepie to gó..no wymieszane z wodą sprzedają.

 a Masajowie i ich długie włócznie? dooobra tam – wypijmy herbaty i pomyślmy o czymś miłym… o długich szyjach Masajek…

Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

0 thoughts on “Masala

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: