Kettle w służbie narodu…

Tyle się mówi o tym, że trening ma niewielki sens. Mogą mówić co chcą, ja mam dowody na to, że to nie prawda.

Wracając po pracy, mijam stoisko z owocami. Mijam je, bo owoce mają tam bardzo drogie. Liczą zapewne na to, że ludzie, biegnąc do metra, zrobią szybkie zakupy, nie zastanawiając się nad tym, czy wydadzą 2-3 złote więcej. Niestety mają rację, przy stoisku zawsze jest kilka osób. Nawet to, że sprzedające Ukrainki, pracujące tam na czarno, zaokrąglają ceny w dół, nie powoduje, że warto tam kupować. Cóż, zawsze uważałem, że Natolin to bogata dzielnica. Jeśli kogoś stać na kupowanie w okolicznych sklepach, to musi mieć dużo kasy. Osobiście wolę z zakupami poczekać aż dojadę na Tarchomin.

Miało być jednak o praktycznej stronie treningu. Tym razem może nie o Tai Chi, ani żadnej innej sztuce walki. Będzie o Kettlebell, czyli o popularnym treningu siłowym z obciążnikami. Inaczej zwanymi odważnikami kulowymi. Na dowód mam poniższe zdjęcie…

trening siłowy w służbie narodu (strzałka dorysowana później)

Duży 32 kilowy odważnik używany jest jako obciążnik do wielkiego, słonecznego parasola. Prezentuje się zacnie w towarzystwie starych, zardzewiałych tarcz hamulcowych. One same mogłyby w jakiejś oldschoolowej pakerni robić za sprzęt treningowy.

32.5 kilo, nieźle

To nie jest czyściutki, plastikowy kettl z fitnesklabu. To spracowany, stary kawał żelastwa. Pokryty rdzawą patyną czasu, z lekko wyślizganym uchwytem. Conajmniej dwa razy dziennie ktoś go dźwiga i pewnie przy okazji przeklina. Ciekawe, czy na pozostałych stoiskach mają inne odważniki?

kettlbell – odważniki kulowe

Trochę mi go żal. W zasadzie mógłby komuś dobrze służyć, a tak – rdzewieje na warzywniaku. Choć z drugiej strony dobrze, że nie wylądował w skupie (w cenie złomu wart jest ok. 13 tanich piw).

Jest może ktoś chętny, żeby się nim zaopiekować? Jak na razie, byle wietrzyk go z chodnika nie ruszy…

Ursynów – tak to wyglądało jeszcze w latach 80′

1

przyjęcie na osobistego ucznia mistrza Zhai Wei Chuana
Mistrz Anthony Yap
korekty mistrza Zhai Shi Zonga
nauka u mistrza Hong Zi Tiena
pchające ręce z mistrzem Yang Jwing Mingiem

Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.

Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.

Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.

Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.

Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.

Dotychczasowe realizacje:

  • 2017 – Guangzou – Chiny
  • 2018 – Tajwan
  • 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
  • 2024 – Guangfu – Chiny
  • 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
  • 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)

Plany

  • 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)

Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.

Dzięki 🙏


4 komentarze do “Kettle w służbie narodu…”

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz