Tyle się mówi o tym, że trening ma niewielki sens. Mogą mówić co chcą, ja mam dowody na to, że to nie prawda.
Wracając po pracy, mijam stoisko z owocami. Mijam je, bo owoce mają tam bardzo drogie. Liczą zapewne na to, że ludzie, biegnąc do metra, zrobią szybkie zakupy, nie zastanawiając się nad tym, czy wydadzą 2-3 złote więcej. Niestety mają rację, przy stoisku zawsze jest kilka osób. Nawet to, że sprzedające Ukrainki, pracujące tam na czarno, zaokrąglają ceny w dół, nie powoduje, że warto tam kupować. Cóż, zawsze uważałem, że Natolin to bogata dzielnica. Jeśli kogoś stać na kupowanie w okolicznych sklepach, to musi mieć dużo kasy. Osobiście wolę z zakupami poczekać aż dojadę na Tarchomin.
Miało być jednak o praktycznej stronie treningu. Tym razem może nie o Tai Chi, ani żadnej innej sztuce walki. Będzie o Kettlebell, czyli o popularnym treningu siłowym z obciążnikami. Inaczej zwanymi odważnikami kulowymi. Na dowód mam poniższe zdjęcie…

Duży 32 kilowy odważnik używany jest jako obciążnik do wielkiego, słonecznego parasola. Prezentuje się zacnie w towarzystwie starych, zardzewiałych tarcz hamulcowych. One same mogłyby w jakiejś oldschoolowej pakerni robić za sprzęt treningowy.

To nie jest czyściutki, plastikowy kettl z fitnesklabu. To spracowany, stary kawał żelastwa. Pokryty rdzawą patyną czasu, z lekko wyślizganym uchwytem. Conajmniej dwa razy dziennie ktoś go dźwiga i pewnie przy okazji przeklina. Ciekawe, czy na pozostałych stoiskach mają inne odważniki?
kettlbell – odważniki kulowe
Trochę mi go żal. W zasadzie mógłby komuś dobrze służyć, a tak – rdzewieje na warzywniaku. Choć z drugiej strony dobrze, że nie wylądował w skupie (w cenie złomu wart jest ok. 13 tanich piw).
Jest może ktoś chętny, żeby się nim zaopiekować? Jak na razie, byle wietrzyk go z chodnika nie ruszy…

1





Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.
Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.
Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.
Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.
Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.
Dotychczasowe realizacje:
- 2017 – Guangzou – Chiny
- 2018 – Tajwan
- 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
- 2024 – Guangfu – Chiny
- 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
- 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)
Plany
- 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)
Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.
Dzięki 🙏





moglbys popdrazyc co to za symbol na kuli bo pacyfka to to nie jest
Ha!!! też zauważyłeś? To mi raczej przypomina jaskółkę. Nawet poświęciłem 10 minut na przeszukianie internetu ale nie znalazłem podobnego. To mi wygląda na logo producenta…
Chińczycy lubią jaskółki 🙂 ale też nic nie znalazłem. Taryfiarz ma podobnego kettla, to przy okazji obejrzę dokładniej 🙂
Fajnie przy okazji poproszę…