Finis Superioris

Może nie o Tai Chi dziś, ale to uniwersalna prawda jest. Na ostatnim treningu Chuo Jiao Fanzi pojawił się Jiuzhizi. Kiedyś ćwiczył z nami regularnie, teraz więcej strzela z łuku. Ale śmiem twierdzić, że w swojej praktyce przekroczył już pewien Rubiconem suum i pomimo kontuzji nadal jest czołowym (po Marku) przedstawicielem tego stylu w Polsce. Trochę to smutne, że ja mogąc jeszcze jako tako skakać, nadal do tego etapu zbliżyć się nie potrafię.

Jiuzhizy, o tym co zobaczył, napisał notkę na swoim blogu. Polecam ją dla każdemu ćwiczącemu, bo to najprawdziwsza prawda jest prostymi słowami spisana. Memento dla każdego, kto chciałby osiągnąć więcej, niż tylko status master of flamaster we własnym dojo.

jibengong to nie rozgrzewka

Rozumiem, że jak się coś robi codziennie (he, he, dobra, co trening) to może to się stać rutyną w złym tego słowa znaczeniu. Na treningu z reguły ćwiczenia podstawowe są na początku i ci, którzy ćwiczą dłużej, najczęściej traktują je jako rozgrzewkę, przejście, stały fragment treningu, który trzeba odfajkować, żeby zacząć robić te „fajniejsze rzeczy”. But it’s bull.. Ja wiem, że każdy kto trenuje te 5, 10, 15 lat to „doskonale” wie, czemu te ćwiczenia służą, co w sobie kryją i takie tam. Jedno, drugie, trzecie dno i że można je robić tak, siak i srak, ale najczęściej jednak, gdy przychodzi do ich wykonania, robi jej po prostu nonszalancko, bez dbałości o szczegół, za to z dużą dozą pewności siebie. Sama nazwa wskazuje, że nie są to rzeczy super skomplikowane, ALE każda z nich posiada zestaw wymagań, albo yaoqiu, jak ktoś woli, których jeśli nie spełniasz, nie robisz tego ćwiczenia dobrze – koniec, kropka. Nie „zdałeś”. To, że robisz je tysiąc pięćset drugi raz nie ma żadnego znaczenia. Najlepsze, że nawet z nauczycielem przed nosem, który robi taki wzorzec, że tylko kopiować (przypominam  xue znaczy zarówno uczyć się jak i naśladować) typowy polski chuojiaofandzysta odpindala swoją własną manianę jakby miał zmatowione szkła kontaktowe i nic ale to nic nie jest w stanie go naprowadzić na właściwy tor na dłużej niż te kilkadziesiąt sekund, gdy akurat jest poprawiany przez Shifu. W 82,3% przypadków nie jest to wynik ograniczenia fizycznego. No i sam nie jestem od tej choroby wolny, tylko strzelanie z łuku uwrażliwiło mi autokorektę i dało głębszy wgląd w to co robię i chcę osiągnąć, a stojąc z boku, pod drabinkami łatwiej mi obserwować co się dzieje na sali i potem wk..iać kolegów :]] Tu klip z Pekinu, na którym Mistrz poprawia uczniom kopnięcie krzyżowe, shizi tui. Można popatrzeć i posłuchać jak ich koryguje i.. nie, to nie jest czepianie się, choć czasem bywa złośliwy 😉.

Nie chodzi o to, by kopnąć jak najwyżej. Chodzi o to by kopnąć do ucha, do nosa, ewentualnie do brody, co nota bene jest najtrudniejszą z wersji. Kopnięcie jest szybkie w fazie wznoszącej, ale również w fazie opadającej. Noga opada szybko, ale nie byle gdzie. Masz się nie garbić. No i naturalnie to, że tu wymagania są takie a nie inne, nie oznacza automatycznie, że można je bezkrytycznie przenieść na inne ćwiczenia. No może, jak się ma trochę doświadczenia, to można. Najlepiej SŁUCHAĆ (nie przepuszczać przez uszy) wskazówek nauczyciela i wracać do nich 🙂

Ngondeg

OD KO: I tele. Jiuzhizi to kawał porządnego chłopa, dusza człowiek i tak dalej. Zawsze powtarzam, że dobrze iż spotkałem go na mojej, pożal się Panie Boże, sztukowalkowej drodze. Ale potrafi też powiedzieć prawdę w oczy tak, że skarpetki się prostują, a człowiek znów, miast głowy w chmurach czuje ziemie pod pośladkami. I dobrze, bo czasem trzeba. Żeby nie przedłużać, bo po tym co napisał (i mi wczoraj powiedział) to można najwyżej głowę spuścić – może trzeba było krzyknąć „Wyprostuj tę rękę, bo ci ją zaraz …..”? Czasami działa.

ps. Bez pytania przedrukowałem…


Finis Superioris – (łac.) górna granica. Przestrzeń poza którą wszystko się zmienia. Można ją przekroczyć tylko raz. Potem już nie ma powrotu, wszystko jest inne.

Rubiconem Suum – (łac) punkt bez powrotu.

14 Replies to “Finis Superioris”

  1. Ta.. przyznaj się, chciałeś pochwalić się ciocią na 2:45 😉

    Teraz mi głupio. Niech KO nie bierze sobie tak do serca wszystkiego co piszę.. i jeszcze miodu KO po tyłku wysmarował..

    1. i tu mnie masz…. nie każdy się może pochwalić taką fajną rodziną

      ale swoją drogą masz rację. Jakbym nie wziął sobie do serca tego co mi wczoraj powiedziałeś to by znaczyło że mogę se dać siana z treningiem. Chyba po to mi powiedziałeś żeby to poprawił, a nie żeby mnie zdołowąć. W domu trochę pomachałem, rękę prostować mogę. Czemu tego nie czynię? bo o czymś innym myślę? Marek mówił o sile na koniuszkach palców. Ale ona nie powinna przesłonić zasięgu.

      1. Bo widzisz, w następnym wpisie skrytykuję metody nauczania Marka ;)) Zacznij od zasięgu. Siła przyjdzie z czasem, jak technika wejdzie KO w krew. Ja bym zaczął od uderzenia zew. nasadą dłoni w tym przypadku, bo łatwiej, a później palcami :]

  2. Cisza… Boją się ludziska pisać… 😉
    Generalnie zgoda, Jiuzhizi. Kilka uwag w telegraficznym skrócie.

    Rutyna bywa cechą umysłów niewytrenowanych. Co znaczy „nudzić” się powtarzając te same czynności? Hmm, jeden z ekspertów od mózgu powiedział w telewizji, że to cecha ludzi niebyt mądrych. Pomijając czynności „powszednie”, jak np.: stawianie kroków, tudzież robienie kupy – wszelka aktywność wymaga uwagi (na upartego dwie wymienione w jakimś stopniu również).

    Za każdym razem gdy analizujemy „znaną” nam formę / tao lu (w klubie) spoglądamy na nią z innej perspektywy. Dotyczy to również określonych technik i kombinacji. Czy można inaczej (pytanie retoryczne)? Chyba na tym między innymi polega rozwój…

    Problem współczesnych, choć jednocześnie klasycznych szkół gong fu (taiji quan, gong fu vo) można sprowadzić do jednego: tak zwani nowocześni ludzie rzadko miewają ochotę na dotarcie do clou wymienionych „dyscyplin”. Po kiego diabła się wysilać?! Przecież wszystko jest na wyciągniecie ręki (patrz: chwilówki, miesięczne kursy samoobrony kończące się „uprawnieniami” instruktorskimi itd.).
    Napiszę więcej. Homo sapiens XXI wieku nawet nie pragnie poznać siebie! Nic to, że starożytna Joga głosiła: Tat Tvam Asi, co przedwojenny Rama Czaraka tłumaczył – „Patrz w siebie szukając czego potrzebujesz”. Nic to…

    Idąc jutro na spacer nie założę słuchawek stereo. Ba, nie wezmę też ze sobą maleńkiego telefonu komórkowego (rozmyślnie kupionego bez Wi Fi i innych cudów). Dlaczego? Tu i teraz jest wystarczająco interesujące…

    Dobrej nocy. 😉

    1. „Co znaczy „nudzić” się powtarzając te same czynności? Hmm, jeden z ekspertów od mózgu powiedział w telewizji, że to cecha ludzi niebyt mądrych.”

      Hmm. Dzięki Dariuszu. Mniemam, że słowa głupich nie użyłeś z wrodzonego Ci taktu.

      Na priva Ci odpowiem. Na temat Tu i Teraz od dłuższego czasu piszę pewien tekst ale albo wychodzi za długi albo zbyt emocjonalny.

    2. Ehh, dobre promo, Sifu Muraszko! Znaleziony w dżungli na granicy chińsko-birmańskiej. Wychowany przez tygrysy. Nauczył się mówić w wieku 15 lat. Dotąd nie ma komórki. Jedyne co umie, to.. WALCZYĆ PAZURAMI! ;] Tylko nie wiem, czy to się sprzedaje w Chinach 😉 Serio, poluzuj sobie Darek i kup na gwiazdkę jakiegoś smartfao. Zainstalujemy Ci wechata i będziesz śmigał po necie wyszukując wietnamskie szkoły czarnego tygrysa 🙂

  3. Ale się porobiło…

    KO, właśnie wysłałem Ci prywatną wiadomość. Myślę, że po jej przeczytaniu lepiej zrozumiesz mój punkt widzenia.
    Speca od mózgu zacytowałem dosłownie (to chyba był psychiatra). On nie użył słowa głupi. 🙂

    Jiuzhizi napisał:
    „Serio, poluzuj sobie Darek i kup na gwiazdkę jakiegoś smartfao”.

    Mam jeszcze bardziej poluzować? Ja, tygrysek bez komórki?

    Gwoli rzetelności / uczciwości. Posiadam elektroniczny czytnik książek, bo niekiedy w podróży (po medytacji) korzystam z umiejętności nabytej w wieku 15 lat. W tamtym czasie nie tylko zyskałem mowę, ale też zacząłem rozumieć alfabet. 🙂

    A nuda to stan umysłu! Nie wiem co ona oznacza… 😉

    1. Dobrze, że zaznaczyłeś, że czytnik jest elektroniczny, bo już sobie wyobraziłem, jak podróżujesz pociągiem ze specjalnie wynajętą Czamką erudytką o aksamitnym głosie, która recytuje Ci w przedziale obszerne fragmenty wybranych dzieł, gdy Ty spod półprzymkniętych powiek leniwie obserwujesz przesuwający się za oknem krajobraz :>

      1. Teraz prepperstwo różne maści w modzie jest. Więc czemu nie zastępować czytników czamkami…

  4. Jiuzhizi napisał:
    „Ehh, dobre promo, Sifu Muraszko! Znaleziony w dżungli na granicy chińsko-birmańskiej. Wychowany przez tygrysy”.

    Z uwagi na młody wiek raczej nie oglądałeś w telewizji serialu o mnie. 🙂 To były czasy! Tygrysa z Malezji znał każdy. Echu, teraz pozostaje mi tylko wspominać lata sławy…

    Tak bardziej serio. Debiut egzotycznych sztuk walki w polskiej telewizji nastąpił za sprawą charyzmatycznego brodacza (przynajmniej ja tak to pamiętam, bo Kurosawy wcześniej nie oglądałem). W serialu pokazano sporo niezłych potyczek, choć nie wynika to bezpośrednio z poniższego klipu. Natomiast robi wrażenie scena ze skaczącym tygrysem…

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz