Dwa grzyby w barszczu…

… to powiedzenie jest synonimem tego, że jak za dużo, to wcale nie jest dobrze.

Ale po kolei. Niedawno pisałem, że otworzyli mi pod blokiem plenerową siłkę. Nie minął miesiąc, a po drugiej stronie bloku otworzyli następną. Teraz mam wybór. Po dokładnym pomiarze okazuje się, że do tej „starej” mam 150 kroków, a do „nowej” aż 160 i na dokładkę trzeba stać na światłach. Tak więc wybór wydaje się być prosty. Co prawda nowa inwestycja jest póki co bogatsza o jeden przyrząd, tak zwany twister. Ale i na tej poprzedniej zaobserwowałem przygotowania do postawienia nowej instalacji, a że jedną i drugą stawiała ta sama firma – myślę, że i tu stanie takie samo ustrojstwo.

Nową siłownię mogę obserwować z balkonu i jakoś do tej pory nie widziałem tam ludzi ćwiczących. Niestety jesteśmy bardzo wstydliwym narodem, jeśli chodzi o trenowanie. Bardzo boimy się reakcji naszych bliskich. Pewnie dlatego wstydzimy się ćwiczyć pod czujnym okiem sąsiadów. Na tej pierwszej instalacji, stojącej nieco bardziej na uboczu, spotykam więcej ludzi. Przede wszystkim starszych, którzy traktują te urządzenia jako dodatek do bardzo popularnego na Tarcho Nordic Walkingu. Młodsi wolą biegać do fitnesów za ponad 100 PLN za miesiąc.

przykład nieprawidłowego zastosowania przyrządu
przykład nieprawidłowego zastosowania przyrządu

plenerowe siłownie

Jestem świadom tego, że na tych ogólnodostępnych urządzeniach wszystkiego się nie da zrobić – ale do moich celów mi wystarczają. Nasuwa mi się tylko pytanie: dlaczego zdecydowano się na postawienie tej drugiej siłowni tak blisko pierwszej i tak blisko bloków? Czy nie lepiej byłoby ją bardziej schować? (Choć z drugiej strony, bliska obecność komisariatu może uchroni ją przed dewastacją – na tej starszej już udało się wyrwać ławki wbetonowane w ziemię – taka nowa olimpijska dyscyplina siłowa).

wioślarz - niczym na galerach... plenerowe siłownie
wioślarz – niczym na galerach…

I tak korzystając z pięknej pogody w niedzielę, wyciągnąłem Danusię na spacer. Cel, oczywiście poza wspólnym powłóczeniem się po okolicy – przetestowanie nowej siłowni. Nie ma co pisać – tak jak na tej poprzedniej, z tą tylko różnicą, że przetestowałem twister pod względem możliwości unoszenia nóg w takim wysokim podporze. Można, choć jest to całkowicie wbrew regulaminowi. Niedobry KO, niedobry. Do swojego sukcesu zaliczam także to, że udało mi się namówić Danusię do wykonania kilku ćwiczeń.

0 Replies to “Dwa grzyby w barszczu…”

  1. Myślę, że na twisterze można ostrożnie próbować robić wu zi gong i niu zi gong. Poza tym, na Siekierkach niedaleko kościoła powstała taka siłownia, więc możesz przyjeżdżać z Danusią i łukiem postrzelać, a potem potrenować 😉

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz