Żadnej magii… część druga

Dziś ciąg dalszy ćwiczeń podejrzanych (podczytanych?) w książce dla gospodyń domowych (część pierwszą znajdziecie tu). W czasie czytania tego rozdziału miałem przed oczyma różne moje praktyki z ćwiczeniami z grupy Zhan Zhuangów (czyli dla mniej wprawionych w chińszczyźnie – chodzi o nieruchome stanie). Oczywiście Zhan Zuangi w Taiji, Yi Quan i CJF z jakimi miałem styczność, są bardziej ukierunkowane na zbudowanie struktury i specyficznej siły, ale i one mają swoje bardziej zdrowotne wersje.

Publikując poniższy tekst nie chcę umniejszać znaczenia medytacji stojących. Chcę tylko zwrócić uwagę na dwa rodzaje podejść do tego ćwiczenia. Jedni przedstawiają je jako zwykłą metodykę treningową. Mówią np o „ruchu, który czujemy, ale z zewnątrz go nie widać” lub o „napinaniu mięśni tak, by nie przekroczyć pewnej granicy napięcia” czy też o „jednoczesnym działaniu dwóch przeciwstawnych sił”. I to są mądre opisy, wskazówki dla praktykującego. A drudzy mówią o powstawaniu Qi i opróżnianiu umysłu, i zdrowotnym działaniu nieruszania się. Robią z tego magię (przez duże G…), a biedny człowiek stoi i nic z tego nie rozumie. Jeśli zwykły bezruch miałby działanie prozdrowotne, to po każdym odcinku „Na Wspólnej” spadałaby zachorowalność na grypę. A poniższy fragment mówi o ćwiczeniach „bez ćwiczeń” w sposób prosty i bez zadęcia. Myślę, że bez większej ujmy dla dobrych nauk, można te ćwiczenia nazwać prostymi Zhan Zhuangami.

Ćwiczenia… bez ćwiczeń

Wydaje się to wręcz nielogiczne, ale to jest możliwe. Można kierować swoimi mięśniami niejako „od wewnątrz”, włączając tylko świadomość. Bez widocznych ruchów, bez straty czasu. To wcale nie jest tak skomplikowane, jakby się wydawało.

zhang zhuang po Polsku, czyli medytacja stojąca a'al Gierek
zhan zhuang po Polsku, czyli medytacja stojąca a’la Gierek

Chodzi o świadome „ustawianie” naszych mięśni przy chodzeniu, siedzeniu itd., dotyczy to także mięśni twarzy. Można np., bez żadnych widocznych grymasów, wygładzić, rozpogodzić twarz, pracując mięśniami jak gdyby pod wpływem sugestii czy raczej autosugestii. Jest to może trudne do zrozumienia i wykonania, ale warto spróbować. Zdajecie sobie sprawę z efektu? Jeśli nie, spróbujcie jeszcze raz, i jeszcze raz. Teraz czujecie już, jak kierowane tylko waszą wolą mięśnie twarzy napinają skórę i gdyby unoszą unoszą się aż do włosów. Twarz staje się pogodna wygładzona. Brzmi to może nieco metafizycznie, ale przecież możecie wypróbować to na sobie. Przekonacie się też, że po wielokrotnym powtarzaniu takie „ustawienia” mięśni stanie się odruchem, dzięki czemu utrwalimy korzystny dla naszej twarzy układ. Inaczej mówiąc, chodzi o utrzymanie mięśni w stanie pewnego napięcia, aby nie rozluźniły się (zwiotczały – przyp. KO) powodując obwisłość policzków, zmarszczek wokół oczu, zwiotczenia szyi.

Ale niekorzystne dla kobiety zmiany, jakie pojawiają się w miarę upływu lat i małej dbałości o swój wygląd, nie ograniczają się tylko do twarzy. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, aby ocenić,  że nie jest to kobieta młoda, mimo np. jej ładnej cery. Powie to zmieniony owal twarzy i sylwetka. Często nawet tylko chód zdradza wiek kobiety albo dodaje jej lat. A wcale tak być nie musi.

świadome kierowanie mięśniami

Kobieta, która pracuje kilka godzin dziennie w pozycji siedzącej, a zwykle jest to pozycja nieprawidłowa i niedbała, powodująca wygięcie pleców, wypięcie brzucha, wpadnięcie klatki piersiowej itp., nie może mieć ładnej sylwetki. Zachodzą bowiem trwałe zmiany, których przyczyną jest rozluźnienie pewnych mięśni, a napinanie innych. W wyniku tego poszerza się linia pleców, powiększają się pośladki, rozluźniają się mięśnie biustu, wiotczeje szyja.

Nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy, że prawidłowa postawa przy siedzeniu nadaje też inny wyraz twarzy. I przeciwnie, pozycja niedbała powoduje nieprawidłowy układ mięśni, co odbija się na wyglądzie i wyrazie twarzy. Niezbędna jest więc gimnastyka poprawiająca naszą postawę i układ sylwetki.

Będzie to również gimnastyka… bez ćwiczeń, niekłopotliwa, nie zabierająca czasu, absorbująca tylko naszą świadomość przez ileś tam ułamków sekundy(*1) w ciągu dnia, kiedy wstajemy, siadamy odwracamy się itd., aż utrwali się nawyk utrzymywania poprawnej pozycji.

świadome kierowanie mięśniami
a tak to wygląda teraz, niestety

Lepiej taką gimnastykę zacząć wcześnie, koło trzydziestki, bo w starszym wieku zmiany są już utrwalone i trudno o korzystny efekt.

Od KO:

To część teoretyczna. Praktyka będzie w następnym odcinku, na który już teraz zapraszam.

Mała historyjka na koniec. Jednym z pierwszych moich poważnych kontaktów z Zhan Zhuangami był trening Yi Quan z Andrzejem Kaliszem. Kiedy ten wytłumaczył nam zasady ćwiczenia kazał nam stanąć, przez jakiś czas nas poprawiał, a potem sam stanął i zaczął ćwiczyć. I słusznie, bo co będzie czas marnował? Co jakiś czas spoglądałem w jego stronę starając się wyłapać jeszcze jakiś szczegół z jego postawy. Oczywiście nic z tego nie wychodziło, bo to raczej ćwiczenie takie mało widowiskowe jest.  Jedyne co zauważyłem, to jego wyraz twarzy. To była taka mieszanina dumy i radości, taki lekki uśmiech z niewielką dozą zdziwienia, no nie do opisania niestety. Pomyślałem sobie wtedy (choć nie powinienem, bo w ćwiczeniu należy pozbywać się myśli), że albo z nas się śmieje, albo mu się akurat przypomniał jakiś śmieszny film. Dopiero potem usłyszałem o „uśmiechu nie uśmiechu” i o „twarzy głupka”.


  *1 – trochę autorka tu przesadziła. Kilka minut dziennie zapewne dałoby jakiś efekt (w zakresie kosmetycznym, bo nie sztukowalkowym), ale kilka milisekund?

0 Replies to “Żadnej magii… część druga”

  1. Tak, fizis Andrzeja w czasie zz – bezcenna!
    Jako zły tudi dodam jeszcze, że lepszą ma, jak po treningu przynoszą mu piwo w litrowym kuflu 😉

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz