Żadnej magii… – część pierwsza

A było to tak. Dawno, dawno temu z nudów przeglądałem księgozbiór Danusi. Była tam jedna książka wydana w połowie lat osiemdziesiątych, nakładem wydawnictwa „Praktyczna Pani” pod tytułem „Poradnik praktycznej kobiety”.  Było tam mnóstwo przepisów, porad na wywabianie plam, cerowanie pończoch itp. W tamtych latach takich książek wydawano mnóstwo. Kiedyś trafiłem egzemplarz z lat 50’tych, gdzie radzono kobietom by do pracy na polu koniecznie zakładały bieliznę. W tej książce aż tak „praktycznych” rad nie było, ale za to trafiłem na rozdział pod tytułem „Dbałość o ciało” i na nim zatrzymałem się nieco dłużej. Nie było tam ani słowa o joggingu, czy tak zwanej szwedzkiej gimnastyce, a za to sporo ćwiczeń na napinanie mięśni i wzbogaconych o sporą dawkę intencji. Pomyślałem sobie „zaraz, przecież ja te ćwiczenia znam”.

psycholog,-tuzin,-foto–new_749_563_80
…przykład gospodyni domowej…

I była to prawda, może nie do końca w tej formie, może z nieco inną intencją wykonania, ale znam. Przeplatały się one wszystkie w czasie mojej praktyki. Chociażby te dwa pierwsze ćwiczenia z dzisiejszego odcinka (a będą jeszcze dwa). Jest to słowo w słowo to, czego uczyłem się od Saszy, który przyjechał kiedyś do Polski dać krótkie seminarium z Sistiemy. Tyle, że on dodatkowo okrasił te ćwiczenia „fajnym” historycznym backgroundem – że niby to stara metoda, wymyślona w prawosławnych chramach i tam praktykowana, tajna i od niedawna dopuszczona do publicznego nauczania. Czyli magia, proszę ja kogo.

Skąd autorka znała na wpół magiczne metody treningowe rosyjskiej Sistemy? Ano nie znała. Wiedzy na pewno nie wzięła z żadnego treningowego Hogwartu. Początkowo chciałem dociekać skąd ta wiedza, ale mi przeszło. Bo po co? Mam te ćwiczenia i teorię, i to czasami na dużo lepszym poziomie niż poradnik dla gospodyni domowej. Wszystko to, ukierunkowane na sztuki walki, znajdę na salach treningowych, w parkach, zagajnikach i innych. I co ważne, są tam ludzie, którzy mogą mnie poprawić i w odpowiedniej chwili przekazać następną dawkę wiedzy. Najważniejszym wnioskiem z tej nietypowej lektury było to, że wiedza z którą mam kontakt ćwicząc sztuki walki, to nie jest żadna magia. To może trochę nietypowe, ale tylko (lub aż) praca z naturalnymi możliwościami ludzkiego ciała. A idąc tym torem, każdy kto posiada tylko odrobinę samozaparcia, może tymi metodami ze swoim ciałem pracować.

Często wiedza o Qi Gongach, Gong Fu i chińskiej medycynie podawana jest jako wiedza tajemna. To takie ułatwienie dla przekazującego, który własną niewiedzę może ukryć za zasłoną tajemnicy, którą to ćwiczący musi sam rozwikłać. Ćwiczenia mogą nic nie dawać, bo my i tak wmówimy sobie, że jest nam po nich coraz lepiej. Elitarność zajęć załatwiana jest wysoką ceną. Spotkałem się też z koniecznością ćwiczenia w całkowicie białym stroju. A tymczasem – żadnej magii. Dobry nauczyciel przekaże takie ćwiczenia, które spowodują pojawienie się tego czegoś, zamiast ciągłego mówienia o tym.

Gdyby to było tak łatwe, to każdy z nas zostawałby mistrzem. No tak dobrze to nie ma, każdy z nas może ćwiczyć i się rozwijać, a tylko niektórzy, naprawdę nieliczne jednostki, zostaną mistrzami. Ale nie wystarczy tylko przyjść na salę, kupić koszulkę, zapłacić składkę i siedzieć opowiadając jakie to piękne rzeczy można byłoby osiągnąć. Trzeba ćwiczyć rzeczy, które są trudne, powodują zmęczenie, pot, nie są zbyt czyste i czasami wkurzają. Trzeba praktykować, a magia przyjdzie sama, tylko że dla nas będzie to rzecz zwykła.

Poniżej umieszczam pierwszą część „magicznych ćwiczeń dla kur domowych :)” na dowód tego, że to wszystko jest proste i znane, a tylko wymaga wdrożenia w życie. Z tym co przeczytacie poniżej spotkałem się już, we wspomnianych powyżej ćwiczeniach Sistiemy, a także w książce o tajnych praktykach specnazu w ćwiczeniach siłowych.

„Wygodna” gimnastyka

Nieco odmienną gimnastykę można uprawiać… leżąc w łóżku. Nie śmiejcie się. Jest to wspaniały „wynalazek” – może dla leniwych, może dla chorych, ale również dla tych, którym rano ciężko wstać z łóżka, bo snu i odpoczynku było trochę za mało. Taka gimnastyka ułatwi im start do codziennych spraw.

Najłatwiej ćwiczyć właśnie rano, ale można to robić leżąc chwilę w ciągu dnia albo też wieczorem. W tym czasie okno powinno być otwarte, a przed ćwiczeniami należy wykonać kilka głębokich oddechów.

I ćwiczenie
Leżymy, pamiętając o tym, że sylwetka powinna być wyprostowana, a wszystkie mięśnie rozluźnione. Plecy i ramiona przylegają ściśle do pościeli, ręce wzdłuż tułowia. Ćwiczenie polega na jak najsilniejszym napinaniu mięśni i następnie maksymalnym ich rozluźnianiu – od stóp aż do twarzy. A więc napinamy mięśnie stóp. Kolejno łydek i ud „unosząc” je jak gdyby do góry (mięśnie a nie uda) w kierunku klatki piersiowej. Trzymamy chwilę w napięciu, a potem kolejno począwszy od mięśni brzucha, poprzez uda, łydki i stopy – rozluźniamy je. Powtarzamy to kilkukrotnie. Ćwiczenie jest właściwie niewidoczne, a sprawdzianem poprawnego wykonania jest to, że czujemy, iż mięśnie poruszyły się „do góry”.

ćwiczenia wewnętrzne
ćwiczenia w łóżku

II ćwiczenie
Napinamy mięśnie stóp, łydek, ud, wciągamy brzuch, napinamy klatkę piersiową, która rozszerza się i lekko unosi, następnie napinamy mięśnie szyi i twarzy, włącznie z mięśniem czoła, wszystko „do góry”, czyli doprowadzamy napięcie mięśni aż do … włosów. Poprzez krótki moment utrzymujemy mięśnie w napięciu, a potem kolejno, począwszy od twarzy – rozluźniamy. Ćwiczenie będzie wykonane prawidłowo wtedy, kiedy odczujemy, że sylwetka jakby skurczyła się, a następnie, po rozluźnieniu – wydłużyła. Odczujemy też ciepło w mięśniach.

ćwiczenia wewnętrzne

III ćwiczenie
Można je wykonywać w kolejności, po poprzednim, albo też niezależnie. Jest to ćwiczenie klatki piersiowej do wykonania w pozycji leżącej albo siedzącej – też jeszcze w łóżku. Nabierając w płucach powietrza zbliżamy do siebie łopatki, mięśnie klatki piersiowej napinają się (klatka piersiowa się rozszerza), potem ramiona opuszczamy w do dołu, wykonujemy wydech, rozluźniamy mięśnie. Ćwiczenie powtarzamy kilkukrotnie. Przy ćwiczeniu tym musimy odczuć, że pracują też mięśnie szyi.

IV ćwiczenie
To ćwiczenie bioder, też w pozycji leżącej. Kładziemy rękę na biodrze i unosimy (kurczymy mięśnie biodra w górę, tj. w kierunku klatki piersiowej, starając się ręką jak gdyby stawiać opór, co zwiększa napięcie mięśni. Powtarzamy na przemian wielokrotnie.

Powyższe ćwiczenia dają podobny efekt jak zwykła gimnastyka, czyli poprawiają sprężystość mięśni i ogólną kondycję, pobudzają krążenie krwi. Ale dla kobiety to nie wystarczy. Musi ona pamiętać o postawie o całej sylwetce, o sposobie poruszania się, chodzenia, a nawet siedzenia. O tym poniżej…

cdn..

0 myśli na temat “Żadnej magii… – część pierwsza

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: