Wieści z Matplanety

Z nauką Tai Chi (jak i innych sztuk walki) jest jak z matematyką. I to wcale nie chodzi o to, że matematyka to królowa nauk, a trening sztuki walki, to król aktywności fizycznej. To by była zbyteczna porcja pychy. A przecież to nie tędy droga. Dla mnie pierwszym krokiem do zrozumienia treningu, jest przyjęcie do wiadomości, że to nie jest żadna magiczna metoda. Tylko, jak każda inna, wymagająca zaangażowania i pracy (i to ciężkiej).

Ale wróćmy do matematyki. Otóż ludzkość od zawsze poszukiwała sensu istnienia świata, pierwotnie kojarzonego z istotą boską. Starożytni wpadli na pomysł, że da się wyliczyć, jakąś tajemną metodą, wartość nieskończoną będącą odwzorowanie tej boskiej istoty. I tak (z grubsza) powstała matematyka. Jej przydatność w postaci umiejętności inżynieryjnych, przyszły niejako w pakiecie. Myślano, że kiedy pozna się wzory matematyczne, metody rozwiązywania problemów matematycznych, będziemy w stanie poznać nieskończoność. To chyba Platon stwierdził, że obiekty matematyczne są to byty pozaczasowe, ale rzeczywiste (i tu zamknąłem książkę o filozofii w matematyce, bo i tak bym nie zrozumiał). Matematyka miała opisywać to, co nieziemskie i nieogarnione.

Jednak ktoś, kiedyś wpadł na to, że An może się równać An+1. Co oznacza, że nie ma możliwości odnalezienia wartości oznaczającej nieskończoność, gdyż dla każdej wartości określonej istnieje wartość o jednostkę większa. Ta droga to ślepy zaułek, gdyż do tej nieskończoności nie możemy się zbliżyć. To jak z Dao. Wszystko, co zostanie zdefiniowane, przestaje być Dao. Myślę, że gość który ogarnął, że świat jest niemożliwy do ogarnięcia, musiał być tym przerażony.

Platon… miał skubany łeb, nic to że łysy

Widzicie tu jakąś korelację z własnym treningiem? Ja ze swoim widzę. Otóż najpierw umiejętności traktowałem jako coś nieomal magicznego, coś, co wymaga jakiś specjalnych formuł, które dadzą mi te ponad normalne możliwości. Lecz ten świat (uniwersum treningowych umiejętności) miał swoje granice, np. w postaci tytułu mistrzowskiego. Potem doszedłem do wniosku, że jeśli nauczę się wszystkiego, to osiągnę ten stan ciężką pracą. Nauczyć się wszystkiego oznaczało uczenie się kolejnych form, zdobywanie skili, poznawanie nowych ćwiczeń, zastosowań, technik i innych. Kiedyś nawet myślałem, że warunkiem sine qua non osiągnięcia, pożal się Panie, mistrzostwa jest opanowanie wszystkich form i wszystkich stylów (myślałem wtedy, że są tylko cztery). Na szczęście mi przeszło… Choć, szczerze — jak na spowiedzi — czasami z żalem w sercu na różne rzeczy patrzę.

Chwila, kiedy okazało się, że droga treningowa jednak się nie kończy, była trochę smutna. No jak to? Będę ćwiczył, ćwiczył i nigdy nie stanę na Olimpie? Nigdy nie trafię do Panteonu ani nie wjadę do Walhalli? Myślałem wtedy, że rozwój polega na tym, żeby dojść jak najdalej.

Wróćmy do buchalterii. Z tego dążenia do matematycznego opisania świata, powstało oczywiście mnóstwo fajnych i przydatnych rzeczy. Większości nie umiem wymienić, bo w szkole raczej do tych leniwych należałem — ale taki przebieg zmienności funkcji, to już nie byle szysz, a równanie Lagrange’a, to już prawdziwa magia. Matematycy rozpoczęli poszukiwanie liczb wyjątkowych czyli pierwszych, doskonałych i innych. Jak ktoś pamięta – długa forma Tai Chi klasycznie ma sto osiem pozycji, bo w ichniej numerologii jest to liczba doskonała (stanowi iloczyn trzech pierwszych liczb naturalnych, podniesionych każda do potęgi własnej). W pewnej chwili myślano nawet, że to właśnie liczby pierwsze były ostoją boskości w „normalnym” świecie. W efekcie poszukiwanie wielkich liczb pierwszych przydało się na przykład w kryptografii.

ja to nawet bym tego nie narysował, a Legrande to policzył

Z tym, że w zasadzie nie o tym. Kiedy w latach trzydziestych dwudziestego wieku środowisko niemieckich matematyków (wywodzących się w zdecydowanej większości z osób pochodzenia żydowskiego) zajmowało się wyższą matematyką, siłą rzeczy wpletli w to dużą dozę kabały. Z mojego punktu widzenia niewiele to zmieniło, nadal poszukiwali nieskończonego lub jak kto woli – istoty boskości. Chłopaki wpadli jednak na pomysł, że nie należy jej szukać na rubieżach wielki liczb (ten wzór an=an+1 jest nie do podważenia), a właśnie w okolicach zera. Nie wielkie liczby, a niekończenie małe zbliżanie się do granicy zera. Co jest o tyle łatwiejsze, że zero jest stałe.

Gdyby Platon ćwiczył Tai Chi

Jaka jest korelacja z treningiem?

Jest sobota, słoneczko grzeje. Nasza grupka, jak ostatnio rzadko kiedy, spotkała nie na Polu Mokotowskim pod mirabelką (fr. sainte mirabelle). „Nie masz wrażenia” – koleżanka sprawiała wrażenie nieco zafrasowanej – „że zaczynamy wszystko od początku?”. Tak, miałem, od kilku dni robimy od początku podstawy, ale tym razem więcej rozumiem. Niektóre rzeczy stają się wręcz oczywiste. Wiem, że konieczność robienia ich od początku, w dużej mierze wynika z mojego lenistwa. Z braku właściwej motywacji, z niesłuchania ticzera bądź z wymyślania własnych teorii zamiast uczciwego tupania. Marek pracowicie burzy poukładane teorie i zostawia mnie z tym bałaganem. Moim zadaniem jest składanie klocków, na nowo.


1

Organizuję wyjazd treningowy do Chin (Guangfu 2024).
Jeśli podoba Ci się moja działalność – możesz mi pomóc rozwijać moją pasję! Postaw mi kawę (kliknij obok).
Dziękuję.


Zamiast uczenia się rzeczy nowych, drążymy stare. Niczym ci berlińscy matematycy (a przypominam, że my nie gęsi i mieliśmy swoją „lwowską szkołę matematyki”), zaczynamy szukać bliżej siebie pozbywając się niepotrzebnych teorii, zbliżając się bardziej do siebie niż do mitycznego „wysokiego poziomu”. Nie szukajmy na niebie tego, co znaleźć możemy w sobie (jakby to jeszcze trzynastozgłoskowiec był, to bym te poezje pociągnął dalej).

I tyle…

10 komentarzy do “Wieści z Matplanety”

  1. (…) „Tam, dokąd nie umiemy wejść sami, dostajemy się matematyką. Sporządzamy z niej wózki do poruszania się w nieludzkich obszarach świata.”- te słowa spisawszy KO wsiadł na wózek i ruszył na podbój Wszechświata. 😉

    Odpowiedz
  2. „Polacy nie gęsi, a swój język mają. ” Nie chodzi tu, o to, że nie jesteśmy gęśmi, ale, że nie mamy ( tylko wtedy) języka „gęsiego”, czyli … łaciny, ale własny język polski.

    Odpowiedz
    • Cze. Dzięki. Bardzo ciekawe znaczenie. Jak większość tego typu sentencji, i ta zmieniła swoje znaczenie. Może to jest temat na wpis? Techniki z formy które zmieniły zwoje znaczenie…

      Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz