Trzy szanse

Spis treści
  1. trzy szanse

Znacie to? Nawet jeśli tak, to przeczytajcie jeszcze raz. Jest taka anegdota:

tonący brzytwy się chwytaŻył sobie pewien człowiek, w domu nad rzeką i był on bardzo religijny. Pewnego dnia wody rzeki wezbrały i podeszły pod drzwi jego domu. Człowiek ten postanowił zawierzyć swoje życie Bogu, więc kiedy wody nadal wzbierały, przeniósł się na piętro swojego domu. I wtedy przypłynęła łódź strażacka.

– Wsiadaj, zabierzemy Cię – krzyknęli strażacy

– Nie, zostaję. Bóg mnie uratuje.

Ale wody wzbierały. Nasz bohater wszedł nad dach i żarliwie modlił się dalej. I wtedy znów przypłynęli strażacy i on znów im odmówił mówiąc, że czeka na ocalenie od Boga. A wody przybywało. Wspiął się ów człowiek na komin i modlił się dalej. Przepływająca obok łódź strażacka znów chciała go zabrać, ale historia znowu się powtórzyła.

I kiedy nasz bohater stał już po szyję w wodzie, odezwał się do Boga tymi słowami.

– Panie! Całe życie starałem się być dobrym człowiekiem. Modliłem się do Ciebie, a kiedy jestem w potrzebie Tyś mnie nie uratował.

I wtedy otwarły się niebiosa, pojawiły się światła i wszystkie te rzeczy, które się przy okazji pojawiają. I rozległ gromki głos z nieba.

– Ty ciężki durniu. Toż ja po ciebie trzy razy już łódź wysyłałem.

Uff. Qrcze szybciej się to opowiada, niż opisuje. Wnioski. Ano w zeszłym tygodniu byłem na boksie. Obok mnie na worku boksowała pewna kobieta (ha, już wiem skąd się bierze przemoc w rodzinie) – zupełne newbie. Trener podszedł do niej i tłumaczył: „Nie pchamy tego worka. Uderzamy go. On nie może latać po całej sali, jak Żyd po pustym sklepie. I zademonstrował jej kilka szybkich, krótkich ciosów, od huku których mało nie ogłuchłem. Następnego dnia na treningu Chuo Jiao, na tak zwanej ścieżce, słyszę głos Marka : „KO uderzenie ma być jak strzepnięcie, szybkie, jakbyś chciał wodę z pięści strzepnąć” (Marek nie krzyczy, co  powoduje, że czasami, z powodu mojej punk rockowej przeszłości, nie słyszę go).

trzy szanse

A potem, wracając do domu, obserwując w metrze skąpo ubrane studentki (no co, lato gorące i piątek był akurat), olśniło mnie – przecież w Taiji mamy praktykę gaszenia świecy. Jeśli nie zrobię tego (nie zgaszę świecy) krótkim dynamicznym ruchem, to nie uda mi się to nigdy.

trzy szanse
gaszenie świecy inaczej… 😉

I choć daleki jestem od tego, żeby mieszać Boże plany do mojego treningu myślę, że to były właśnie te trzy łodzie i jeśli z nich nie skorzystam, to będę stał na tym przysłowiowym kominie w wodzie po szyję, choć równie dobrze może to być zupełnie inny płyn.

Tak więc, uszy i oczy musimy mieć otwarte i nie odpuszczać sobie, bo możemy na treningach pracować niczym heroiczny włoski żołnierz w obwoźnym lupanarze i nic nam z tego nie wyjdzie,

I w tym filozoficznym nastroju… dobranoc się z państwem.

0 myśli na temat “Trzy szanse

  • 07/09/2015 o 11:28
    Permalink

    Wg innego lokalnego, ludowego podania Marek szeptał do KO: „KO, pierwszy cios nie musi zabijać…” 😉
    P.S.: Globalna powódź, puste łodzie, gasnąca świeca- coraz więcej apokaliptycznych metafor w Twoich wpisach, KO. 😉

    Odpowiedz
    • 07/09/2015 o 11:59
      Permalink

      Kiedyś powiedział, że nie każda technika musi być kończąca.

      a jakie metafory miałyby być po przegranym meczu…

      Odpowiedz
  • 09/09/2015 o 19:52
    Permalink

    Dobry temat na trening w Skaryszaku. Opowiem moją przygodę z tym co opisałeś 🙂

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: