Znacie to? Nawet jeśli tak, to przeczytajcie jeszcze raz. Jest taka anegdota:
Żył sobie pewien człowiek, w domu nad rzeką i był on bardzo religijny. Pewnego dnia wody rzeki wezbrały i podeszły pod drzwi jego domu. Człowiek ten postanowił zawierzyć swoje życie Bogu, więc kiedy wody nadal wzbierały, przeniósł się na piętro swojego domu. I wtedy przypłynęła łódź strażacka.
– Wsiadaj, zabierzemy Cię – krzyknęli strażacy
– Nie, zostaję. Bóg mnie uratuje.
Ale wody wzbierały. Nasz bohater wszedł nad dach i żarliwie modlił się dalej. I wtedy znów przypłynęli strażacy i on znów im odmówił mówiąc, że czeka na ocalenie od Boga. A wody przybywało. Wspiął się ów człowiek na komin i modlił się dalej. Przepływająca obok łódź strażacka znów chciała go zabrać, ale historia znowu się powtórzyła.
I kiedy nasz bohater stał już po szyję w wodzie, odezwał się do Boga tymi słowami.
– Panie! Całe życie starałem się być dobrym człowiekiem. Modliłem się do Ciebie, a kiedy jestem w potrzebie Tyś mnie nie uratował.
I wtedy otwarły się niebiosa, pojawiły się światła i wszystkie te rzeczy, które się przy okazji pojawiają. I rozległ gromki głos z nieba.
– Ty ciężki durniu. Toż ja po ciebie trzy razy już łódź wysyłałem.
Uff. Qrcze szybciej się to opowiada, niż opisuje. Wnioski. Ano w zeszłym tygodniu byłem na boksie. Obok mnie na worku boksowała pewna kobieta (ha, już wiem skąd się bierze przemoc w rodzinie) – zupełne newbie. Trener podszedł do niej i tłumaczył: „Nie pchamy tego worka. Uderzamy go. On nie może latać po całej sali, jak Żyd po pustym sklepie. I zademonstrował jej kilka szybkich, krótkich ciosów, od huku których mało nie ogłuchłem. Następnego dnia na treningu Chuo Jiao, na tak zwanej ścieżce, słyszę głos Marka : „KO uderzenie ma być jak strzepnięcie, szybkie, jakbyś chciał wodę z pięści strzepnąć” (Marek nie krzyczy, co powoduje, że czasami, z powodu mojej punk rockowej przeszłości, nie słyszę go).
trzy szanse
A potem, wracając do domu, obserwując w metrze skąpo ubrane studentki (no co, lato gorące i piątek był akurat), olśniło mnie – przecież w Taiji mamy praktykę gaszenia świecy. Jeśli nie zrobię tego (nie zgaszę świecy) krótkim dynamicznym ruchem, to nie uda mi się to nigdy.
I choć daleki jestem od tego, żeby mieszać Boże plany do mojego treningu myślę, że to były właśnie te trzy łodzie i jeśli z nich nie skorzystam, to będę stał na tym przysłowiowym kominie w wodzie po szyję, choć równie dobrze może to być zupełnie inny płyn.
Tak więc, uszy i oczy musimy mieć otwarte i nie odpuszczać sobie, bo możemy na treningach pracować niczym heroiczny włoski żołnierz w obwoźnym lupanarze i nic nam z tego nie wyjdzie,
1





Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.
Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.
Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.
Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.
Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.
Dotychczasowe realizacje:
- 2017 – Guangzou – Chiny
- 2018 – Tajwan
- 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
- 2024 – Guangfu – Chiny
- 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
- 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)
Plany
- 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)
Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.
Dzięki 🙏
I w tym filozoficznym nastroju… dobranoc się z państwem.







Wg innego lokalnego, ludowego podania Marek szeptał do KO: „KO, pierwszy cios nie musi zabijać…” 😉
P.S.: Globalna powódź, puste łodzie, gasnąca świeca- coraz więcej apokaliptycznych metafor w Twoich wpisach, KO. 😉
Kiedyś powiedział, że nie każda technika musi być kończąca.
a jakie metafory miałyby być po przegranym meczu…
Dobry temat na trening w Skaryszaku. Opowiem moją przygodę z tym co opisałeś 🙂
oki.. wziąć packę?