Niedawno spotkałem się z Łukaszem. Chłopak obecnie powoli wyrasta na kumatego gościa. Do tej pory miał bogate doświadczenie, ale teraz… jeździ po świecie, zażywa nauk u mistrzów różnorodnych. Łukasz jest przykładem człowieka, który miesza w garze swoich umiejętności niczym Szekspirowskie trzy wiedźmy. Ale do wszystkiego ma stosunek jak najbardziej poważny. Myślę, że jest człowiekiem, który ćwiczy i rozwija się zgodnie z zasadami, o których pisałem w poprzednim odcinku. Czyli ćwicz dokładnie według przepisu, ale myśl samodzielnie i staraj się to opowiadać własnymi słowami.
Spotkaliśmy się, ponieważ Łukasz miał niedawno możliwość poćwiczenia tak zwanych „ślizgających mieczy” i zgodził się podzielić się ze mną swoimi obserwacjami. Ćwiczenia „ślizgających mieczy” z grubsza przypominają swobodne pchające ręce. Ćwicząc z partnerem, należy utrzymywać kontakt z jego mieczem i nie dopuścić, by on miał możliwość wykonania cięcia. W tym celu staramy się tak poruszać ciałem oraz ręką wyposażoną w miecz, żeby być cały czas zasłonięci jego klingą. Jednocześnie sami próbujemy obejść broń partnera tak, żeby móc go dosięgnąć własnym ostrzem. Niektórych to bawi, ale proszę o nieporównywanie tego z pewnymi praktykami pawianów bonobono. Choć wizualnie pewne podobieństwo jest. Niestety.

szermierka
Bardzo mi się podoba idea takiego treningu. Szukałem kogoś, kto miał z tym jakikolwiek kontakt. Tak bardzo, że kiedy zaprosiłem do Warszawy pewnego instruktora zajmującego się szermierką, spytałem, co sądzi o takich praktykach, na co on zareagował, wyciągając książkę będącą „biblią jego stylu” i wymachując nią, powiedział: „Jeśli czegoś nie ma w tej książce, to znaczy, że to błąd. A tego nie ma w tej książce, więc jest to złe”. Wymachiwanie książkami to zły znak, zakończyłem więc naszą znajomość na tym jednym spotkaniu. Aż szkoda, bo szermierkę miał rozpracowaną nieźle.

Praktyka „ślizgających mieczy” (lub „sklejonych mieczy”) nie jest sensu stricte walką, lub nawet przyjacielskim sparingiem. To jeszcze jedno ćwiczenie na wyczuwanie, na dystans, na poruszanie się i wiele innych fajnych umiejętności, które nie wiadomo kiedy (i do czego) nam się przydadzą. Zanim jednak przeszliśmy do clou naszego spotkania, wymieniliśmy się ciekawostkami. Łukasz pokazał mi pięć podstawowych technik miecza Xingyi, których uczył się niedawno. Ja zrewanżowałem mu się podwójną formą z szablą, która jest tak uniwersalnym narzędziem, że każdy to może swobodnie ćwiczyć.
ślizgające miecze
I tu okazało się, że doświadczenie Łukasza z bronią białą pozwoliło zamknąć proces nauki formy w niecałe pięć minut. Były momenty, kiedy Łukasz wykonywał prawidłowy krok czy zasłonę szybciej, niż ja mu to opisałem. „Wiesz, rozwiązania w szermierce są wspólne” – powiedział w chwili, kiedy przyłożył mi ostrze do gardła. A przecież to właśnie tego przełożenia ręki ja uczyłem się przez tydzień co najmniej. Widziałem też, ile czasu zajmuje to innym. Łukasz jednak ćwiczył już chyba wszystko, od kendo do szermierki historycznej, i szybko mu to weszło. W zasadzie po pięciu minutach mogliśmy przejść do fazy praktyki. To dobry dowód na to, że cokolwiek ćwiczysz, byle uczciwie, to gdy ćwiczysz coś innego, to wiedza nie ginie. Że sama wyobraźnia ruchowa, którą wyrabiasz sobie, ćwicząc coś chociażby związanego ze sztukami walki, jest przydatna na dalszych etapach nauki.

Żeby nie było, że i ja nie mam powodów do chodzenia z piersią wypiętą. Na koniec treningu zaczęliśmy „ślizgać miecze”. Po pierwszej próbie ustaliliśmy zasady. Tego dnia miało być bez odrywania ostrza od siebie. Tak, żeby sobie zębów nie powybijać. Dodatkowo Łukasz narzucił sobie jeszcze jedno ograniczenie – miał ćwiczyć bez wykorzystywania jelca broni. Chyba w jego japońskiej sztuce wyciągania miecza na czas nie powinno się stosować jelca do obrony. Że niby co? Za ładne? Szkoda zepsuć? Początkowo też chciałem się do tego stosować, ale okazało się, że ja nie mam tego problemu. Prowadzę miecz mniej więcej w środku klingi. „Ej, tobie to jakoś wychodzi” – zauważył Łukasz. Myślę, że to ćwiczenia z włócznią, które czasami robimy w parach, oraz praktyki ocierania drzewa (znów ktoś może mieć dziwne skojarzenia) dają efekty.
szable w parku
Dlaczego o tym piszę? Otóż pewien czas temu rozmawiam z moim treningowym kumplem: „Poćwiczysz miecz, to lepiej poczujesz, o co chodzi z pracą nadgarstków”. Odpowiedź dostałem taką: „Eeee, nie, ja jeszcze mam tyle do zrobienia w technikach ręcznych”. Otóż, nie. To tak nie działa. Broń, wprowadzana w odpowiednim czasie, przyspiesza proces nauki. Ja się nawet nie specjalnie dziwię nikomu, kto podziela zdanie mojego kumpla. Jak kto pogrzebie na tym blogu, to sam znajdzie dowody na to, że jeszcze nie tak dawno przytaczałem te same argumenty. Pisałem, że: „Mam czas ćwiczyć te wszystkie techniki ręczne, bo świadomie zrezygnowałem z ćwiczenia broni”.
Jednak zdarzyło się tak, że trochę nie miałem wyjścia. To znaczy nie miałem! Miałem – mogłem się zawinąć i nie chodzić na treningi. Ale wtedy pomyślałem, że jak już przychodzę, to powinienem brać z pełnym inwentarzem. Zacząłem te formy ćwiczyć i nie żałuję. Nawet jeśli brak mi Łukaszowej elegancji w trzymaniu bokena. Wkręciłem się, czego każdemu życzę.

Z ostatniej chwili – w czasie treningu podszedł do nas spacerujący nieopodal fotograf z pytaniem, czy może nam zrobić kilka zdjęć. Qurczę, znaczy, że to, co robiliśmy, podobało się komuś patrzącemu na to z zewnątrz. To dobry znak. Podobno to mistrz Hong powiedział, że w treningu powinna być pewna elegancja – tak, żeby komuś patrzącemu z zewnątrz to się po prostu podobało.
Jeśli podobają Ci się artykuły, które tu publikuję, możesz pomóc mi dalej rozwijać pasję Tai Chi. Każdy drobny datek to dla mnie wsparcie w dalszej nauce i możliwość wyjazdów treningowych do mistrzów w Azji.
Twoja pomoc pozwoli mi pogłębiać wiedzę i dzielić się nią tutaj – z Tobą i innymi praktykującymi w Polsce.
☕ Jeśli chcesz, możesz „postawić mi kawę” – kliknij obok.
Z góry dziękuję za każde wsparcie! 🙏






Jeśli będziecie kiedy trenować w Tajpej, być może sesję zdjęciową zaproponuje Wam Lei Yucheng 😉
Świetnie ale pod jednym warunkiem – tylko w lorica musculata
Czy jest wersja nabrzusznika z brązu na wieki brzuch mistrza taiji? 😉
taka?
Ja bym zrobił z brązu taką koszulkę podwiniętą nad brzuch :]